piątek, 6 sierpnia 2010

Czarownice z Rekowa


Zaśpiewaliśmy dziś na zlocie czarownic w "Bajkowym Rekowie".
Ciekawe miejsce, w którym widać, że są tam ludzie, którzy mają nowe spojrzenie na wieś.
Takie festyny mają to do siebie, że pozwalają wydobyć z ukrycia prostych ludzi, którzy łakną muzyki i zabawy. Potrafią też zaskoczyć swą samoorganizacją i pomysłowością. Cały czas twierdzę, że obecna wieś potrafi się lepiej zorganizować niż większość osiedli w dużych miastach.
I nie trzeba do tego czarów, potrzeba wiary i wyobraźni.

środa, 4 sierpnia 2010

Tam do Kata !


Tam do Kata, wysłali dziś Dukata !
Prawda to czy fałsz?

Prawda. Nasz zespół "Złoty Dukat" nagrywał dziś w "Domku Kata" utwór na płytę, którą wyda starostwo dla wybranych zespołów.
Nieskromnie powiem, że wyszło świetnie. Dobra akustyka, dobry realizator dźwięku, dobre mocne głosy i ta słowacka piosenka poszła jak burza.
Ewa i Beata zaśpiewały początek "Na Orave dobre" na głosy (a pomysł tego pojawił się ledwie co wczoraj). I pokazały, że potrafią pięknie razem się usłyszeć.

Chyba czas szykować się do turnee po Słowacji i pokazać jak można śpiewać ich lidovki !

poniedziałek, 2 sierpnia 2010

Paryż-Warszawa '44


Ściągam dziś flagę, którą powiesiłem 1 sierpnia i biorę do ręki "Dni walczącej stolicy". Ta kronika Powstania Warszawskiego, którą czytam od wczoraj, zaczyna mnie wciągać coraz bardziej.
Pamiętam jak przed wielu laty, nagle dotarł do mnie fakt, że w tym samym czasie co w Warszawie w sierpniu 1944 r wybuchło również powstanie w Paryżu. To w Warszawie wybuchło 1 sierpnia, a to w Paryżu 19 sierpnia. Co ciekawe Francuzi nie konsultowali swoich planów z dowódcami wojsk amerykańskich, podobnie jak Polacy, z dowódcami wojsk sowieckich.
W tym miejscu podobieństwa się kończą, bo amerykański generał Eisenhower zmienił plany i wysłał na pomoc Paryżowi dywizję pancerną. 25 sierpnia miasto było wolne.
Wojska sowieckie natomiast, nagle 16 września zaprzestały aktywności na przedpolu Warszawy, zostawiając polskich powstańców sam na sam z wojskiem niemieckim. Najbardziej widoczna jest sowiecka perfidia, w braku zgody na lądowanie alianckich samolotów, które latały z zaopatrzeniem do Warszawy....z lotnisk włoskich. Po dokonaniu zrzutu, musiały wracać bez lądowania znów do Włoch, narażone na ostrzał. A sowieckie lotniska były oddalone od Warszawy o stokilkadziesiąt kilometrów....

I dlatego Paryż po 7 dniach powstania był wolny, a Warszawa po 63 dniach powstania musiała upaść.

piątek, 30 lipca 2010

Miodowe lata


Lubczyk, oregano, macierzanka, mięta, szałwia, bazylia, lawenada to zapachy i smaki projektu "Czym pachnie łąka?", który w lipcu realizowały dzieciaki w naszej bibliotece.
Fajnie, że lubią tam przychodzić. Fajnie, że czują się tam jak u siebie.
Kiedyś te zapachy i smaki, będą wspominać jako swoje najlepsze miodowe lata.

czwartek, 29 lipca 2010

Witamy na pokładzie

Czwarty raz spotykamy się na starym cmentarzu, aby dokładnie zinwentaryzować jego zasoby. Brzmi to ładnie, ale w praktyce oznacza targanie i przewożenie granitowych i piaskowcowych pozostałości, które ciężko jest podnieść i przewieźć dalej.
Cieszy mnie najbardziej to, że dziś udało się odkryć kilka płyt, na których zachowały się nazwiska. A wydawało się, że tam już nic nie ma.
Cieszy mnie też, że do naszej trójki doszedł dziś Jakub. Zamieszkał w Węgorzewie z rodziną dopiero dwa tygodnie temu, a już dziś przyszedł pomóc nam w pracy.
Witamy na pokładzie !

wtorek, 27 lipca 2010

Slap


Zanim jeszcze na dobre osiedliłem się i zostałem sołtysem, przez dobrych kilka lat nosiło mnie po świecie nie tylko na nogach, ale też na kajakach. Dzięki nim miałem sporo adrenaliny, na różnych rzekach, w różnych górach Europy.
Dzięki nim poznałem też swoich najlepszych przyjaciół. Takich ludzi o których wiesz, że gdy trzeba to skoczą w nurt rwącej rzeki, aby cię ratować...
Ciekawa sprawa, jak te przyjaźnie są trwałe. Dziś odwożę Zibiego z synem na spływ i uświadamiam sobie, że nasz pierwszy spływ był 25 lat temu. To była Radew i dwa składane kajaki, które przywieźliśmy maluchem z przyczepą...
Slap w terminologi kajakrstwa górskiego oznacza mały wodospad.Rzeka w tym miejscu zwęża się i przyśpiesza, spadając w dół z łoskotem. Jest to miejsce które mi dostarcza zawsze skrajnych emocji. I lęku i pragnienia, aby się z nim zmierzyć.
Myślę, że w naszym życiu też są takie przewężenia czasoprzestrzeni, gdy nurt zdarzeń przyśpiesza i stajemy przed próbą. Sami.
Ważne, aby się nie dać przestraszyć.

czwartek, 22 lipca 2010

Kim był Adolf Mann ?


Dziś drugi dzień przeczesywania rumowiska na starym cmentarzu ewangelickim. Tym razem jest nas już trzech, dołączył do nas Krzysiek Jakubowski. Łatwiej jest podnosić niezwykłe piaskowcowe pnie.Ciekawe ,że większość z nich różni się drobnymi detalami, czego nie dostrzega się od razu.
Największe odkrycie czekało jednak na nas potem. Przy podnoszeniu niepozornej betonowej płyty, naszym oczom ukazał się nieoczekiwanie widok zachowanej na jej spodzie inskrypcji:
Adolf Mann ur.16.10.1852 zm.15.6.1932
Gdy wieczorem z Basią idziemy węgorzewską lipową aleją, zapach oszałamia....
A ja uświadamiam sobie, że ten odkryty przez nas dziś człowiek, musiał być przy tym, jak te lipy były sadzone.
Każdy z nas pragnie, aby po nim coś zostało. I choć nic nie wiemy o Adolfie Mannie, to jednak mam wrażenie, że zostawił nam po sobie ten zapach.

środa, 21 lipca 2010

Pierwszy dzień z Vangerow


Zaczynamy dziś we dwóch z Tomkiem Hajdasem prace nad lapidarium.Przez prawie dwie godziny wydobywamy z ziemi najciekawsze pomniki i zwozimy je obok obelisku.
Czasami praca ta przypomina wykopaliska, bo wiele płyt jest zagrzebanych w ziemi.
Wiele pomników ma potężne granitowe podstawy, które trudno dźwigać.I jeszcze ten potworny upał mimo cienia drzew...

A jutro kolejny dzień, będziemy dalej szukać prawdy o Vangerow i o nas samych...

niedziela, 18 lipca 2010

A to pech


Są różne odmiany pecha.
Można zaparkować pod niewłaściwym drzewem w niewłaściwym czasie.
Tak bywa. To jeszcze nie jest tragedia. Skasowany samochód można odkupić.
Gorzej, gdy ma się pecha do ludzi - skasowanego życia nie można powtórzyć.

piątek, 16 lipca 2010

Prorocze sny

Nie wiem jak to jest, ale zdarza mi się zajrzeć w przyszłość. Pewnych rzeczy nie można przewidzieć, spadają na nas znienacka, a mimo to po kilku lub kilkunastu godzinach symbole ze snu stają się faktem.

Tak było i dziś: o bulwersujących informacjach, które dotarły do mojej świadomości po południu, wiedziałem już w nocy, gdy moja podświadomość odbierała nieprzyjemne symbole.
Problem w tym, że ze snem niewiele można zrobić, klucz do jego rozkodowania, jest dopiero w drodze. Ta specyficzna układanka jest zrozumiała wtedy, gdy fakty się wydarzą.

środa, 14 lipca 2010

Hamakowanie z Bedrzichem


Temperatury wciąż śródziemnomorskie, każdy szuka cienia. Teraz łatwiej zrozumieć dlaczego na południu Europy przerywa się pracę w południe i są 2 lub 3 godziny przerwy.
Hiszpanie i Włosi mają sjestę, a my z Bedrzichem mamy hamakowanie.

wtorek, 13 lipca 2010

Nacjonalizm w sprayu


Wracam z Zabrza do Węgorzewa przez Opolszczyznę i tutaj też natykam się na dwujęzyczne tablice miejscowości tak jak na Zaolziu. Tylko, że tutaj są one polsko-niemieckie, a tam były czesko-polskie.
Sytuacja jest podobna, tam i tu mieszka mniejszość narodowa, ale to niestety nie jedyne podobieństwo. Na długim odcinku drogi od Strzelec do Olesna, wiele tablic ma zamalowane sprayem swoje niemieckie nazwy. To nie głupi żart, ale raczej dowód głupiego nacjonalizmu, który musi boleć Niemca.
Piszę o tym, bo czułem to samo dwa dni wcześniej
, gdy po wjeździe z Polski do Czech zobaczyłem zamazany czerwonym sprayem polski napis Jabłonków....
Nacjonaliści na Zaolziu i na Opolszczyźnie są tacy sami, biorą do ręki ten sam czerwony spray i pokazują co myślą o innych.
Jestem tylko ciekaw czy potrafią pokazać co zrobili dla swoich krajów i czy któryś z nich w święta narodowe polskie lub czeskie wywiesza flagę?

Wątpię.
Do tego trzeba mieć w sobie poczucie dumy, a nie pychy.

niedziela, 11 lipca 2010

Zaolzie


Tuż za granicznym Cieszynem zaczyna się Zaolzie. Dwujęzyczne tablice miejscowości niejednego mogą zaskoczyć, ale to dowód, że obok Czechów mieszkają tu też Polacy.
Lubię tu jeżdzić, bo jednak inaczej niż w Polsce, ale też bardziej serdecznie niż w Czechach.
Nasz przyjaciel Czeslaw zabrał nas do stareńkiego drewnianego kosciółka, gdzie widać jak dzięki kościołowi tutejsi Polacy wciąż są Polakami. Na niezwykłej mszy z czeskim księdzem i polskim śpiewaniem, można poczuć, że kościół nikogo tu nie dzieli. Wręcz przeciwnie przyciąga jednych i drugich, i to ludzi młodych...
Czuć, że wciąż są u siebie i są z tego dumni.

piątek, 9 lipca 2010

Krakowskie wesele


Wszystkim czyni sie wiadomym, że dzis odbędzie się slub Kasi z Krakowa i Michała z Węgorzewa. A,że panna młoda pochodzi ze stolicy Małopolski, a pan młody z Sianowskiej Krainy w Kratkę to zapowiada się ciekawy związek ... który będzie wiele podróżował.

poniedziałek, 5 lipca 2010

Trening czyni mistrza


Trafić w pogodę z festynem, to 25% sukcesu. Dobra organizacja to jakieś 20%. Odpowiednia muzyka 25%, właściwi uczestnicy 30%.
Tym razem impreza wyszła nam na 100%Zaskoczyły wszystkie elementy układanki: występy zespołów na naszej scenie, zaciekły mecz street basket,koncert "Złotego Dukata", ogłoszenie na żywo wyników wyborów prezydenckich, konkurs rzutów wolnych o wędzonego węgorza, taneczna muzyka w ciepłą noc....

Najbardziej cieszy mnie jednak, że w festynie brały udział różne generacje, od małych dzieciaków z rodzicami, do babć i dziadków. To jest zaleta mieszkania w Węgorzewie, tu bawią się wszyscy. Miasto może nam takich zabaw wielopokoleniowych tylko pozazdrośćić.

sobota, 3 lipca 2010

Złoty Dukat na podium !


Właśnie dotarła do mnie informacja, że nasz zespół "Złoty Dukat" zdobył III miejsce na 40 zespołów (!) biorących dziś udział w przeglądzie "Simionalia 2010".
Trud włożony w próby, poszukiwanie ciekawego repertuaru, przygotowanie strojów opłaciło się. Okazuje się, że nowe brzmienie jest w cenie !
Dziękuje tym wszystkim, którzy dziś pomimo upału pojechali do Rosnowa i świetnie zaśpiewali. Dziękuję Ewie Lech, Wandzie Koneckiej, Agacie Maciejewskiej, Agacie Andrzejczyk, Kazimierzowi Dulatowi, Darkowi Kamińskiemu i Tomkowi Wnukowi.

Mamy pierwszy znak, że wybijamy się na tle innych.
....ale najważniejsze, że śpiewanie sprawia nam frajdę!.I aby tak dalej, tego wszystkim życzę.

czwartek, 1 lipca 2010

Zaproszenie na wędzonego węgorza


To już nasz IV-ty Festyn Św.Piotr i Pawła i wreście zapachnie wędzonym węgorzem w Węgorzewie !
Zapraszam na imprezę, a szczególnie na otwarty konkurs rzutów wolnych do kosza, tam właśnie każdy będzie mógł zawalczyć o główną nagrodę, czyli "Złotego Wangorza".

Ryba już jest!
Już czuję jej zapach i smak...

wtorek, 29 czerwca 2010

Piotra i Pawła

Tak się szczęśliwie składa, że odkąd mieszkam w Węgorzewie, to tego dnia jest też msza odpustowa w naszym kościele. Pamiętam, że gdy sprowadzałem się tu w październiku 2003, to informację o tutejszych patronach przyjąłem jako dobry znak. Znak, że jestem we właściwym miejscu. A dziś miałem świadomość, że nadszedł właściwy czas, aby ogłosić początek budowy lapidarium, na dawnym cmentarzu poniemieckim.
W ten gorący czerwcowy dzień, drzwi kościoła były szeroko otwarte i gdy tak na koniec mówiłem o tym, że ci którzy sadzili nasze lipy tam leżą, to czułem, że przechodzimy ważną granicę. Nie można się cofnąć, trzeba się z tym zmierzyć.

niedziela, 27 czerwca 2010

"Tischner z Polanowa"


Mam dwie wiadomości, jedną dobrą, a drugą złą ....

Zła jest taka, że Ojciec Janusz odchodzi ze Świętej Góry Polanowskiej.
Dobra jest taka....że będzie proboszczem w Koszalinie.
Aby zrozumieć to co napisałem, trzeba by go znać i choć jeden raz być u Niego, i posłuchać tego jak TAM mówił kazania.Ten mądry, ciepły i charyzmatyczny człowiek, potrafi bez patosu i w prosty sposób mówić o rzeczach trudnych.
Polanów już płacze, a Koszalin jeszcze nie wie jak się będzie cieszyć.

piątek, 25 czerwca 2010

Jak na Orawie


Śpiewaliśmy dziś dopiero drugi raz słowacką lidovke "Na Orave dobre", ale śpiewało się nam tak jak byśmy ją znali od lat. Rewelacja !
A śpiew i muzyka się niosła, jakby to faktycznie było na Orawie. Myślę, że to dowód na to, że choć mieszkamy na północy, to temperament mamy południowy....dlatego pasuje nam ta muzyka!

Tutaj nagranie:
http://www.youtube.com/watch?v=FHE1nsQh7Ps

środa, 23 czerwca 2010

Ja jestem noc czerwcowa...


Noc świętojańska jest dziś właśnie z 23 na 24 czerwca....!!!
A z tym są małe problemy, bo imieniny Jana są dopiero jutro i stąd u części wrażenie, że należy czekać do jutra.
Nie należy czekać tylko należy tę noc przeżyć pod gwiazdami, tak jak to robią Szwedzi, Duńczycy, czy Norwegowie, ale też Łotysze, Litwini i Estończycy.Choć w północnej Skandynawii raczej trudno o gwiazdy, bo tam akurat słońce nie chowa się za horyzont.Tam zaczynają się właśnie białe noce!
A my też będziemy dziś palić wielkie ognisko, popijając pod gwiazdami świetne czeskie piwo "Zlatopramen"!
Jest taki wiersz Gałczyńskiego, który jest też świetną piosenką(chodzi za mną, gdy tylko wymówię słowa refrenu):
"Ballada o nocy czerwcowej"
Kiedy noc się w powietrzu zaczyna , wtedy noc jest jak młoda dziewczyna
Wszystko cieszy ją i wszystko śmieszy
Wszystko chciałaby w ręce barć
Diabeł dużo jej daje w podarku, gwiazd fałszywych z gwiezdnego jarmarku
Noc te gwiazdy do uszu przywiesza i z gwiazdami chciała by spać
ref.
Ja jestem noc czerwcowa , królowa jaśminowa
Zapatrzcie się w moje ręce, wsłuchajcie się w śpiewny chód ,
Zapatrzcie się w moje ręce, wsłuchajcie się w śpiewny chód...

A tutaj adres do muzyczki:
http://www.youtube.com/watch?v=b_lJj4CUjt4
Sorry, chłopcy śpiewają to za wolno, ale nie znalazłem nic lepszego, choć znałem osoby które śpiewały to super!

sobota, 19 czerwca 2010

Zaproszenie "na pokład"


Raz do roku przechodzi przez Węgorzewo pielgrzymka z Góry Chełmskiej na Świętą Górę Polanowską. Idzie młodzież i idą starsi, czasem rodzice z małymi dziećmi. Każdy niesie jaką intencję, własną lub cudzą.
To takie oczywiste, ale jest jeszcze jeden aspekt, który staje się dla mnie coraz bardziej oczywisty. Pielgrzymka idąca przez takie miejscowości jak Węgorzewo, Maszkowo, Szczeglino, Kościernica czy Nacław jest przejawem ewangelizacji.
Przełamuje pewien schematyzm wąskiego patrzenia na religię, sprowadzający się często jedynie do żmudnego wypełniania coniedzielnych obowiązków. A przecież w chrześcijaństwie jest pasja i radość, są pozytywne emocje, które dają nadzieję i siłę. I właśnie te wartości każdy idący przynosi ze sobą do tych wiejskich środowisk.

Aż trudno uwierzyć, ale mało kto z mieszkańców Węgorzewa czy Szczeglina, był na Świętej Górze Polanowskiej. A jednak to prawda , choć to tylko pół godziny jazdy samochodem!
Gdy kilka lat temu wyruszyłem wraz z nimi z Nacławia do Polanowa zaskoczyła mnie jedna rzecz, dlaczego do pielgrzymki nie przyłącza się nikt z mieszkających na trasie? Owszem w każdej z wiosek ludzie serdecznie podejmują idących i czekają na nich z posiłkiem, ale nie wchodzą "na pokład", nie ryzykują wspólnej żeglugi...
Może już czas to zmienić i zorganizować np. we wrześniu Pielgrzymkę Sianowską?

środa, 16 czerwca 2010

Słuchaj Radia Koszalin


Jednym z niewielu śladów dawnej integracji Pomorza Środkowego, jest wciąż Radio Koszalin. Słychać je nie tylko w Koszalinie, czy Kołobrzegu, ale także w Słupsku i Lęborku.A gdy jadę na południe, to słucham go, aż do Chodzieży.
Dziś miałem przyjemność porozmawiać o Węgorzewie z Panią Redaktor Jaoanną Lejtan (Ci którzy słuchają naszego radia, znają dobrze jej głos). Interesowała ją nasza strona internetowa, blogowanie i wspólne osiągnięcia. Myślę, że ci którzy są zainteresowani reportażem o nas, powinni włączyć radio o 13.30 w niedzielę.

poniedziałek, 14 czerwca 2010

Step by Step


Krok za krokiem pojawia się baner z adresem naszej strony na ścianie frontowej świetlicy. Niby prosta rzecz, a wymaga czasu, ale najważniejsze sprawą jest współpracy wielu ludzi. I o to chodzi, aby zrobić to razem siłami Węgorzewa.
I tak w kolejności: - Mariusz (gruntowanie i szpachlowanie ściany), Krzysiek wraz ze mną (szlifowanie i malowanie podkładu), Arek (projekt), Henryk (szablony i malowanie liter), a jeszcze ktoś dostarczył rusztowania, ktoś je zmontował, ktoś dał deski na platformę ...

A to jeszcze nie koniec, teraz pora na Huberta, który zrobi coś ekstra.

sobota, 12 czerwca 2010

Radew - energia życia



Fajny pomysł miał ten, kto zaproponował "Promienisty Rajd Rowerowy", który miał ściągnąć do Niedalina rowerzystów z wszystkich gmin powiatu koszalińskiego. I faktycznie na festyn "Radew - energia życia" wjechała piękna ekipa na jednośladach, choć nie z każdej gminy. Miło mi donieść, że i gmina Sianów miała swą honorową 3-osobową reprezentację.
Festyn został zlokalizowany w pięknym miejscu, nad brzegiem rzeki, która płynie sobie od j.Kwiecko, do j.Rosnowo i j.Hajka, aby następnie wpaść do Parsęty w Karlinie. Cały ten obszar jest objęty ochroną jako "Natura 2000".
Nasza gmina nie graniczy z gminą Świeszyno, ale jesteśmy przecież w tym samym powiecie, czyli taki wypad jak nasz do Niedalina, powinien smakować jak wizyta u cioci na imieninach.
Fajnie mieć blisko krewnych, do których rowerem dojedzie się w 2 godziny.
Pewnie, że fajnie, ale o więzy rodzinne trzeba też dbać ....

piątek, 11 czerwca 2010

Rzut za 3 pkt


Trzeci raz zjechała do Węgorzewa ekipa z podstawówki ze Szczeglina, aby zaprezentować efekty programu "Etycznie i ekonomicznie". Były wykłady, scenki teatralne i taniec, ale najwięcej emocji zobaczyłem pod koszem do koszykówki. I w lutym, i w kwietniu, i teraz w czerwcu widziałem jak wszyscy ruszają w wolnej chwili pod kosz.Projekt budowy boiska do koszykówki ulicznej, trafił idealnie w to co lubią dzieci.Okazał się naszym rzutem za 3 pkt.
Dziś już wiem, że pomysł z Węgorzewa się spodobał i będzie takich boisk więcej, ale my byliśmy pierwsi. I co ważne zrealizowaliśmy go sami.
I pomyśleć, że jeszcze rok temu w tym miejscu był popękany stary beton i zarośnięta ruina po scenie. A dziś fruwają z piłką do kosza dzieciaki!

środa, 9 czerwca 2010

Litewska księżniczka - 1

Mało kto wie, że każdy może zgłosić wniosek o ustanowienie Pomnika Przyrody. Czyli jeżeli znajdę jakieś stare drzewo, na którym nie ma specjalnej zielonej tabliczki z orzełkiem, to mogę wnosić, że nikt jeszcze nie dostrzegł jego wyjątkowości.
A dalej procedura jest prosta: wniosek z opisem składa się do urzędu gminy, a rada gminy ustanawia go uchwałą.
Najciekawszy jest jednak fakt, że zgłaszający ma prawo do nadania nazwy. Wspaniała sprawa, dzięki której można utrwalić nazwy, dla nas ważne.

Dziś złożyłem wniosek o uznanie naszej potężnej topoli przy stawie za pomnik przyrody. Obwód drzewa to 5 metrów, co pozwala wyznaczyć jego wiek na jakieś 200 lat!
Nadałem mu też nazwę "Topola Aldony Giedyminówny"
A dlaczego tak?
O tym innym razem ...

poniedziałek, 7 czerwca 2010

Zakrzewo księdza Pawła


Czasem warto zboczyć z trasy o te kilka kilometrów i zajrzeć do miejsc w których nigdy się nie było, a o których powinny uczyć się dzieciaki.
Wstyd powiedzieć, ale o Zakrzewie usłyszałem tydzień temu od księdza Pawła Brostowicza. Zaskoczyła mnie jego opowieść o Polakach z Krajny, którzy przed wojną znaleźli się po niemieckiej stronie granicy. Przetrwali min. dzięki księdzu Bolesławowi Domańskiemu, miejscowemu proboszczowi, który ich zorganizował.Ten człowiek z charakterem, zakładał polskie szkoły, banki, doprowadził do powstania Domu Polskiego.W marcu 1938 (!) zorganizował w Berlinie (!) Kongres Związku Polaków w Niemczech na który przyjechało 5000 (!) polskich delegatów.

Wszytko to można znaleźć w Wikipedii, bo na nagrobnym pomniku w Zakrzewie nie ma nic na ten temat. Ale czy to konieczne ?
Człowiek, żyje tak długo jak żyje pamięć o nim, a ja dziś widziałem świeże kwiaty właśnie przy jego grobie, choć zmarł 71 lat temu...

wtorek, 1 czerwca 2010

Samorządowe trzęsienie ziemi

W ubiegłym tygodniu (27 maja) obchodziliśmy XX-lecie powstania samorządu w Polsce i pewnie w tym okresie w Sianowie nie było takiej sesji jak dzisiejsza. Sesja ta bowiem miała burzliwy przebieg, który pokazał jak działa demokratyczna arytmetyka na najniższym gminnym poziomie.
Postaram się przekazać ją beznamiętnie tak jakby zrobił to rejestrator w czarnej skrzynce podczas katastrofy. Kolejność wypadków była taka:
1.Wniosek o wygaśnięcie mandatu radnego Porębskiego (6-za,7-przeciw,2-wstrzymał się).
2.Wniosek o odwołanie Wiceprzewodniczącego Rady radnego Przybyłki (8-za,6-przeciw,1 wstrzymał się).
3.Wniosek o powołanie radnego Grzywacza na Wiceprzewodniczącego Rady(9-za,6-przeciw)
4.Wniosek o odwołanie Przewodnicżącej Rady K.Janowicz (8-za, 7-przeciw).
5.Zgłoszenie rezygnacji Wiceprzewodniczącego Rady radnego Kuligowskiego
6.Rezygnacja części komisji skrutacyjnej i 6 radnych wychodzi z sesji.
7.Wybór radnego Grzybowskiego na Przewodniczącego Rady (8-za,1-przeciw,0-wstrzymał się)
8.Odwołanie Wiceprzewodniczącego Rady radnego Kuligowskiego (8-za,1-przeciw)
9.Wybór nowej Wiceprzewodnioczącej Rady radnej Banaszkiewicz.

Jako sołtys jestem tylko obserwatorem, tego co się dzieje na sesjach Rady Gminy.Głos decydujący ma 15 radnych i to oni w głosowaniach dokonają rozstrzygnięć.Zasada jest prosta, kto ma większość,ten rządzi, czyli w praktyce, aby rządzić potrzeba 8 radnych.

sobota, 29 maja 2010

Dom na rozstaju


Jakiś dobry duch czuwa na Polickiem.
Zachował się stary dwór, choć powinno go już nie być, bo taki los spotkał własność PGR-ów. Pojawił się Jerzy Bokiej ze swą artystyczną duszą, który przyprowadził tu teatr. A teraz ten szchulcowy dom z Mścic, który cudem odnalazł swe miejsce na rozstajach dróg...
Ciekawa sprawa, stoi sobie w tym miejscu od ubiegłoroczej jesieni, a wygląda jakby był tu od 200 lat!

środa, 26 maja 2010

Zaproszenie na sobotę

Nie zaliczyliście w tym roku jeszcze majówki?
No to macie ostatnią szansę, szykujcie rowery!

Zapraszam wszystkich na imprezę "Rowerem do Sianowskiej Krainy w Kratkę".Spotykamy się w sobotę 29 maja tradycyjnie w Sianowie na Skwerze Papieskim od 10.30 Start: 11.00 (Z tego co wiem ekipa z Koszalina startuje do nas o 10.00 spod amfiteatru, więc możecie zabrać się z nimi)
Trasa: Sianów-Kłos-Maszkowo-Trakt Rybogryfa-Policko-Węgorzewo-Sianów.Piękna trasa, która stanowi mało znane i łatwe południowe obejście Góry Chełmskiej.
W programie mamy oczywiście zwiedzanie ciekawej architektury, tym razem będzie to świetna rekonstrukcja domu ryglowego przeniesionego do Policka z Mścic. W Węgorzewie natomiast czekać będzie na nas ognisko z poczęstunkiem,a także konkurs rzutów wolnych do kosza z nagrodami.
Powrót do Sianowa między 16-tą a 17-tą.

poniedziałek, 24 maja 2010

Kierunek Ystad: Wallander


Mam dobrą informację dla miłośników szwedzkiego komisarza Kurta Wallandera, od dziś mogą się wybrać do Ystad,(gdzie jak wiadomo toczy się akcja filmu), bezpośrednio z Węgorzewa.
Wystarczy jadąc rowerem trzymać się świeżo namalowanych znaków "Bike the Baltic".Trasa zaprowadzi nas do Kołobrzegu, skąd popłyniemy na duński Bornholm. Tam znów te same znaki oprowadzą nas po wyspie i umożliwią dotarcie do portu w Ronne, skąd tylko skok do szwedzkiej Skanii.
Malmo, Lund, Ystad rowerem ? Dlaczego nie ?
To teraz prawie jak wyjazd do sąsiedniego województwa
.
Wystarczy wsiąść na rower, w razie czego Kurt Wallander przyjdzie z pomocą...

sobota, 22 maja 2010

Maj wyświęca ogrody


Mam w sadzie 28 jabłoni i dziś każda z nich wygląda jak panna młoda.

"Brnąłem do ciebie maju
Przez mrozy i biele
Przez śnieżyce i zaspy
I lute zawieje
Przez bezbarwne szpitalne
Korytarze stycznia
W tych korytarzch słońce
Gasło ustawicznie

A teraz maj dokoła maj
Wyświęca ogrody

I cały ja i cały ja
Zanurzony w jordanie pogody
A teraz maj i maj i maj
Dokoła się święci

Od wonnych bzów szlonych bzów
Wprost w głowie się kręci"

A tu można posłuchać jak to śpiewa SDM:
youtube.com/watch?v=kn0zy6Ked5k

czwartek, 20 maja 2010

Westmeni na rowerach


Spotkałem dziś w Koszalinie dwóch Niemców, którzy dzielnie trawersowali miasto na załadowanych rowerach. Pierwszy raz natknąłem się na nich przy wjeździe od Szczecina, gdy zauważyłem ich w sznurze samochodów. Drugi raz na wysokości ratusza jadących wraz z samochodami, głównym nurtem Zwycięstwa. Postanowiłem zaczekać na nich przed Pocztą Główną i dowiedzieć się ki czort, tak desperacko pcha się przez miasto.
Przeczucie mnie nie myliło i okazało się, że to nasi zachodni sąsiedzi. Dwaj fajni ludzie którzy postanowili przebyć trasę od Niemiec do Tallina w Estoni, szlakiem miast należących kiedyś do Hanzy. Ich wyprawa nazywa się "Hansetour 2010". Jak na prawdziwych westmenów przystało, mieli nie tylko ekstra sakwy, ale w nich laptopa na którym piszą na bieżąco korespondencje do internetu. No i oczywiście jest stronka:www.rad-und-tat-owl.de
Na początku, gdy ich zobaczyłem, to zrobiło mi się ich żal, że przez to miasto muszą się z takim trudem przebijać, że nie ma w centrum żadnej ścieżki dla rowerów. Ten kto był na Zachodzie, ten wie, że drogi rowerowe w aglomeracjach to standard. A tu centrum 100-tysięcznego miasta zawłaszczone przez rwący samochodowy nurt, gdzie rowerzysta jest intruzem !
Ale teraz, gdy sobie o tym myślę, to bardziej żal mi tych ludzi, pozamykanych w metalowych puszkach, których głównym pragnieniem wydaje się, zamiana starego samochodu na nowszy model.

wtorek, 18 maja 2010

Lapidarium - brama do Vangerow

Porozrzucane niemieckie nagrobki na starym cmentarzu w Węgorzewie czekają cierpliwie na swoje miejsce wśród nas.
Ktoś kiedyś zdewastował ten cmentarz i ograbił to miejsce z godności. I nie ważne już teraz dlaczego to zrobiono. Ważne by TERAZ temu miejscu przywrócić wymiar sakralny, bo przecież tam wciąż leżą ludzie. Ludzie którzy nam osobiście nic nie zawinili, a którzy sadzili te NASZE przydrożne lipy, którzy uprawiali NASZE pola, dbali o NASZE domy.

Dziś z rana spotkałem się z Burmistrzem Ryszardem Wątrobą, aby porozmawiać o dofinansowaniu budowy lapidarium na węgorzewskim cmentarzu. Postanowił wesprzeć nas kwotą 2 tys. złotych.

To ważny gest, ale ważniejsze jest, abyśmy prace wykonali sami, bo w ten sposób mamy szansę wyciągnąć rękę do tych, którzy zostawili TU swych bliskich. Dopiero wtedy będziemy mieli prawo powiedzieć, że Vangerow jest częścią Węgorzewa.

sobota, 15 maja 2010

Zimna Zośka


Tym razem "zimni ogrodnicy" nie poczynili szkód w ogrodnictwie, ale zwarzyli nieco temperaturę imprezy plenerowej w Sianowie. Piszę nieco, bo członkowie zespołów śpiewających dziś, mimo zimna i mżawki, to ludzie mający gorące serca.Także nasz "Złoty Dukat" już po raz drugi wsparł swym udziałem parafiadę, której celem była zbiórka funduszy na remont głównego kościoła w Sianowie.
Cieszy mnie fakt, że jest ruch wokół kościoła nie tylko w niedzielę, że otwarta zakrystia, jest pełna ludzi szykujących się do występu, że otoczenie wypełnia ludowa muzyka. Łatwiej tam trafić na fajnych, ciepłych ludzi niż na zimne Zośki.

Prawdziwa wspólnota nie pojawia się tylko od święta, prawdziwa wspólnota nie chodzi w garniturze wyszukanych słów, prawdziwa wspólnota nie uprawia milczących rytuałów.
Wspólnota pojawia się wtedy, gdy ludzie szukają się nawzajem, aby dzielić się swą radością.

poniedziałek, 10 maja 2010

Siewnik jak z Mastercard

W dobrych pełnorolnych czasach, gdy wieś była wsią. Gdy trzymano zwierzęta, gdy orano i siano, miała wspólnota mieszkańców Węgorzewa, również maszyny rolnicze do użytku wspólnego. Słyszałem o tym w opowieściach pełnych nostalgii, no ale niestety, rolnicy się wykruszyli, a następcy wsiedli w samochody i poszukali pracy gdzie indziej.
Coś tam jednak zostało jeszcze i bardzo dobrze, bo wieś to ma być wieś, a nie jakieś ugory czy daczowiska. Dlatego z dumą donoszę, że Rada Sołecka z sołtysem rozpatrywała problem siewnika wiejskiego, który odnalazł się cudownie w kwietniu. Siewnik pochodzący z roku 1984, był uszkodzony i niekompletny, i dlatego postanowiono go sprzedać. Pomysł ten poddaliśmy pod głosowanie, które (głosami: 6 - za, 0 - przeciw,1- wstrzymał się), upoważniło mnie do odsprzedaniu go po cenie złomu Panu Michałowi , który postanowił go wyremontować i używać.
Policzmy zatem (jak w reklamie Mastercard) koszty:
-zbieranie głosów - 3 dni
-cena siewnika - 290 zł
-widok obsianych pól - bezcenny

niedziela, 9 maja 2010

Kaszubska chëcz


Rosjanie mieli takie powiedzenie kiedyś: "Kurica nie ptica, Polsza nie zagranica", ja po wczorajszym pobycie na Kaszubach, mógłbym też powiedzieć:
"Kurica nie ptica, Kaszuby nie zagranica" ...... ALE.....
Niby tylko jakieś 70 kilometrów na wschód od nas i to samo Pomorze, ale nie to samo. Kaszuby są inne i to widać, w zadbanych obejściach, czystych miasteczek i wiosek. Teraz jeszcze pojawiły się na drogach dwujęzyczne napisy polskie i kaszubskie, co sprawia, że jest to dość egzotyczne, dla typowego Polaka.
Lubię Kaszuby i podoba mi się ich przywiązanie do swojej ziemi od pokoleń. To jest ten element, którego brakuje na Pomorzu Zachodnim i Środkowym. Tutaj mówi się o starej przedwojennej chałupie - glinianka, tam mówi się o niej chëcz. Mimo, że wyglądają tak samo, to nie są tak samo kochane.
Obrazuje to prosty przykład: w Woj. Pomorskim są 4 skanseny z budownictwem ludowym: Wdzydze Kiszewskie, Kluki, Swołowo i Nadole. W Zachodniopomorskim ... 1 miniskansen w Koszalinie.
Moim wczorajszym odkryciem jest skansen w Nadolu, nad j.Żarnowieckim. Fascynujące i piękne miejsce, w którym byłem pierwszy raz. I po raz pierwszy trafiłem też do Swarzewa, gdzie w sanktuarium jest gotycka figurka Matki Bożej Królowej Polskiego Morza. Przed kościołem stoi drewniany krzyż, a na nim napis:
"Më trzimomë z Bogem".
Domyślam się, że Kaszubów, trzymają od wieków razem te dwie rzeczy: ten napis i ta chëcz.

wtorek, 4 maja 2010

Nie wierzcie w krasnoludki

Nie chcę, ale muszę, jak powiedział pewien klasyk, bo są takie sprawy, które zmuszają mnie do pisania o interwencję w sprawach Węgorzewa.Tak więc muszę dziś siadać do kompa i nie ma co czekać, bo krasnoludki za mnie tego nie zrobią.
1.Światło (Urząd Gminy Sianów)
"Zwracam się z prośbą o montaż lampy doświetlającej plac zlokalizowany przy świetlicy wiejskiej w Węgorzewie. Obszar ten zlokalizowany w ścisłym centrum miejscowości, jest zupełnie pozbawiony oświetlenia, co może stać się przyczyną dewastacji zainstalowanych obecnie tam urządzeń"
2.Kierunek (Zarząd Dróg Wojewódzkich)
"Zwracam się z prośbą, o ustawienie drogowskazu kierunkowego z napisem Węgorzewo i podaniem odległości do miejscowości na drodze wojewódzkiej NR 206 (Koszalin-Miastko)"
3. Czystość (Urząd Gminy Sianów))
"Zgłaszam problem dwóch dużych dzikich wysypisk, które są zlokalizowane w Węgorzewie na działkach 221/1 i 420 należących do gminy Sianów oraz na działce 479/1 należącej do Lasów Państwowych".

Ludzie listy piszą ...., a sołtysi podania w ich imieniu.

poniedziałek, 3 maja 2010

Koncert na Końcu Świata


Zostaliśmy wrzuceni na głęboką wodę i to w Iwięcinie, które nazywane jest "Wioską Końca Świata".
Ten koncert był zaplanowany już w ubiegłym roku, jako część uroczystości odpustowych.
Zespół miał przygotowany program występu...Miał do wczoraj do 21-ej, kiedy zadzwonił nasz akordeonista i powiadomił mnie, że stan jego matki wymaga niezwłocznej jazdy do Zielonej Góry.
Sytuacja ekstremalna w której nigdy nie byliśmy jako zespół. Śpiewać z akompaniamentem akordeonu i śpiewać bez akompaniamentu to olbrzymia różnica, tym bardziej dla sali pełnej ludzi.Pomyślałem sobie jednak, że jeśli odwołamy występ, to wystawimy Tych Ludzi do wiatru i zostaną z niczym.
Przypomniało mi się też powiedzenie, że to co nas nie zabije to nas wzmocni... i dlatego pojechaliśmy w siódemkę zaśpiewać.

Zespół się sprawdził i tu głęboki ukłon dla mojej załogi, która nie spanikowało, tylko dzielnie stanęła i zaśpiewała 15 utworów a cappella.
Tak sobie myślę, że na dzień przed rozpoczęciem matur w całym kraju, "Złoty Dukat" zdał własny egzamin dojrzałości. Trochę wcześniej niż gdzie indziej, ale to zrozumiałe bo na Końcu Świata, czas przecież może płynąć inaczej.

sobota, 1 maja 2010

Już wiszą !


Gdy dziś prawie całe Węgorzewo świętowało jeszcze na leżąco Święto Pracy, wyruszyliśmy z Krzysztofem zawiesić drogowskazy.
Ciekawostka: bo choć było tylko 10 tabliczek z numerami domów, to w jednym miejscu (obok starej szkoły), straciliśmy orientację jakie numery powinny tam wisieć. Świetny dowód na to, jak skomplikowana bywa numeracja domów na terenach wiejskich. Bo skoro my mieliśmy problem, to co ma powiedzieć kurier z paczką lub kierowca karetki pogotowia, że o dalekich krewnych z Paryża lub Bobolic nie wspomnę...

piątek, 30 kwietnia 2010

ABBA ze Szczeglina


W rytm piosenki ABBY "Money, money, money" tańczą dzieciaki ze szczeglińskiej podstawówki.Ich emocje są zapewne nie mniejsze od tych, które towarzyszą giełdowym graczom, ale o ile są zdrowsze...
Zobacz film: http://www.youtube.com/watch?v=-RYI4ey3h-8
Dziś była kolejna część prezentacji projektu "Etycznie i ekonomicznie" w naszej świetlicy.Tym razem usłyszeliśmy o kredycie i zobaczyliśmy, że branie pieniędzy choć jest coraz prostsze, to trzeba uważać, bo zwracanie ich bywa bolesne.
Zobacz film:  http://www.youtube.com/watch?v=wPpeHkH05F0

Jeszcze malutka dygresja. Pewnie nikt nie zauważył, że w lewym dolnym rogu jest w ogrodzeniu jaśniejsza deska ?
Nie było, a jest. Niby nic, a cieszy ona oko sołtysa pewnie tak samo, jak spłata ostatniej raty przez kredytobiorcę.

środa, 28 kwietnia 2010

Gospodarze


Dziś z pomocą pięciosobowej ekipy (Krzysztof,Michał,Tomek,Sylwek,Hubert) stawialiśmy słupki do drogowskazów dla Węgorzewa.Poszło sprawniej niż przypuszczałem. Zabetonowaliśmy je w dwie godziny. Beton musi związać i wtedy osadzę tablice.
Stawialiśmy solidarnie dla całej wioski, w różnych jej punktach.
W mieście ludzie nie zajmują się takimi sprawami, są od tego odpowiednie służby.My sami sobie wybieraliśmy odpowiednie miejsca, nie czekając, aż ktoś nam je wskaże.A to spora różnica,bo choć łatwiej być lokatorem, to lepiej być gospodarzem.

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Porażka


Na skraju lasu, na obrzeżach Węgorzewa, postawiliśmy w listopadzie stolik z krzesełkami i koszem na śmieci. Po to, aby rowerzyści mogli sobie posiedzieć i popatrzeć na panoramę łąk.
Kilkakrotnie biegałem do tego miejsca na nartach i odpoczywałem popijając herbatę z termosu.
I wszystko było jak należy, do czasu ...

Właśnie pojawili się "wiosenni turyści", którzy podjechali sobie samochodami rozpalili ogień i zaczęli imprezkę przy piweczku. Został po nich zapchany na maksa kosz, popalone puszki i ... baterie paluszkowe w pozostałościach ogniska.

Szok !
Świetne miejsce, ale niestety nie każdy ma wpojone zasady zabierania ze sobą tego co wnosi do lasu.
Rozmawiałem z właścicielem pola. Był załamany. Poczekamy jeszcze miesiąc. Jak sytuacja będzie się powtarzać, zwiniemy interes.
Szkoda, bo będzie to ewidentna porażka, dla normalnych ludzi.

niedziela, 25 kwietnia 2010

Miejsce niezwykłe


Wracałem od kolegi spod Sławna z Żukowa, labiryntem bocznych dróg w kierunku pradoliny Grabowej. Mijałem zapomniane miejscowości, które kiedyś tętniły życiem junkierskich majątków i realnego socjalizmu. A teraz nie ma ani niemieckich dziedziców, ani polskich sekretarzy i tylko buki na stokach pradoliny wciąż rosną potężne.
Jadąc na przełaj dotarłem do Sulechówka. Szukałem miejsca, o którym słyszałem, że są tam pozostałości jakiejś kaplicy. Zaparkowałem w głębokim jarze, którym droga przebijała się przez zbocze i zacząłem poszukiwania.
Początki nie były obiecujące, bo na wiejskim cmentarzu dominowały tylko nowe groby. Dopiero pomoc spotkanych osób, zwróciła moją uwagę na przeciwległe wzgórze po drugiej stronie drogi. Słabo widoczna ścieżka wznosiła się do góry i dopiero po chwili zorientowałem się, że idę starą zarośniętą drogą.
Na szczycie zbocza wyrósł nagle przede mną kamienny wysoki krucyfiks...
Tak trafiłem na mauzoleum rodu von Schlieffen.
Miejsce niezwykłe, w którym kiedyś musiało być pięknie.
Krzyż jest otoczony lekkim półkolem przez mur z piaskowca, na którym wciąż widać wyryte słowa. Około dwudziestu metrów dalej wznoszą się pozostałości kamiennej kaplicy na szczycie której, znajduje się pusta ceglana budowla. Kiedyś sprzed niej musiał roztaczać się rozległy widok na dolinę rzeki Grabowej. Teraz całość zarasta las.
Największe wrażenie robi na mnie jednak piękna figura Chrystusa na krzyżu. Gdy robię zdjęcia słońce wędruje po jego twarzy, zalewając je światłem lub chowając w cieniu. Figura ma urwaną jedną nogę, a głęboki doły tuż obok, są dowodem profanacji grobowców.

Zbieram się do powrotu i w tym momencie, nagle odzywa się dźwięk dzwonu z kościoła w dole.Tylko on nie zapomniał o tych którzy tu leżą...

sobota, 24 kwietnia 2010

Dobra energia Dobrzycy


Wyruszyliśmy dziś w dwa samochody do Dobrzycy, aby wziąć udział w przeglądzie zespołów ludowych, które działają w powiecie koszalińskim.
Moje proste skojarzenia sprzed wyjazdu: Dobrzyca - Ogrody tematyczne "Hortulus" - gmina Będzino.Teraz mogę dodać - duża piękna wiejska sala.
Miejsce, którego mogą pozazdrościć inne gminy
, a przecież przed wojną takich sal były dziesiątki.Były przeważnie zlokalizowane przy gasthofie, który istniał w niemal każdej wiosce.
W tej sali mieliśmy dziś przyjemność wystąpić i zaśpiewać po polsku, czesku i słowacku, czyli pokazać coś co odróżnia "Złotego Dukata" od pozostałych uczestników.
Widziałem, że "Isla Marina" i "Tancuj, tancuj", pociągnęło publiczność, która potem szczerze gratulowała naszym dziewczynom występu. Zawsze po udanym występie jest adrenalina i wtedy właśnie najlepiej wychodzą roześmiane zdjęcia...

Przeczytałem kiedyś, że aby zachować młodego ducha, należy otaczać się entuzjastami.
I dziś przez kilka godzin byłem wśród kilkuset ludzi, starszych wiekiem, ale młodych duchem. Żebyście widzieli ten wigor i radość, te wszystkie kolory, który każdy zespół wnosił na scenę i które potem udzielały się wszystkim.

Pod koniec imprezy podeszła do mnie i przytuliła się zapłakana starsza pani. Zadzwoniono do niej właśnie, że zmarł jej krewny, Wojciech Siemion. Człowiek legenda, ten który uosabiał polską kulturę ludową.
Uczciliśmy go minutą milczenia, lecz myślę, że JEMU bardziej by odpowiadała ......MINUTA ŚPIEWU.

czwartek, 22 kwietnia 2010

Wiersz ks.Twardowskiego


"Jest taka Matka Boska
co nie ma kaplicy
na jednym miejscu pozostać nie umie
przeszła przez Katyń
chodzi po rozpaczy
spotyka nie wierzących
nie płacze
rozumie"

Oficjalna żałoba skończyła się w niedzielę, ale flagi z kirem u mnie wciąż wiszą.
I będą wisieć, dopóki ostatnie zwłoki nie powrócą do Polski.

niedziela, 18 kwietnia 2010

Post scriptum


Zaskoczyła mnie swym pięknem msza żałobna w Bazylice Mariackiej w Krakowie. Zaskoczyły mnie mądre słowa kardynała Dziwisza. Zaskoczył mnie niezwykły śpiew chóru.
Zaskoczył mnie brak przedstawiciela Watykanu i zaskoczył mnie przylot prezydenta Rosji, który zaryzykował przylot...
Wieczorem oglądam powtórkę dyskusji Rosjan, która odbyła się po pierwszej prezentacji filmu "Katyń" w ich telewizji 2 kwietnia. Było to jeszcze przed spotkaniem Tuska i Putina 7 kwietnia i katastrofą 10 kwietnia. Rozmowa jest długa,zaskakuje mnie swą otwartością na prawdę.Film czekał, aż trzy lata od swej premiery, aby mogli go tam wyemitować. Mimo to ważne jest teraz, że zdążyli to zrobić PRZED ...

Nasze post scriptum dla tego czasu, to dzwięk dzwonu, który odezwał się wczoraj o 8.56 w Węgorzewie. Gdy rano wyszedłem na słońce przed dom, słyszałem wyraźnie jak przebija się wśród zawodzenia syren. To dzwonił 11-letni Damian. W przeddzeń poprosiłem go, aby zrobił to dokładnie o tej porze w sobotę tak jak w całym kraju, nie był zaskoczony ...

czwartek, 15 kwietnia 2010

Bracia braci Legun



Powoli smutek tężeje i czas oderwać się od telewizyjnego ekranu. Trzeba być wśród ludzi, aby zaznaczyć swój udział we wspólnocie, bo wtedy TO WSZYSTKO nabiera sensu.

Dziś odbyła się specjalna sesja w sianowskim ratuszu, poświęcona ofiarom katastrofy i upamiętnieniu zbrodni katyńskiej. Prosta i godna uroczystość, bez nadmiernego patosu. Dobrze, że TAM byłem, bo mogłem usłyszeć jak zwykli ludzie śpiewają hymn narodowy i zobaczyć w nich siebie...
Wieczorem zaś znalazłem się w koszalińskiej katedrze. Marcel i Nikodem Legun dali tam specjalny koncert, będący wyrazem ich żalu. Ale zanim zaczęli śpiewać, przemówił biskup Dajczak. Mówił mądrze i ciepło, tak jak powinno się mówić do ludzi w żałobie. Powiedział coś jeszcze, że katedry są takie jakby budowano je z muzyki.
A potem, a potem stało się tak jak mówił...
Bracia zaczęli śpiewać i unieśli nas do innej rzeczywistości.
Tak to prawda - Oni są z innego wymiaru, brak im tylko skrzydeł...

Już po ciemku zaglądam pod tablicę ogłoszeń w Węgorzewie. W niedzielę zawiesiłem tam zdjęcia prezydenckiej pary i pozostałych ofiar. We wtorek zapaliłem pod nią mały znicz, a teraz widzę, że jest ich tam więcej.

Sianowski ratusz, koszalińska katedra, węgorzewski chodnik - wszędzie tam spotkałem dziś Braci Legun ...

niedziela, 11 kwietnia 2010

"Boże coś Polskę"

Na koniec mszy w Węgorzewie zabrzmiały słowa hymnu "Boże coś Polskę". Śpiewając je dziś, czułem, że jest to właśnie taka chwila w naszych dziejach, gdy słowa....

"Boże coś Polskę przez tak liczne wieki
Otaczał blaskiem potęgi i chwały
Coś ją osłaniał tarczą swej opieki,
Od nieszczęść które pognębić ją miały"

.... nie są tylko pustymi słowami.

Myśli wszystkich obracają się wokół ofiar katastrofy lotniczej, nieszczęścia które spadło na Polskę tak niespodziewanie. Podstawowym pytaniem jest dla wielu "dlaczego tak się stało?"
Na to pytanie i ja nie znam odpowiedzi, ale wiem, że bez tej tragedii, miliony Rosjan nie miały by szansy zobaczyć dziś wieczorem w telewizji filmu "Katyń". To ważne, bo dzięki temu prawda o tej zbrodni dotrze do zwykłych ludzi do Griszy i Saszy, którzy być może dzięki temu nie tylko zrozumieją nas Polaków, ale być może zaczną rozumieć, że zło można nazwać i oprawców można wskazać.

A to ważne, bardziej dla rosyjskiej duszy, niż dla polskiej, bo miliony ich WSPÓŁBRACI nie mają nawet cmentarzy.

sobota, 10 kwietnia 2010

Katyńskie fatum

Trudno zrozumieć to co się stało, w taki dzień i w takim miejscu...

Jedno słowo przychodzi mi do głowy, uświadamiam sobie, że to byli NASI.
W takich chwilach znikają symbole polityczne, nie ważne są biografie ofiar, antypatie i sympatie.
Pojawia się poczucie wspólnoty, poczucie, że utraciliśmy Naszego Prezydenta i Naszych Rodaków. NASZYCH.
Teraz nagle łatwiej poczuć, że leżący tam od 70 lat oficerowie, to nie tylko krewni Rodzin Katyńskich, to też NASI żołnierze. Polskie wojsko, które chciano wymazać z NASZEJ pamięci.

wtorek, 6 kwietnia 2010

Dobrowo i von Kleist


Zupełnie przypadkiem (jak ja lubię te przypadki), zauroczony wiosennym słońcem, postanawiam wracać z Białogardu inną trasą niż zazwyczaj. Tym razem zapuszczam się na alternatywną drogę która prowadzi mnie na południe i tak trafiam do Dobrowa.
Tu zaskakuje mnie nagle widok wielkiego pałacu, o którym nic nie wiem.

Pałac MIAŁ szczęście, bo po wojnie ulokowano w nim szkołę, a przecież mogli spalić go sowieci, lub mogły zapuścić władze PGR-u.
Piszę miał, bo niestety przy bliższym zapoznaniu się z nim, widać wybite szyby w drzwiach, wyrwane kraty w piwnicy... Niechybny znak, że zaczęło się już patroszenie.

Tą wiedzą dzieli się ze mną młoda mieszkanka Dobrowa. To od niej się dowiem o pewnym kompozytorze, który po kupnie pałacu, swe wizje rozcieńczył w wódce. Ale też ona dopowie mi, że pałac do 1945 r należał do strego rodu von Kleistów, którzy na Pomorzu trwali przez 700 lat !!.
Chodząc po zrujonowanych pokojach z których wydarto już kaloryfery, natrafiam na folder znanego śląskiego zamku w Książu i kalendarz ścienny z widokiem "Bursztynowego Pałacu" w Strzekęcinie.
Pewnie takie miał wizje, ten który pałac kupił.
Czegoś jednak zabrakło, aby ten plan zrealizować.
Najpewniej zabrakło charakteru ...

poniedziałek, 5 kwietnia 2010

Idę w góry ...


"Idę w góry, cieszyć się życiem,
oddać dłoniom halnego włosy,
w szelest liści wsłuchać się pragnę
w odlatująych ptaków głosy..."

Postanowiliśmy wyłamać się z polskiego schematu spędzania świąt za stołem przy TV i w wielkanocny poniedziałek spakowaliśmy z Beatką plecaki i ruszyliśmy w nasze góry, które zaczynają się ... 4 kilometry od Węgorzewa !
Pasmo Góry Chełmskiej, które wypiętrza się już za Maszkowem ciągnie się na długim pofałdowanym wałem na odcinku ok.12 kilometrów z północy na południe. Morenowe zbocza bywają miejscami bardzo strome i przypominają trochę dolne partie naszych Beskidów. Wiele zalesionych wzgórz i dolin tworzy trudny topograficznie teren w którym łatwo się zgubić.
Szlaków turystycznych mało, dobrych map brak, infrastruktury turystycznej brak, czyli idealne warunki do włóczęgi w nieznane.
Startujemy o 13.30 z Maszkowa i po 1,5 godz trawersu Mont Chełmskiej jesteśmy w Dzierżęcinie. Powrót drogą do Lubiatowa i znów "na szagę" w las, aby dotrzeć do j. Policzko. Stamtąd już blisko i o 18- tej meldujemy się w Maszkowie w punkcie wyjścia.
Cała trasa zajęła mam 4 i pół godziny.
Tylko 4 i pół godziny, ale po drodze były zaloty i klangor żurawi, skok jelonka, widok na jezioro w dole z gorącym kubkiem herbaty, klucz gęsi, para łabędzi, zapach sosnowego drewna na zrębie...

A co "straciliśmy" w tym czasie ?
Same odgrzewane hiciory: "Beethoven 2" TVP1, "I kto to mówi III" Polsat, "Astreix i Obelix" TVP2, "Vabank" TVN

środa, 31 marca 2010

Wielki Tydzień


W pogoni za zakupami na świąteczny stół, w pasji mycia okien, pieczenia ciast i zapełniania lodówki tracimy kontakt z rzeczywistością, która nie wymaga pośpiechu, ale skupienia, po co to wszystko ?
Zastanawia mnie prosty fakt, dlaczego nie przeszkadza wierzącym Polakom to, że Wielki Piątek nie jest dniem wolnym od pracy? Przecież, gdy mamy pogrzeb w rodzinie to bierzemy dzień wolny, a ten dzień to przecież TAKI DZIEŃ.
Co ciekawe Wielki Piątek jest dniem wolnym w krajach, które przywykliśmy uznawać za zlaicyzowane. I tak oprócz Wielkanocy i Poniedziałku Wielkanocnego również Wielki Piątek jest dniem świątecznym w: Hiszpanii, Danii, Finlandii, Portugalii, Norwegii, Niemczech, Szwecji, Kanadzie, Słowacji, Wielkiej Brytanii, a także w wybranych regionach Szwajcarii,Irlandii i Austrii ... pisać dalej?

Polskę natomiast zafundowała sobie debatę w sprawie przywrócenia jako wolnego dnia Święta Objawienia Pańskiego, które przypada 6 stycznia i znane jest potocznie jako Trzech Króli. I tak oto po ochach i achach, parlament przegłosował tę sprawę obdarowując wyborców od 2011 r nowym wolnym dniem. Ale czy ten dzień jest najważniejszy dla chrześcijan?
Warto w natłoku "ważnych świątecznie" spraw zatrzymać się i uchwycić SENS tego co to znaczy Wielkanoc, dlaczego jest ta NOC WIELKA, co My tak naprawdę świętujemy?

Bez krzyża w Wielki Piątek, nie ma Zmartwychwstania, a bez Zmartwychwstania nie ma Chrześcijaństawa.

sobota, 27 marca 2010

Heinz und Gudrum

Wyciągnąłem wczoraj ze skrzynki pocztowej kartkę wielkanocną, którą wysłali mi Heinz i Gudrum Gors. Ludzie, którzy nie mówią w moim języku, ale którzy są stąd, z Węgorzewa ...
A są stąd, bo się tu urodzili, Heinz w Węgorzewie, a Gudrum w Kusicach. Było to przed wojną, która zmiotła granice i która odcisnęła swoje piętno na losach milionów ludzi.
Ci Polacy którzy pochodzą z Kresów, potrafią chyba najlepiej zrozumieć, co oznacza utrata domu rodzinnego i zerwanie ze swą małą ojczyzną, którą zostawili na Polesiu, Wołyniu, we Lwowie lub Wilnie. Dla nich utrata ta nie była dobrowolnym porzuceniem swych domów, oni wyboru nie mieli, to za nich zdecydował Wujek Stalin.
A czy chłopiec urodzony w 1930 r w Vangerow miał wybór?

Znamy się krótko (dopiero od ubiegłorocznych wakacji), ale czuję, że życzą tej naszej miejscowości jak najlepiej. I na takiej życzliwości prostych ludzi warto budować tożsamość Węgorzewa. Tożsamość bez lęku, która pozwala dostrzec w nich nie obcych, a sąsiadów z Vangerow.

czwartek, 18 marca 2010

Gra muzyka w Węgorzewie !



Oj, działo się, działo !
TU można zobaczyć film:
http://www.youtube.com/watch?v=Vs9B5M5IPpY

To właśnie było To O Co Chodzi - rozśpiewana wiejska sala, pulsująca pozytywną energią. Tak właśnie będą mi się kojarzyć WARSZTATY MUZYCZNE: "Gra muzyka w Węgorzewie".
Trzy zespoły ("Złoty Dukat", "Bursztyny", "Zalesie") i dwóch akordeonistów urządziło sobie muzyczne biesiadowanie przy wspólnym stole, śpiewając swoje najlepsze kawałki.
Kiedyś na wsi spotykano się i wspólnie śpiewano, potem muzyka mechaniczna wyparła swojskie nuty, a i słowa gdzieś uleciały...
To co robimy, jest właśnie tym, czym powinna być prawdziwa odnowa wsi polskiej, bo odnowa to przede wszystkim odnowa wspólnoty. Dokładnie to właśnie udało się dziś zrobić. Zebrać przy jednym stole, przedstawicieli różnych miejscowości, ba różnych generacji i spowodować, że razem poczuli jaką radość i siłę daje wspólny śpiew.
No i że jest co śpiewać !
Fajnie, że przyszły też posłuchać nasze kobitki z Węgorzewa (gdzie indziej mają dla kobiet 8 MARCA, a my mamy dla nich 18 MARCA !) i widziałem, że udzieliła im się atmosfera.
I tak oto oficjalnie "ze śpiewem na ustach" powitaliśmy wiosnę w Węgorzewie. Troszkę wcześniej, niż w całym kraju, ale nie powinno to już nikogo dziwić, bo U NAS wiele rzeczy dzieje się wcześniej!

poniedziałek, 15 marca 2010

Żelazna kaseta

W "spadku" po mojej poprzedniczce, dostałem pieczątkę, starą tabliczkę z napisem "Sołtys" i ... żelazną kasetę!
Sięgam po nią cztery razy do roku, wtedy gdy wyruszam do świetlicy wiejskiej kasować podatki od nieruchomości położonych na terenie Węgorzewa. Dziś był pierwszy taki dzień, następne będą 15 maja, 15 września i 15 listopada.
Ten przywilej zbierania czynszów przez sołtysów jest niezwykle stary, bo pojawia się już w średniowieczu wraz z urzędem sołtysa w wioskach lokowanych na prawie niemieckim. Ciekawe, że w ciągu 800, 700 lat zmieniły się garnice, ustroje, wyznania, wszystko - a sołtysi wciąż robią swoje!
Po trzech latach urzędowania i ja niezłą mam wprawą. Wypisywani pokwitowań idzie tak sprawnie (to już 13-ty raz !), aż trudno mi uwierzyć w emocje, które powodowały kiedyś, że zasychało mi w gadle.
I tak powoli żelazna kaseta zapełniła się podatkami, które jutro jak za feudalnych czasów zawiozę do zamku .... tzn. do ratusza oczywiście !

sobota, 13 marca 2010

Kolosy 2009


Właśnie wróciłem z Gdyni, gdzie brałem udział w XII Spotkaniach Podróżników, Żeglarzy i Apinistów , (popularnie zwanych od przyznawanych nagród - Kolosami). Impreza z roku na rok rozrasta się i przyciąga setki widzów, którzy uczestniczą przez trzy dni w darmowych pokazach.

czwartek, 11 marca 2010

Dzień Sołtysa -11 marca


Już raz mi się o uszy obiła ta data, ale zupełnie o niej zapomniałem...
...aż tu nagle przypomnieli mi o niej moi rowerowi przyjaciele z Koszalina.
Zadzwonili, zamailowali i nawet dostałem specjalny wierszyk. Fajnie, dzięki za pamięć.
Tak myślę sobie,że gdy nawet przestanę być sołtysem, to niektórym będę się z tą funkcją nadal kojarzył.

No cóż, taki był mój wybór i nadal uważam, że lepiej być szefem wioski, niż małym trybikiem w korporacyjnej maszynie.

środa, 10 marca 2010

Ekologiczne odkrycie !


Dziś miałem spotkanie w sprawie przepustu pod drogą do Sianowa, który zgłosiłem do sprawdzenia na początku roku. Jest on zamulony i niedrożny przez co podnosi się stan wody na torfowisku przed przepustem i zalewana są sąsiednie tereny.
Procedura wymagała obecności przedstawiciela Urzędu Gminy, Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych i Starostwa Powiatowego.
Postanowiłem przy okazji wykorzystać obecność specjalistów od melioracji i pokazać im nasz staw, co by doradzili jak się do niego zabrać.
Tak więc po skończonej wizji podjechaliśmy go zobaczyć i tutaj nagle Pan Darek Tkacz z powiatowego Wydziału Środowiska zainteresował się tą potężną topolą która, rośne sobie przy stawie. Stwierdził on, że to bardzo stare drzewo i jego rozmiary kwalifikują go do uznania za pomnik przyrody. Dowodem na to jest obwód pnia, który wystarczy, że przekroczy u topoli 3 metry.
Zmierzyliśmy więc ten pień i okazało się, że ta węgorzewska topola ma ... aż 5 metrów !!
A ile lat ma to drzewo ? Trudno ocenić może 200, może 300 lat...

Jedno jest pewne, będziemy składać wniosek do Rady Gminy, aby podjęła uchwałę o uznaniu go za pomnik przyrody.

poniedziałek, 8 marca 2010

Niespodzianka na Dzień Kobiet


No to udało mi się zrobić małą niespodziankę! Dziś właśnie odebrałem drogowskazy z numerami domów dla Węgorzewa.
Jest ich 9 sztuk i wyglągają całkiem nieźle z tym sianowskim herbem ... Ciekawe bo dopiero teraz dotarło do mnie, że użycie jego zawdzięczamy temu, że jesteśmy gminą wiejsko-miejską!.(Choć ja wolę używać nazwy Ziemia Sianowska, bo brzmi to zdecydowanie lepiej niż terminologia administracyjno- urzędnicza).
Poczekamy, aż ziemia rozmarźnie i będziemy je stawiać w różnych miejscach naszej miejscowości.

Oj, będzie zaskoczenie, gdy wyrosną wiosną ....

sobota, 6 marca 2010

Cień piromana


Ta rzecz wydarzyła się w wrześniu 2003 roku, gdy odbywały się dożynki gminne w Węgorzewie. Po skończonej imprezie komuś było mało (albo za dużo) i podpalił słomę użytą do dekoracji. Ogień sprawnie ugaszono, ale dorodny klon obok świetlicy został opalony. Drzewo dumnie stało nadal, ale z biegiem czasu widać było, że pień jest chory i coraz słabszy.
A dziś z ciężkim sercem zdecydowaliśmy, o jego wycięciu.
Z ciężkim sercem, bo w tym miejscu zaprojektowaliśmy plac zabaw dla najmłodszych dzieci, a pod tym klonem miały stanąć ławki dla rodziców...
Z trzech dorodnych drzew rosnących w jednym rzędzie pozostał jesion i klon, ale brak tego środkowego jest jak brak jedynki w uzębieniu.
A szkoda, bo i teraz na placu zabaw będzie jakoś łyso, a i dla grających w kosza będzie gorzej, bo chcąc trafić do niego, będą musieli rzucać też pod słońce.
Czasami cień przeszłości potrafi wystawić na piekące słońce...

czwartek, 4 marca 2010

Klangor nad Węgorzewem


Siedziałem na tarasie z kubkiem herbaty, wystawiając twarz do słońca, gdy zza lasu doleciały niezwykłe dzwięki. Wstałem, aby je lepiej usłyszeć i nagle uświadomiłem sobie, że to muszą być żurawie. Tylko one w tak charakterystyczny sposób nawołują się, a kto je raz słyszał, ten je łatwo potrafi rozpoznać.
Niedługo potem od lasu nadleciał piękny siwy żuraw, o długich skrzydłach i nad łąką rozległ się jego klangor.

Odkąd mieszkam na wsi, łatwiej mi zauważyć początki pór roku.
Jesień zaczyna się dla mnie wraz z odgłosem dzikich gęsi, które przez kilka dni lecą klucz za kluczem. Niezwykłe jest jednak to, że słychać je wtedy nawet nocą, jak uparcie lecą na zachód.
A kiedy śnieg powoli ustępuje i mróz trzyma jeszcze w nocy, ale pojawią się już żurawie, to już dla mnie nie jest zima ... to znak, że zaczęło się w Węgorzewie przedwiośnie.

poniedziałek, 1 marca 2010

Obrona Stalingradu

Musiałem dziś wytoczyć ciężkie działa, aby przeforsować przebudowę świetlicy w Węgorzewie zgodnie z naszymi potrzebami.
O tym, że jest kasa na projekt już pisałem, ale pisałem też, że diabeł tkwi w szczegółach...

Jeśli robię coś na poważnie, to robię to tak jak bym to robił dla siebie.
Jeśli ma być fajna sala do imprez, to musi być dostęp słońca i naturalnego światła-dlatego trzeba wybić nowe okna od zachodu KROPKA.
Jeśli będziemy mieli plac zabaw dla małych dzieci, to nie może on sąsiadować z koszmarnie powyginanymi poręczami zniszczonego zejścia do byłej kotłowni - tylko muszą być nowe schody, schowane przy ścianie KROPKA.
Jeśli przenosimy do nowego pokoju bibliotekę, to wejście nie może być szerokości drzwi do kibelka - tylko musi być jak najszersze KROPKA.

Dużo trudu kosztował mnie dziś obrona funkcjonalności projektu i dotarcie z tymi postulatami do osób odpowiedzialnych za przebudowę. Sprawa oparła się o najwyższą instancję w ratuszu i dopiero tam po ciężkich bojach udało się przekazać ją do realizacji projektantowi.

Uff....
Czuję się jak bym wrócił z frontu wschodniego!