Nagle mówisz: "Timur".... i stajesz się jego drużyną !
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Książki. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 15 lutego 2021
Timur i jego drużyna
Zawsze uważałem, że czytanie książek ma sens. I choć bardzo trudno przewidzieć, co przechowa nasza pamięć z tego co się czytało, to warto. Czasami jest to jedno słowo zapamiętane w młodości, które pojawia się nie wiadomo skąd.
czwartek, 2 sierpnia 2018
Źródła Sianowa
Trafiła w moje ręce niezwykła opowieść o miejscu, ludziach i znakach "Źródła Sianowa", której autorem jest ksiądz poeta Henryk Romanik, będący do niedawna proboszczem w Osiekach.
Autor we wstępie pisze tak:
"Zamieszkanie na Ziemi Sianowskiej zobowiązuje do poznawania jej dziedzictwa historycznego, ludzi tworzących cywilizację od początku naszych okolic, ale także do kształtowania w kolejnych pokoleniach duchowej i intelektualnej więzi z naszą małą ojczyzną. To samo dotyczy najbliższego sąsiedztwa wokół Jeziora Jamno i pomiędzy świętymi górami - Polanowską i Chełmską. Tak pojmuję rozumiany w najzdrowszym sensie lokalny patriotyzm"
Podzielam ten punkt widzenia.
Prawdziwy lokalny patriotyzm musi opierać się na szacunku dla wszystkich ludzi tworzących cywilizację na naszym terenie. Niezależnie od tego czy mówili po polsku, po niemiecku czy po kaszubsku ...
Autor we wstępie pisze tak:
"Zamieszkanie na Ziemi Sianowskiej zobowiązuje do poznawania jej dziedzictwa historycznego, ludzi tworzących cywilizację od początku naszych okolic, ale także do kształtowania w kolejnych pokoleniach duchowej i intelektualnej więzi z naszą małą ojczyzną. To samo dotyczy najbliższego sąsiedztwa wokół Jeziora Jamno i pomiędzy świętymi górami - Polanowską i Chełmską. Tak pojmuję rozumiany w najzdrowszym sensie lokalny patriotyzm"
Podzielam ten punkt widzenia.
Prawdziwy lokalny patriotyzm musi opierać się na szacunku dla wszystkich ludzi tworzących cywilizację na naszym terenie. Niezależnie od tego czy mówili po polsku, po niemiecku czy po kaszubsku ...
środa, 18 lipca 2018
Polecam "Cień wiatru"
Zupełnie nie do wiary, że przegapiłem Carlos Ruiz Zafona i dopiero teraz odkryłem jego Cmentarz Zapomnianych Książek.
Faktem jest, że od niedzieli idę tropem "Cienia wiatru" i zanurzony jestem w Barcelonie lat 40- tych i 50- tych ubiegłego wieku.
Tę książkę kupiłem pewnego dnia zupełnie przypadkowo ...
... a być może to ona mnie wybrała i czekała na mnie tego dnia ...
Wszystko jest możliwe ...
sobota, 6 stycznia 2018
Co robić w wieczór Trzech Króli ?
Pomysł ten przyszedł mi do głowy, gdy oglądałem kolejny raz "Zakochanego
Szekspira". Pod koniec tego filmu królowa Elżbieta wyraża pragnienie,
aby Szekspir napisał "coś wesołego, na Trzech Króli"
Pomyślałem sobie, że warto by przeczytać "Wieczór Trzech Króli". Ale niestety nie znalazłem jej w sianowskiej bibliotece, bo to nie lektura. Złożyłem więc zamówienie i w grudniu dokupiono ją do księgozbioru Sianowa.
Wystarczyło teraz tylko poczekać kilkanaście dni, aby w wieczór Trzech Króli rozpocząć czytanie "Wieczoru Trzech Króli" !!
Ach ... jeszcze jedno ...
Warto sztuki czytać rodzinnie w kilka osób.
Warto więc odłożyć smartfony, aby razem robić różne rzeczy.
Bo zapewne nie przypadkiem Trzej Królowie przybyli razem ...
Pomyślałem sobie, że warto by przeczytać "Wieczór Trzech Króli". Ale niestety nie znalazłem jej w sianowskiej bibliotece, bo to nie lektura. Złożyłem więc zamówienie i w grudniu dokupiono ją do księgozbioru Sianowa.
Wystarczyło teraz tylko poczekać kilkanaście dni, aby w wieczór Trzech Króli rozpocząć czytanie "Wieczoru Trzech Króli" !!
Ach ... jeszcze jedno ...
Warto sztuki czytać rodzinnie w kilka osób.
Warto więc odłożyć smartfony, aby razem robić różne rzeczy.
Bo zapewne nie przypadkiem Trzej Królowie przybyli razem ...
niedziela, 6 sierpnia 2017
Na tropach Remusa
Czytamy teraz niezwykłą książkę "Życie i przygody Remusa". Została ona napisana przez Aleksandra Majkowskiego po kaszubsku i jest uznawana za najwybitniejsze dzieło, które powstało w tym języku.
Wczoraj szczęśliwy traf sprawił, że niespodziewanie spotkałem swojego bohatera na rynku w Kościerzynie ...
Żyjemy w dobie audiobooków, gdzie książek się słucha ...
Ja jednak polecam wspólne czytanie na głos.
Początki mogą być trudne, ale warto pewne rzeczy robić inaczej.
W dobie nadmiaru informacji, które nas atakują ze smartfonów, warto się uwolnić i przeżyć czas pełniej.
Warto pójść innym tropem ...
Wczoraj szczęśliwy traf sprawił, że niespodziewanie spotkałem swojego bohatera na rynku w Kościerzynie ...
Żyjemy w dobie audiobooków, gdzie książek się słucha ...
Ja jednak polecam wspólne czytanie na głos.
Początki mogą być trudne, ale warto pewne rzeczy robić inaczej.
W dobie nadmiaru informacji, które nas atakują ze smartfonów, warto się uwolnić i przeżyć czas pełniej.
Warto pójść innym tropem ...
wtorek, 2 maja 2017
Polecam "#upał"
Jadąc nocą samochodem usłyszałem w audycji radiowej o tej książce Michała Olszańskiego. Autor napisał powieść o uzależnieniu od tego, co stało się czymś normalnym w naszym życiu, a co normalne nie jest.
Bo coraz częściej wpadamy w panikę, gdy tracimy dostęp do Facebooka i nie potrafimy rozmawiać bez odpisywania na wiadomości z sieci.
"Świat dzwoni, pika, wibruje. Klikasz, odbierasz, gnasz. Zewsząd setki newsów. Nie pamiętasz co czytałeś, dlaczego, gdzie, po co."
Bardzo dobra lektura.
Mocne zakończenie.
Polecam.
Bo coraz częściej wpadamy w panikę, gdy tracimy dostęp do Facebooka i nie potrafimy rozmawiać bez odpisywania na wiadomości z sieci.
"Świat dzwoni, pika, wibruje. Klikasz, odbierasz, gnasz. Zewsząd setki newsów. Nie pamiętasz co czytałeś, dlaczego, gdzie, po co."
Bardzo dobra lektura.
Mocne zakończenie.
Polecam.
sobota, 25 lutego 2017
Gratka z Węgorzewem w tle
Leży przede mną prawdziwa gratka - książka którą napisał Piotr Nesterowicz o czwórce młodych ludzi z początku lat 50 - tych.
Jedną z tej czwórki jest Regina. Zostawiła po sobie pamiętnik. Opisała w nim Węgorzewo widziane oczyma nauczycielki, która dostała nakaz pracy, aby uczyć w tutejszej szkole ...
Tak przedstawia Regina swój pierwszy przyjazd do Węgorzewa w 1955 r wraz z sołtysem, który przywiózł ją konnym wozem z Sianowa:
"Las niespodziewanie otwiera się na szeroką polanę. Po obu stronach drogi teren gwałtownie opada, dziewczyna dostrzega w zagłębieniu błysk wody. To dawne stawy, teraz mocno zarośnięte. Ale już wjeżdżają między domy. Solidne, murowane, kryte dachówką. Droga tu równa, brukowana, ale sołtys mruczy, że po drugiej stronie wsi, gdzie Niemcy położyli nawierzchnię bitumiczną, traktory leśników porobiły koleiny. To Regina zobaczy jutro, teraz podziwia pobielone wapnem krawężniki, wysoki pięćdziesięcioletnie lipy, które tworzą zielony szpaler wzdłuż ulicy, i dokładnie zamiecione chodniki"
Zaskoczyły mnie tylko te pobielone wapnem krawężniki, bo cała reszta mimo upływu 60 lat wygląda wciąż podobnie ...
A oto centrum wsi z 1955 r
"Na wprost nich wznosi się szeroki budynek domu kultury, przerobiony przez mieszkańców z poniemieckiej karczmy. za nimi sterczy wysoki komin wędzarni. Z boku wychyla się stodoła. Sołtys tłumaczy, że trzymają w niej lód wycinany zimą ze stawów, przysypany trocinami wytrzymuje całe lato. Regina go nie słucha. Patrzy na murowany dom z trzema oknami w szczytowej ścianie, okrągłym godłem i czerwoną metalową tablicą, na której napisano: "Szkoła Podstawowa w Węgorzewie Koszalińskim"
Centrum wsi w 2017 r jest trochę inne.
Komina wędzarni nie ma.
Nie ma też już szkoły we wsi.
I nie ma też szopy w której trzymano lód.
A najbardziej mi szkoda tego stawu w centrum.
Bo musiał być piękny ...
Jedną z tej czwórki jest Regina. Zostawiła po sobie pamiętnik. Opisała w nim Węgorzewo widziane oczyma nauczycielki, która dostała nakaz pracy, aby uczyć w tutejszej szkole ...
Tak przedstawia Regina swój pierwszy przyjazd do Węgorzewa w 1955 r wraz z sołtysem, który przywiózł ją konnym wozem z Sianowa:
"Las niespodziewanie otwiera się na szeroką polanę. Po obu stronach drogi teren gwałtownie opada, dziewczyna dostrzega w zagłębieniu błysk wody. To dawne stawy, teraz mocno zarośnięte. Ale już wjeżdżają między domy. Solidne, murowane, kryte dachówką. Droga tu równa, brukowana, ale sołtys mruczy, że po drugiej stronie wsi, gdzie Niemcy położyli nawierzchnię bitumiczną, traktory leśników porobiły koleiny. To Regina zobaczy jutro, teraz podziwia pobielone wapnem krawężniki, wysoki pięćdziesięcioletnie lipy, które tworzą zielony szpaler wzdłuż ulicy, i dokładnie zamiecione chodniki"
A oto centrum wsi z 1955 r
"Na wprost nich wznosi się szeroki budynek domu kultury, przerobiony przez mieszkańców z poniemieckiej karczmy. za nimi sterczy wysoki komin wędzarni. Z boku wychyla się stodoła. Sołtys tłumaczy, że trzymają w niej lód wycinany zimą ze stawów, przysypany trocinami wytrzymuje całe lato. Regina go nie słucha. Patrzy na murowany dom z trzema oknami w szczytowej ścianie, okrągłym godłem i czerwoną metalową tablicą, na której napisano: "Szkoła Podstawowa w Węgorzewie Koszalińskim"
Centrum wsi w 2017 r jest trochę inne.
Komina wędzarni nie ma.
Nie ma też już szkoły we wsi.
I nie ma też szopy w której trzymano lód.
A najbardziej mi szkoda tego stawu w centrum.
Bo musiał być piękny ...
wtorek, 12 kwietnia 2016
Lawendowe Pole
Wielu ludzi w mieście o tym marzy. Marzy o porzuceniu życia w mieście i odnalezieniu pasji w życiu na wsi...
Ta książka przyszła mi do ręki sama, gdy bez celu przeglądałem półki w EMPiK- u. Lecz, gdy zobaczyłem tytuł, to momentalnie przypomniałem sobie, że pamiętam autorkę. Widziałem reportaż o niej i jej pomysł, aby wydać książkę. Kupiłem więc jedyny egzemplarz, który był w księgarni.
Ta książka to poradnik jak opuścić miasto na dobre.
Autorka Joanna Posoch pisze o tym tak:
"Wieś jest spowolnieniem. Zatrzymuje człowieka. Zarówno fizycznie, jak i psychicznie. A bycie wieśniakiem to powód do dumy. Zawiera w sobie ogromną wiedzę na temat natury, która to wiedza nie jest dana człowiekowi w mieście, choćby całymi dniami przesiadywał w parkach."
Czytam to i odnajduje w nim swoje doświadczenia. I ja także przecież opuściłem miasto na dobre. Różni nas to, że ona trafiła na Lawendowe Pole, a ja na Cudne Manowce ...
Ta książka przyszła mi do ręki sama, gdy bez celu przeglądałem półki w EMPiK- u. Lecz, gdy zobaczyłem tytuł, to momentalnie przypomniałem sobie, że pamiętam autorkę. Widziałem reportaż o niej i jej pomysł, aby wydać książkę. Kupiłem więc jedyny egzemplarz, który był w księgarni.
Ta książka to poradnik jak opuścić miasto na dobre.
Autorka Joanna Posoch pisze o tym tak:
"Wieś jest spowolnieniem. Zatrzymuje człowieka. Zarówno fizycznie, jak i psychicznie. A bycie wieśniakiem to powód do dumy. Zawiera w sobie ogromną wiedzę na temat natury, która to wiedza nie jest dana człowiekowi w mieście, choćby całymi dniami przesiadywał w parkach."
Czytam to i odnajduje w nim swoje doświadczenia. I ja także przecież opuściłem miasto na dobre. Różni nas to, że ona trafiła na Lawendowe Pole, a ja na Cudne Manowce ...
środa, 4 listopada 2015
Koniec czerwonego człowieka
Nobel trafił w dobre ręce.
Od wczoraj czytam "Czasy secondhandu" Swietłany Aleksiejewicz.
Cała książka utkana z opowieści potłuczonych ludzi, którym zabrano wiarę w imperium i nie dano nic.
- Pyta pani o wolność? Proszę zajrzeć do sklepu - wódka jest, jaka pani chce: "Standard", "Gorbaczow", "Putinka", kiełbasy pełno, sera też, ryby. Banany leżą. Po co tu jeszcze wolność? Ta nam wystarczy.
- A ziemię wam dali?
- Kto by się tam z nią mordował? Chcesz, bracie to bierz. U nas wziął taki jeden, Waśka Krutoj. Młodszy chłopak ma osiem lat, a już chodzi za pługiem razem z ojcem. Jak się do niego kto najmie do roboty, to człowiekowi ani pospać nie da, ani ukraść. Faszysta jeden !
wtorek, 28 kwietnia 2015
Akcja "Wisła"
Lubię znać opinie różnych ludzi, dlatego wybrałem się dziś na spotkanie do Koszalina, aby poznać opinie Ukraińców na temat akcji "Wisła".
Na spotkanie w bibliotece przybył dr. Eugeniusz Misiło autor książki "Akcja Wisła" w której przedstawiono na 1246 stronach polskie dokumenty i materiały źródłowe.
Rozpoczęła się ona dokładnie 68 lat temu - 28 kwietnia 1947 r. Podczas tej akcji deportowano 140 tysięcy Ukraińców, Łemków i Bojków z południowo - wschodniej Polski.
Znam Niemców, którzy musieli opuścić swoje domy w Węgorzewie ... Pamiętam też żal mojej Babci, którą zmuszono do opuszczenia rodzinnego Lwowa ...Widzę też jak Ukraińcy wciąż wracają do akcji "Wisła" ...
Różne narody a mimo to podobne odczucia.
Każde wygnanie pozostawia po sobie ranę na pokolenia.
Na spotkanie w bibliotece przybył dr. Eugeniusz Misiło autor książki "Akcja Wisła" w której przedstawiono na 1246 stronach polskie dokumenty i materiały źródłowe.
Rozpoczęła się ona dokładnie 68 lat temu - 28 kwietnia 1947 r. Podczas tej akcji deportowano 140 tysięcy Ukraińców, Łemków i Bojków z południowo - wschodniej Polski.
Znam Niemców, którzy musieli opuścić swoje domy w Węgorzewie ... Pamiętam też żal mojej Babci, którą zmuszono do opuszczenia rodzinnego Lwowa ...Widzę też jak Ukraińcy wciąż wracają do akcji "Wisła" ...
Różne narody a mimo to podobne odczucia.
Każde wygnanie pozostawia po sobie ranę na pokolenia.
środa, 25 lutego 2015
Babuszka
Po Mariuszu Wilku (który widzi Rosję od wewnątrz), przeczytałem teraz (dla równowagi) Jacka Hugo Badera o Rosji widzianej z zewnątrz.
Jego "Biała gorączka" to zbiór reportaży z kilku podróży. Między innymi opis samotnej jazdy zimą UAZ-em z Moskwy do Władywostoku. W zasadzie za recenzję książki mogły by wystarczyć słowa jednej z bohaterek:
"W ZSRR wyrosło beznadziejnie nieodpowiedzialne, samolubne, okrutne pokolenie bez żadnych zasad, norm, wiary i wstydu. Komuniści zabrali wszystko i nie dali nic w zamian."
Przeciwieństwem tego pokolenia jest rosyjska babuszka:
Babcia Natalia nie nazywała Lenina inaczej jak "ryża sobaka". Przeżyła ponad sto lat, z których ostatnie spędziła w łóżku, bez przerwy słuchając radia. Każde niepowodzenie władzy radzieckiej: nieurodzaj, pożar, katastrofę kolejową, a nawet huragany i śmierć Gagarina, nagradzała gromkimi brawami.
Ubóstwiała oglądać w telewizji film "Lenin w październiku". Widziała go dziesiątki razy. W finałowej scenie krasnoarmiejcy pędzą przez plac do Pałacu Zimowego, wskakują na ogrodzenie ... a babcia wyrywa z gniazdka wtyczkę od telewizora.
"Nie dobiegniecie" - mówiła.
Jego "Biała gorączka" to zbiór reportaży z kilku podróży. Między innymi opis samotnej jazdy zimą UAZ-em z Moskwy do Władywostoku. W zasadzie za recenzję książki mogły by wystarczyć słowa jednej z bohaterek:
"W ZSRR wyrosło beznadziejnie nieodpowiedzialne, samolubne, okrutne pokolenie bez żadnych zasad, norm, wiary i wstydu. Komuniści zabrali wszystko i nie dali nic w zamian."
Przeciwieństwem tego pokolenia jest rosyjska babuszka:
Babcia Natalia nie nazywała Lenina inaczej jak "ryża sobaka". Przeżyła ponad sto lat, z których ostatnie spędziła w łóżku, bez przerwy słuchając radia. Każde niepowodzenie władzy radzieckiej: nieurodzaj, pożar, katastrofę kolejową, a nawet huragany i śmierć Gagarina, nagradzała gromkimi brawami.
Ubóstwiała oglądać w telewizji film "Lenin w październiku". Widziała go dziesiątki razy. W finałowej scenie krasnoarmiejcy pędzą przez plac do Pałacu Zimowego, wskakują na ogrodzenie ... a babcia wyrywa z gniazdka wtyczkę od telewizora.
"Nie dobiegniecie" - mówiła.
środa, 11 lutego 2015
Dom włóczęgi
Odkryłem go wiele lat temu, czytając fragmenty jego "Dziennika Północnego" publikowane przez "Rzeczpospolitą".
Potem odkryłem, że wydaje co kilka lat książki o swoim życiu na północy Rosji.
Kupowałem je jedna po drugiej, tak jak się ukazywały co dwa lata.
A rok temu do Polski przyjechał na spotkania autorskie ich autor - Mariusz Wilk.
Miałem szczęście spotkać się z nim osobiście i porozmawiać, o czym pisałem już na blogu:
http://aktywnewegorzewo.blogspot.com/2014/02/tajemnica-drogi.html
Przed spotkaniem w Sosnowcu, kupiłem jego ostatnią książkę "Dom włóczęgi" .... ale jej nie przeczytałem. Czekała prawie rok, aż będę gotowy ...
Dziś dotarłem do końca tropy Wilka, która pierwszy raz nie była tylko jego tropą, ale też początkiem tropy jego córki (doczki) - Martuszy:
"Tworzyć (pisać) życie - to cyzelować każdy jego detal, aby świecił później w pamięci mojego dziecka. Wszak dla Martuszy ten dom nad Oniego to początek jej świata. Rzeczy które nas tu otaczają (zupa szczawiowa z drewnianej łyżki lepiej smakuje niż z metalowej, a świsty kosy milej brzmią niż wizgot benzynowej kosiarki), rytm dnia i nocy, widoki z okna, zapachy w sieniach, książki na półkach, rodzaj muzyki i różne tony ciszy - wszystko to nie tylko stanowi o jakości bieżącego życia, ale staje się też metrum na przyszłość. Według niego Martusza będzie mogła kiedyś budować swój świat, tak jak ja według niego stroję swoją frazę. W tym sensie piszę (tworzę) życie."
Każdy dom powinien mieć swoją nazwę. Mój też ją ma.
Jego nazwę od dawna noszę w sercu ...
Potem odkryłem, że wydaje co kilka lat książki o swoim życiu na północy Rosji.
Kupowałem je jedna po drugiej, tak jak się ukazywały co dwa lata.
A rok temu do Polski przyjechał na spotkania autorskie ich autor - Mariusz Wilk.
Miałem szczęście spotkać się z nim osobiście i porozmawiać, o czym pisałem już na blogu:
http://aktywnewegorzewo.blogspot.com/2014/02/tajemnica-drogi.html
Przed spotkaniem w Sosnowcu, kupiłem jego ostatnią książkę "Dom włóczęgi" .... ale jej nie przeczytałem. Czekała prawie rok, aż będę gotowy ...
Dziś dotarłem do końca tropy Wilka, która pierwszy raz nie była tylko jego tropą, ale też początkiem tropy jego córki (doczki) - Martuszy:
"Tworzyć (pisać) życie - to cyzelować każdy jego detal, aby świecił później w pamięci mojego dziecka. Wszak dla Martuszy ten dom nad Oniego to początek jej świata. Rzeczy które nas tu otaczają (zupa szczawiowa z drewnianej łyżki lepiej smakuje niż z metalowej, a świsty kosy milej brzmią niż wizgot benzynowej kosiarki), rytm dnia i nocy, widoki z okna, zapachy w sieniach, książki na półkach, rodzaj muzyki i różne tony ciszy - wszystko to nie tylko stanowi o jakości bieżącego życia, ale staje się też metrum na przyszłość. Według niego Martusza będzie mogła kiedyś budować swój świat, tak jak ja według niego stroję swoją frazę. W tym sensie piszę (tworzę) życie."
Każdy dom powinien mieć swoją nazwę. Mój też ją ma.
Jego nazwę od dawna noszę w sercu ...
sobota, 17 stycznia 2015
Białoruski bakcyl
Ta książka wyłowiona z kosza przecenionych książek najeździła się ze mną po świecie.
Od września zdążyła pojechać ze mną w ukraińskie Karpaty i wróciła nie otwarta ani razu.
Potem ufnie pojechała do Warszawy i dopiero w drodze powrotnej dopiero w Szczecinku, gdy znalazłem się sam w przedziale, zacząłem czytać pierwsze kartki i złapałem bakcyla.
Białoruskiego bakcyla ...
"Po śmierci babci nikt nie robi już kwasu, kwaśnego kwasu z chleba, zaprawionego cebulą. Taki kwas smakuje o niebo lepiej niż alkohol, ale niestety nigdy nie wyszedł mi jak trzeba. Oczywiście mogę wrzucić do trzylitrowego słoja pokrojony na kawałki chleb i zalać woda, ale od kiedy babcia umarła, nie ma już kto doprawić go cierpką goryczką samotnych wilczych zim ani słodem chłodnych i jasnych wiosennych dni, ani zapachem jałowcowego dymu, ani wanilią starej, bardzo starej melodii, rozlewającej się kiedyś nad wielką, ciemną rzeką ... Nie ma już takich przypraw".
Od września zdążyła pojechać ze mną w ukraińskie Karpaty i wróciła nie otwarta ani razu.
Potem ufnie pojechała do Warszawy i dopiero w drodze powrotnej dopiero w Szczecinku, gdy znalazłem się sam w przedziale, zacząłem czytać pierwsze kartki i złapałem bakcyla.
Białoruskiego bakcyla ...
"Po śmierci babci nikt nie robi już kwasu, kwaśnego kwasu z chleba, zaprawionego cebulą. Taki kwas smakuje o niebo lepiej niż alkohol, ale niestety nigdy nie wyszedł mi jak trzeba. Oczywiście mogę wrzucić do trzylitrowego słoja pokrojony na kawałki chleb i zalać woda, ale od kiedy babcia umarła, nie ma już kto doprawić go cierpką goryczką samotnych wilczych zim ani słodem chłodnych i jasnych wiosennych dni, ani zapachem jałowcowego dymu, ani wanilią starej, bardzo starej melodii, rozlewającej się kiedyś nad wielką, ciemną rzeką ... Nie ma już takich przypraw".
czwartek, 18 grudnia 2014
Punkt widzenia Normana Daviesa
Czytam teraz równolegle dwie książki o sercu ...
Jedna z nich to powieść, a druga z nich to książka o historii Polski Normana Daviesa "Serce Europy"
To ciekawe doświadczenie, czytać o historii Polski z książki napisanej przez Anglika:
"Dla ścisłości należy przedstawić prawdziwą naturę upadku Polski w 1939 roku. Druga Rzeczpospolita była tworem kruchym, ale nie zmarła z przyczyn naturalnych. Została zamordowana przez dwóch napastników działających w zmowie. Siła ducha i energia, z jakimi się broniła podczas tego nikczemnego ataku, wskazują, że z pewnością mogłaby się wyleczyć ze swoich dolegliwości. Ale nie dano jej szans na wyzdrowienie.
Skutki były niezaprzeczalne. Druga Rzeczpospolita umarła. W ciągu ćwierćwiecza, czyli od 1914 roku, została poczęta, zrodzona, wykarmiona, wychowana, zamordowana i pochowana."
Świetna diagnoza.
Podzielam w pełni jego punkt widzenia.
Jedna z nich to powieść, a druga z nich to książka o historii Polski Normana Daviesa "Serce Europy"
To ciekawe doświadczenie, czytać o historii Polski z książki napisanej przez Anglika:
"Dla ścisłości należy przedstawić prawdziwą naturę upadku Polski w 1939 roku. Druga Rzeczpospolita była tworem kruchym, ale nie zmarła z przyczyn naturalnych. Została zamordowana przez dwóch napastników działających w zmowie. Siła ducha i energia, z jakimi się broniła podczas tego nikczemnego ataku, wskazują, że z pewnością mogłaby się wyleczyć ze swoich dolegliwości. Ale nie dano jej szans na wyzdrowienie.
Skutki były niezaprzeczalne. Druga Rzeczpospolita umarła. W ciągu ćwierćwiecza, czyli od 1914 roku, została poczęta, zrodzona, wykarmiona, wychowana, zamordowana i pochowana."
Świetna diagnoza.
Podzielam w pełni jego punkt widzenia.
środa, 3 grudnia 2014
Jednym haustem ...
Są książki, które tak wciągają, że nie sposób się oderwać.
Czytam właśnie "Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak".
Ledwie dziś po południu ją zacząłem i jestem już w połowie ..
Jacek Hugo-Bader wziął na warsztat tragiczną wyprawę na Broad Peak z 2013. Podczas zejścia śmierć ponieśli Maciej Berbeka i Tomasz Kowalski.
Rok po tych wydarzeniach autor wyruszył z ekspedycją w Himalaje, aby odnaleźć ich ciała ...
Czytam właśnie "Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak".
Ledwie dziś po południu ją zacząłem i jestem już w połowie ..
Jacek Hugo-Bader wziął na warsztat tragiczną wyprawę na Broad Peak z 2013. Podczas zejścia śmierć ponieśli Maciej Berbeka i Tomasz Kowalski.
Rok po tych wydarzeniach autor wyruszył z ekspedycją w Himalaje, aby odnaleźć ich ciała ...
czwartek, 11 września 2014
Degustacja książek
Poprosili mnie znajomi na Facebooku:
"W poście zrób listę dziesięciu książek, które z jakiegoś powodu są dla Ciebie ważne. Nie zastanawiaj się zbyt mocno - nie muszą być "poprawne" ani "dobre", wybierz te, które do Ciebie trafiły.
No to proszę bardzo ....
1."Mistrz i Małgorzata" - Michaił Bułchakow
2."Rok 1984" - George Orwell
3."Zaklinacz koni" - Nicholas Evans
4."Chata" - William Young
5."Nie przyszedłem pana nawracać" - Jan Twardowski
6."Odwaga poddania się" - Tommy Hellsten
7."Tischner czyta Katechizm" - Jacek Żakowski, Józef Tischner
8."Non stop dookoła świata" - Henryk Jaskóła
9."Długa droga" - Bernard Moitessier
10."Dzikie serce" - John Eldredge
"W poście zrób listę dziesięciu książek, które z jakiegoś powodu są dla Ciebie ważne. Nie zastanawiaj się zbyt mocno - nie muszą być "poprawne" ani "dobre", wybierz te, które do Ciebie trafiły.
No to proszę bardzo ....
1."Mistrz i Małgorzata" - Michaił Bułchakow
2."Rok 1984" - George Orwell
3."Zaklinacz koni" - Nicholas Evans
4."Chata" - William Young
5."Nie przyszedłem pana nawracać" - Jan Twardowski
6."Odwaga poddania się" - Tommy Hellsten
7."Tischner czyta Katechizm" - Jacek Żakowski, Józef Tischner
8."Non stop dookoła świata" - Henryk Jaskóła
9."Długa droga" - Bernard Moitessier
10."Dzikie serce" - John Eldredge
piątek, 18 lipca 2014
Apetyt na Wilka
Książki czytam rozmaicie.
Czasami jedną czytam w dwie noce.
A czasami zaczynam w lutym i kończę w lipcu.
Tak właśnie czytałem "Wilczy notes".
Powoli tak jakbym smakował ulubiony deser, który pojawia się raz na dwa lata.
Mariusz Wilk od ponad dwudziestu lat mieszka na dalekiej północy Rosji. Podoba mi się jego sposób pisania - proste, celne zdania:
"Sieci postawione. Ogień strzela. Przykucamy na mokrej ziemi. Chłodem ciągnie, od lodu oddaje. Słońce siadło, blado się zrobiło. Ani jasno, ani ciemno. Na pniu wódka, słonina, razowy chleb, cebula. Czekamy na brzask"
Czasami jedną czytam w dwie noce.
A czasami zaczynam w lutym i kończę w lipcu.
Tak właśnie czytałem "Wilczy notes".
Powoli tak jakbym smakował ulubiony deser, który pojawia się raz na dwa lata.
Mariusz Wilk od ponad dwudziestu lat mieszka na dalekiej północy Rosji. Podoba mi się jego sposób pisania - proste, celne zdania:
"Sieci postawione. Ogień strzela. Przykucamy na mokrej ziemi. Chłodem ciągnie, od lodu oddaje. Słońce siadło, blado się zrobiło. Ani jasno, ani ciemno. Na pniu wódka, słonina, razowy chleb, cebula. Czekamy na brzask"
sobota, 24 maja 2014
Świat 2040
Czytam książkę Andrzeja Lubowskiego "Świat 2040" w której autor stawia prognozę jaki on będzie za 26 lat.
Zachodni eksperci nie potrafili przewidzieć rozpadu Związku Sowieckiego i innych procesów, bo opisują to co ma być na podstawie tradycyjnych modeli.
"Tymczasem pytania najtrudniejsze, dotyczące przyszłości są zbyt złożone, aby je wyrazić językiem ekonomii czy fizyki, geologii czy militariów, bo dotyczą odwagi i konsekwencji, determinacji i innowacji, reform albo status quo, demokracji albo tyranii. Dotykają psychologii narodu, poczucia krzywdy lub dumy narodowej"
Jedno jest pewne, nadchodzą zmiany, które złamią obecny układ sił.
Zachodni eksperci nie potrafili przewidzieć rozpadu Związku Sowieckiego i innych procesów, bo opisują to co ma być na podstawie tradycyjnych modeli.
"Tymczasem pytania najtrudniejsze, dotyczące przyszłości są zbyt złożone, aby je wyrazić językiem ekonomii czy fizyki, geologii czy militariów, bo dotyczą odwagi i konsekwencji, determinacji i innowacji, reform albo status quo, demokracji albo tyranii. Dotykają psychologii narodu, poczucia krzywdy lub dumy narodowej"
Jedno jest pewne, nadchodzą zmiany, które złamią obecny układ sił.
niedziela, 23 lutego 2014
Tajemnica drogi
Książki Mariusza Wilka wrosły w mój dom, tak jak ja w Węgorzewo.
Mam taki zwyczaj, że gdy biorę się do czytania, ołówkiem piszę datę i miejsce na trzeciej stronie.
I teraz, gdy otwieram przeczytane kolejne jego książki, widzę czas w książce zapisany przez pisarza na Północy i to co działo się w moim domu, gdy czytałem stronę po stronie ...
W "Domu nad Oniego" jest taki fragment, który mówi o tym jak Mariusz Wilk pisze:
"Bo w obraz za oknem wchodzić należy powoli, aby pojąć grę światła na wodzie w zależności od pory roku, zachmurzenia nieba, czasu dnia. (...) Ludzi także pierwej należy poznać, żeby zrozumieć nie tylko o czym mówią, gdy wypiją, lecz także to, o czym milczą, gdy są trzeźwi. A dopiero potem o tym wszystkim można pisać."
W książce "Lotem gęsi" jest wyłożona filozofia podróżowania według Wilka:
"I dzięki temu pojąłem jeszcze jedną (może najistotniejszą) różnicę między wojażerem a włóczęgą. To różnica w perspektywie oglądania świata. Wojażer patrzy na świat z zewnątrz, włóczęga od wewnątrz. Aby oglądać świat od wewnątrz, trzeba go przeżywać, a nie ślizgać się po wierzchu, jak na desce po fali - od kempingu do kempingu. Turystyka zabija tajemnicę drogi"
"Moja tropa mnie zawodzi na bezludzie: to w głąb tundry saamskiej, gdzie można się spotkać z samym sobą raczej - niż z kimś innym, to do wymarłej wsi karelskiej, gdzie tylko duchy opowiadają o tamtym życiu - jeśli ich posłuchać, to na stronice dawno nie czytanych książek, których autorzy opisują nie istniejący już świat - rodem z ruskich bylin, na koniec na manowiec, na którym różne dziwy tudzież dziwożony harce wyprawiają, mamiąc."
... ten cytat pochodzi z "Wołoki" - pierwszej książki którą przeczytałem w 2005 r, ale dopiero teraz uświadomiłem sobie, że jest we wstępie do niej to samo słowo, które i u mnie pojawiło się w 2009 r w nazwie mojego bloga .... "Cudne Manowce".
Mam taki zwyczaj, że gdy biorę się do czytania, ołówkiem piszę datę i miejsce na trzeciej stronie.
I teraz, gdy otwieram przeczytane kolejne jego książki, widzę czas w książce zapisany przez pisarza na Północy i to co działo się w moim domu, gdy czytałem stronę po stronie ...
W "Domu nad Oniego" jest taki fragment, który mówi o tym jak Mariusz Wilk pisze:
"Bo w obraz za oknem wchodzić należy powoli, aby pojąć grę światła na wodzie w zależności od pory roku, zachmurzenia nieba, czasu dnia. (...) Ludzi także pierwej należy poznać, żeby zrozumieć nie tylko o czym mówią, gdy wypiją, lecz także to, o czym milczą, gdy są trzeźwi. A dopiero potem o tym wszystkim można pisać."
W książce "Lotem gęsi" jest wyłożona filozofia podróżowania według Wilka:
"I dzięki temu pojąłem jeszcze jedną (może najistotniejszą) różnicę między wojażerem a włóczęgą. To różnica w perspektywie oglądania świata. Wojażer patrzy na świat z zewnątrz, włóczęga od wewnątrz. Aby oglądać świat od wewnątrz, trzeba go przeżywać, a nie ślizgać się po wierzchu, jak na desce po fali - od kempingu do kempingu. Turystyka zabija tajemnicę drogi"
"Moja tropa mnie zawodzi na bezludzie: to w głąb tundry saamskiej, gdzie można się spotkać z samym sobą raczej - niż z kimś innym, to do wymarłej wsi karelskiej, gdzie tylko duchy opowiadają o tamtym życiu - jeśli ich posłuchać, to na stronice dawno nie czytanych książek, których autorzy opisują nie istniejący już świat - rodem z ruskich bylin, na koniec na manowiec, na którym różne dziwy tudzież dziwożony harce wyprawiają, mamiąc."
... ten cytat pochodzi z "Wołoki" - pierwszej książki którą przeczytałem w 2005 r, ale dopiero teraz uświadomiłem sobie, że jest we wstępie do niej to samo słowo, które i u mnie pojawiło się w 2009 r w nazwie mojego bloga .... "Cudne Manowce".
środa, 29 stycznia 2014
Kraina Chichów
Skończyłem czytać i zamknąłem książkę.
Za oknem wirował śnieg ...
Czasami warto sprawdzić, czy nie żyjemy w Krainie Chichów.
Warto sprawdzić, czy jesteśmy prawdziwi, czy wymyśleni.
Dziś sprawdziłem siebie.
Ciągle jestem prawdziwy.
Za oknem wirował śnieg ...
Warto sprawdzić, czy jesteśmy prawdziwi, czy wymyśleni.
Dziś sprawdziłem siebie.
Ciągle jestem prawdziwy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
































