sobota, 12 czerwca 2010

Radew - energia życia



Fajny pomysł miał ten, kto zaproponował "Promienisty Rajd Rowerowy", który miał ściągnąć do Niedalina rowerzystów z wszystkich gmin powiatu koszalińskiego. I faktycznie na festyn "Radew - energia życia" wjechała piękna ekipa na jednośladach, choć nie z każdej gminy. Miło mi donieść, że i gmina Sianów miała swą honorową 3-osobową reprezentację.
Festyn został zlokalizowany w pięknym miejscu, nad brzegiem rzeki, która płynie sobie od j.Kwiecko, do j.Rosnowo i j.Hajka, aby następnie wpaść do Parsęty w Karlinie. Cały ten obszar jest objęty ochroną jako "Natura 2000".
Nasza gmina nie graniczy z gminą Świeszyno, ale jesteśmy przecież w tym samym powiecie, czyli taki wypad jak nasz do Niedalina, powinien smakować jak wizyta u cioci na imieninach.
Fajnie mieć blisko krewnych, do których rowerem dojedzie się w 2 godziny.
Pewnie, że fajnie, ale o więzy rodzinne trzeba też dbać ....

piątek, 11 czerwca 2010

Rzut za 3 pkt


Trzeci raz zjechała do Węgorzewa ekipa z podstawówki ze Szczeglina, aby zaprezentować efekty programu "Etycznie i ekonomicznie". Były wykłady, scenki teatralne i taniec, ale najwięcej emocji zobaczyłem pod koszem do koszykówki. I w lutym, i w kwietniu, i teraz w czerwcu widziałem jak wszyscy ruszają w wolnej chwili pod kosz.Projekt budowy boiska do koszykówki ulicznej, trafił idealnie w to co lubią dzieci.Okazał się naszym rzutem za 3 pkt.
Dziś już wiem, że pomysł z Węgorzewa się spodobał i będzie takich boisk więcej, ale my byliśmy pierwsi. I co ważne zrealizowaliśmy go sami.
I pomyśleć, że jeszcze rok temu w tym miejscu był popękany stary beton i zarośnięta ruina po scenie. A dziś fruwają z piłką do kosza dzieciaki!

środa, 9 czerwca 2010

Litewska księżniczka - 1

Mało kto wie, że każdy może zgłosić wniosek o ustanowienie Pomnika Przyrody. Czyli jeżeli znajdę jakieś stare drzewo, na którym nie ma specjalnej zielonej tabliczki z orzełkiem, to mogę wnosić, że nikt jeszcze nie dostrzegł jego wyjątkowości.
A dalej procedura jest prosta: wniosek z opisem składa się do urzędu gminy, a rada gminy ustanawia go uchwałą.
Najciekawszy jest jednak fakt, że zgłaszający ma prawo do nadania nazwy. Wspaniała sprawa, dzięki której można utrwalić nazwy, dla nas ważne.

Dziś złożyłem wniosek o uznanie naszej potężnej topoli przy stawie za pomnik przyrody. Obwód drzewa to 5 metrów, co pozwala wyznaczyć jego wiek na jakieś 200 lat!
Nadałem mu też nazwę "Topola Aldony Giedyminówny"
A dlaczego tak?
O tym innym razem ...

poniedziałek, 7 czerwca 2010

Zakrzewo księdza Pawła


Czasem warto zboczyć z trasy o te kilka kilometrów i zajrzeć do miejsc w których nigdy się nie było, a o których powinny uczyć się dzieciaki.
Wstyd powiedzieć, ale o Zakrzewie usłyszałem tydzień temu od księdza Pawła Brostowicza. Zaskoczyła mnie jego opowieść o Polakach z Krajny, którzy przed wojną znaleźli się po niemieckiej stronie granicy. Przetrwali min. dzięki księdzu Bolesławowi Domańskiemu, miejscowemu proboszczowi, który ich zorganizował.Ten człowiek z charakterem, zakładał polskie szkoły, banki, doprowadził do powstania Domu Polskiego.W marcu 1938 (!) zorganizował w Berlinie (!) Kongres Związku Polaków w Niemczech na który przyjechało 5000 (!) polskich delegatów.

Wszytko to można znaleźć w Wikipedii, bo na nagrobnym pomniku w Zakrzewie nie ma nic na ten temat. Ale czy to konieczne ?
Człowiek, żyje tak długo jak żyje pamięć o nim, a ja dziś widziałem świeże kwiaty właśnie przy jego grobie, choć zmarł 71 lat temu...

wtorek, 1 czerwca 2010

Samorządowe trzęsienie ziemi

W ubiegłym tygodniu (27 maja) obchodziliśmy XX-lecie powstania samorządu w Polsce i pewnie w tym okresie w Sianowie nie było takiej sesji jak dzisiejsza. Sesja ta bowiem miała burzliwy przebieg, który pokazał jak działa demokratyczna arytmetyka na najniższym gminnym poziomie.
Postaram się przekazać ją beznamiętnie tak jakby zrobił to rejestrator w czarnej skrzynce podczas katastrofy. Kolejność wypadków była taka:
1.Wniosek o wygaśnięcie mandatu radnego Porębskiego (6-za,7-przeciw,2-wstrzymał się).
2.Wniosek o odwołanie Wiceprzewodniczącego Rady radnego Przybyłki (8-za,6-przeciw,1 wstrzymał się).
3.Wniosek o powołanie radnego Grzywacza na Wiceprzewodniczącego Rady(9-za,6-przeciw)
4.Wniosek o odwołanie Przewodnicżącej Rady K.Janowicz (8-za, 7-przeciw).
5.Zgłoszenie rezygnacji Wiceprzewodniczącego Rady radnego Kuligowskiego
6.Rezygnacja części komisji skrutacyjnej i 6 radnych wychodzi z sesji.
7.Wybór radnego Grzybowskiego na Przewodniczącego Rady (8-za,1-przeciw,0-wstrzymał się)
8.Odwołanie Wiceprzewodniczącego Rady radnego Kuligowskiego (8-za,1-przeciw)
9.Wybór nowej Wiceprzewodnioczącej Rady radnej Banaszkiewicz.

Jako sołtys jestem tylko obserwatorem, tego co się dzieje na sesjach Rady Gminy.Głos decydujący ma 15 radnych i to oni w głosowaniach dokonają rozstrzygnięć.Zasada jest prosta, kto ma większość,ten rządzi, czyli w praktyce, aby rządzić potrzeba 8 radnych.

sobota, 29 maja 2010

Dom na rozstaju


Jakiś dobry duch czuwa na Polickiem.
Zachował się stary dwór, choć powinno go już nie być, bo taki los spotkał własność PGR-ów. Pojawił się Jerzy Bokiej ze swą artystyczną duszą, który przyprowadził tu teatr. A teraz ten szchulcowy dom z Mścic, który cudem odnalazł swe miejsce na rozstajach dróg...
Ciekawa sprawa, stoi sobie w tym miejscu od ubiegłoroczej jesieni, a wygląda jakby był tu od 200 lat!

środa, 26 maja 2010

Zaproszenie na sobotę

Nie zaliczyliście w tym roku jeszcze majówki?
No to macie ostatnią szansę, szykujcie rowery!

Zapraszam wszystkich na imprezę "Rowerem do Sianowskiej Krainy w Kratkę".Spotykamy się w sobotę 29 maja tradycyjnie w Sianowie na Skwerze Papieskim od 10.30 Start: 11.00 (Z tego co wiem ekipa z Koszalina startuje do nas o 10.00 spod amfiteatru, więc możecie zabrać się z nimi)
Trasa: Sianów-Kłos-Maszkowo-Trakt Rybogryfa-Policko-Węgorzewo-Sianów.Piękna trasa, która stanowi mało znane i łatwe południowe obejście Góry Chełmskiej.
W programie mamy oczywiście zwiedzanie ciekawej architektury, tym razem będzie to świetna rekonstrukcja domu ryglowego przeniesionego do Policka z Mścic. W Węgorzewie natomiast czekać będzie na nas ognisko z poczęstunkiem,a także konkurs rzutów wolnych do kosza z nagrodami.
Powrót do Sianowa między 16-tą a 17-tą.

poniedziałek, 24 maja 2010

Kierunek Ystad: Wallander


Mam dobrą informację dla miłośników szwedzkiego komisarza Kurta Wallandera, od dziś mogą się wybrać do Ystad,(gdzie jak wiadomo toczy się akcja filmu), bezpośrednio z Węgorzewa.
Wystarczy jadąc rowerem trzymać się świeżo namalowanych znaków "Bike the Baltic".Trasa zaprowadzi nas do Kołobrzegu, skąd popłyniemy na duński Bornholm. Tam znów te same znaki oprowadzą nas po wyspie i umożliwią dotarcie do portu w Ronne, skąd tylko skok do szwedzkiej Skanii.
Malmo, Lund, Ystad rowerem ? Dlaczego nie ?
To teraz prawie jak wyjazd do sąsiedniego województwa
.
Wystarczy wsiąść na rower, w razie czego Kurt Wallander przyjdzie z pomocą...

sobota, 22 maja 2010

Maj wyświęca ogrody


Mam w sadzie 28 jabłoni i dziś każda z nich wygląda jak panna młoda.

"Brnąłem do ciebie maju
Przez mrozy i biele
Przez śnieżyce i zaspy
I lute zawieje
Przez bezbarwne szpitalne
Korytarze stycznia
W tych korytarzch słońce
Gasło ustawicznie

A teraz maj dokoła maj
Wyświęca ogrody

I cały ja i cały ja
Zanurzony w jordanie pogody
A teraz maj i maj i maj
Dokoła się święci

Od wonnych bzów szlonych bzów
Wprost w głowie się kręci"

A tu można posłuchać jak to śpiewa SDM:
youtube.com/watch?v=kn0zy6Ked5k

czwartek, 20 maja 2010

Westmeni na rowerach


Spotkałem dziś w Koszalinie dwóch Niemców, którzy dzielnie trawersowali miasto na załadowanych rowerach. Pierwszy raz natknąłem się na nich przy wjeździe od Szczecina, gdy zauważyłem ich w sznurze samochodów. Drugi raz na wysokości ratusza jadących wraz z samochodami, głównym nurtem Zwycięstwa. Postanowiłem zaczekać na nich przed Pocztą Główną i dowiedzieć się ki czort, tak desperacko pcha się przez miasto.
Przeczucie mnie nie myliło i okazało się, że to nasi zachodni sąsiedzi. Dwaj fajni ludzie którzy postanowili przebyć trasę od Niemiec do Tallina w Estoni, szlakiem miast należących kiedyś do Hanzy. Ich wyprawa nazywa się "Hansetour 2010". Jak na prawdziwych westmenów przystało, mieli nie tylko ekstra sakwy, ale w nich laptopa na którym piszą na bieżąco korespondencje do internetu. No i oczywiście jest stronka:www.rad-und-tat-owl.de
Na początku, gdy ich zobaczyłem, to zrobiło mi się ich żal, że przez to miasto muszą się z takim trudem przebijać, że nie ma w centrum żadnej ścieżki dla rowerów. Ten kto był na Zachodzie, ten wie, że drogi rowerowe w aglomeracjach to standard. A tu centrum 100-tysięcznego miasta zawłaszczone przez rwący samochodowy nurt, gdzie rowerzysta jest intruzem !
Ale teraz, gdy sobie o tym myślę, to bardziej żal mi tych ludzi, pozamykanych w metalowych puszkach, których głównym pragnieniem wydaje się, zamiana starego samochodu na nowszy model.

wtorek, 18 maja 2010

Lapidarium - brama do Vangerow

Porozrzucane niemieckie nagrobki na starym cmentarzu w Węgorzewie czekają cierpliwie na swoje miejsce wśród nas.
Ktoś kiedyś zdewastował ten cmentarz i ograbił to miejsce z godności. I nie ważne już teraz dlaczego to zrobiono. Ważne by TERAZ temu miejscu przywrócić wymiar sakralny, bo przecież tam wciąż leżą ludzie. Ludzie którzy nam osobiście nic nie zawinili, a którzy sadzili te NASZE przydrożne lipy, którzy uprawiali NASZE pola, dbali o NASZE domy.

Dziś z rana spotkałem się z Burmistrzem Ryszardem Wątrobą, aby porozmawiać o dofinansowaniu budowy lapidarium na węgorzewskim cmentarzu. Postanowił wesprzeć nas kwotą 2 tys. złotych.

To ważny gest, ale ważniejsze jest, abyśmy prace wykonali sami, bo w ten sposób mamy szansę wyciągnąć rękę do tych, którzy zostawili TU swych bliskich. Dopiero wtedy będziemy mieli prawo powiedzieć, że Vangerow jest częścią Węgorzewa.

sobota, 15 maja 2010

Zimna Zośka


Tym razem "zimni ogrodnicy" nie poczynili szkód w ogrodnictwie, ale zwarzyli nieco temperaturę imprezy plenerowej w Sianowie. Piszę nieco, bo członkowie zespołów śpiewających dziś, mimo zimna i mżawki, to ludzie mający gorące serca.Także nasz "Złoty Dukat" już po raz drugi wsparł swym udziałem parafiadę, której celem była zbiórka funduszy na remont głównego kościoła w Sianowie.
Cieszy mnie fakt, że jest ruch wokół kościoła nie tylko w niedzielę, że otwarta zakrystia, jest pełna ludzi szykujących się do występu, że otoczenie wypełnia ludowa muzyka. Łatwiej tam trafić na fajnych, ciepłych ludzi niż na zimne Zośki.

Prawdziwa wspólnota nie pojawia się tylko od święta, prawdziwa wspólnota nie chodzi w garniturze wyszukanych słów, prawdziwa wspólnota nie uprawia milczących rytuałów.
Wspólnota pojawia się wtedy, gdy ludzie szukają się nawzajem, aby dzielić się swą radością.

poniedziałek, 10 maja 2010

Siewnik jak z Mastercard

W dobrych pełnorolnych czasach, gdy wieś była wsią. Gdy trzymano zwierzęta, gdy orano i siano, miała wspólnota mieszkańców Węgorzewa, również maszyny rolnicze do użytku wspólnego. Słyszałem o tym w opowieściach pełnych nostalgii, no ale niestety, rolnicy się wykruszyli, a następcy wsiedli w samochody i poszukali pracy gdzie indziej.
Coś tam jednak zostało jeszcze i bardzo dobrze, bo wieś to ma być wieś, a nie jakieś ugory czy daczowiska. Dlatego z dumą donoszę, że Rada Sołecka z sołtysem rozpatrywała problem siewnika wiejskiego, który odnalazł się cudownie w kwietniu. Siewnik pochodzący z roku 1984, był uszkodzony i niekompletny, i dlatego postanowiono go sprzedać. Pomysł ten poddaliśmy pod głosowanie, które (głosami: 6 - za, 0 - przeciw,1- wstrzymał się), upoważniło mnie do odsprzedaniu go po cenie złomu Panu Michałowi , który postanowił go wyremontować i używać.
Policzmy zatem (jak w reklamie Mastercard) koszty:
-zbieranie głosów - 3 dni
-cena siewnika - 290 zł
-widok obsianych pól - bezcenny

niedziela, 9 maja 2010

Kaszubska chëcz


Rosjanie mieli takie powiedzenie kiedyś: "Kurica nie ptica, Polsza nie zagranica", ja po wczorajszym pobycie na Kaszubach, mógłbym też powiedzieć:
"Kurica nie ptica, Kaszuby nie zagranica" ...... ALE.....
Niby tylko jakieś 70 kilometrów na wschód od nas i to samo Pomorze, ale nie to samo. Kaszuby są inne i to widać, w zadbanych obejściach, czystych miasteczek i wiosek. Teraz jeszcze pojawiły się na drogach dwujęzyczne napisy polskie i kaszubskie, co sprawia, że jest to dość egzotyczne, dla typowego Polaka.
Lubię Kaszuby i podoba mi się ich przywiązanie do swojej ziemi od pokoleń. To jest ten element, którego brakuje na Pomorzu Zachodnim i Środkowym. Tutaj mówi się o starej przedwojennej chałupie - glinianka, tam mówi się o niej chëcz. Mimo, że wyglądają tak samo, to nie są tak samo kochane.
Obrazuje to prosty przykład: w Woj. Pomorskim są 4 skanseny z budownictwem ludowym: Wdzydze Kiszewskie, Kluki, Swołowo i Nadole. W Zachodniopomorskim ... 1 miniskansen w Koszalinie.
Moim wczorajszym odkryciem jest skansen w Nadolu, nad j.Żarnowieckim. Fascynujące i piękne miejsce, w którym byłem pierwszy raz. I po raz pierwszy trafiłem też do Swarzewa, gdzie w sanktuarium jest gotycka figurka Matki Bożej Królowej Polskiego Morza. Przed kościołem stoi drewniany krzyż, a na nim napis:
"Më trzimomë z Bogem".
Domyślam się, że Kaszubów, trzymają od wieków razem te dwie rzeczy: ten napis i ta chëcz.

wtorek, 4 maja 2010

Nie wierzcie w krasnoludki

Nie chcę, ale muszę, jak powiedział pewien klasyk, bo są takie sprawy, które zmuszają mnie do pisania o interwencję w sprawach Węgorzewa.Tak więc muszę dziś siadać do kompa i nie ma co czekać, bo krasnoludki za mnie tego nie zrobią.
1.Światło (Urząd Gminy Sianów)
"Zwracam się z prośbą o montaż lampy doświetlającej plac zlokalizowany przy świetlicy wiejskiej w Węgorzewie. Obszar ten zlokalizowany w ścisłym centrum miejscowości, jest zupełnie pozbawiony oświetlenia, co może stać się przyczyną dewastacji zainstalowanych obecnie tam urządzeń"
2.Kierunek (Zarząd Dróg Wojewódzkich)
"Zwracam się z prośbą, o ustawienie drogowskazu kierunkowego z napisem Węgorzewo i podaniem odległości do miejscowości na drodze wojewódzkiej NR 206 (Koszalin-Miastko)"
3. Czystość (Urząd Gminy Sianów))
"Zgłaszam problem dwóch dużych dzikich wysypisk, które są zlokalizowane w Węgorzewie na działkach 221/1 i 420 należących do gminy Sianów oraz na działce 479/1 należącej do Lasów Państwowych".

Ludzie listy piszą ...., a sołtysi podania w ich imieniu.

poniedziałek, 3 maja 2010

Koncert na Końcu Świata


Zostaliśmy wrzuceni na głęboką wodę i to w Iwięcinie, które nazywane jest "Wioską Końca Świata".
Ten koncert był zaplanowany już w ubiegłym roku, jako część uroczystości odpustowych.
Zespół miał przygotowany program występu...Miał do wczoraj do 21-ej, kiedy zadzwonił nasz akordeonista i powiadomił mnie, że stan jego matki wymaga niezwłocznej jazdy do Zielonej Góry.
Sytuacja ekstremalna w której nigdy nie byliśmy jako zespół. Śpiewać z akompaniamentem akordeonu i śpiewać bez akompaniamentu to olbrzymia różnica, tym bardziej dla sali pełnej ludzi.Pomyślałem sobie jednak, że jeśli odwołamy występ, to wystawimy Tych Ludzi do wiatru i zostaną z niczym.
Przypomniało mi się też powiedzenie, że to co nas nie zabije to nas wzmocni... i dlatego pojechaliśmy w siódemkę zaśpiewać.

Zespół się sprawdził i tu głęboki ukłon dla mojej załogi, która nie spanikowało, tylko dzielnie stanęła i zaśpiewała 15 utworów a cappella.
Tak sobie myślę, że na dzień przed rozpoczęciem matur w całym kraju, "Złoty Dukat" zdał własny egzamin dojrzałości. Trochę wcześniej niż gdzie indziej, ale to zrozumiałe bo na Końcu Świata, czas przecież może płynąć inaczej.

sobota, 1 maja 2010

Już wiszą !


Gdy dziś prawie całe Węgorzewo świętowało jeszcze na leżąco Święto Pracy, wyruszyliśmy z Krzysztofem zawiesić drogowskazy.
Ciekawostka: bo choć było tylko 10 tabliczek z numerami domów, to w jednym miejscu (obok starej szkoły), straciliśmy orientację jakie numery powinny tam wisieć. Świetny dowód na to, jak skomplikowana bywa numeracja domów na terenach wiejskich. Bo skoro my mieliśmy problem, to co ma powiedzieć kurier z paczką lub kierowca karetki pogotowia, że o dalekich krewnych z Paryża lub Bobolic nie wspomnę...

piątek, 30 kwietnia 2010

ABBA ze Szczeglina


W rytm piosenki ABBY "Money, money, money" tańczą dzieciaki ze szczeglińskiej podstawówki.Ich emocje są zapewne nie mniejsze od tych, które towarzyszą giełdowym graczom, ale o ile są zdrowsze...
Zobacz film: http://www.youtube.com/watch?v=-RYI4ey3h-8
Dziś była kolejna część prezentacji projektu "Etycznie i ekonomicznie" w naszej świetlicy.Tym razem usłyszeliśmy o kredycie i zobaczyliśmy, że branie pieniędzy choć jest coraz prostsze, to trzeba uważać, bo zwracanie ich bywa bolesne.
Zobacz film:  http://www.youtube.com/watch?v=wPpeHkH05F0

Jeszcze malutka dygresja. Pewnie nikt nie zauważył, że w lewym dolnym rogu jest w ogrodzeniu jaśniejsza deska ?
Nie było, a jest. Niby nic, a cieszy ona oko sołtysa pewnie tak samo, jak spłata ostatniej raty przez kredytobiorcę.

środa, 28 kwietnia 2010

Gospodarze


Dziś z pomocą pięciosobowej ekipy (Krzysztof,Michał,Tomek,Sylwek,Hubert) stawialiśmy słupki do drogowskazów dla Węgorzewa.Poszło sprawniej niż przypuszczałem. Zabetonowaliśmy je w dwie godziny. Beton musi związać i wtedy osadzę tablice.
Stawialiśmy solidarnie dla całej wioski, w różnych jej punktach.
W mieście ludzie nie zajmują się takimi sprawami, są od tego odpowiednie służby.My sami sobie wybieraliśmy odpowiednie miejsca, nie czekając, aż ktoś nam je wskaże.A to spora różnica,bo choć łatwiej być lokatorem, to lepiej być gospodarzem.

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Porażka


Na skraju lasu, na obrzeżach Węgorzewa, postawiliśmy w listopadzie stolik z krzesełkami i koszem na śmieci. Po to, aby rowerzyści mogli sobie posiedzieć i popatrzeć na panoramę łąk.
Kilkakrotnie biegałem do tego miejsca na nartach i odpoczywałem popijając herbatę z termosu.
I wszystko było jak należy, do czasu ...

Właśnie pojawili się "wiosenni turyści", którzy podjechali sobie samochodami rozpalili ogień i zaczęli imprezkę przy piweczku. Został po nich zapchany na maksa kosz, popalone puszki i ... baterie paluszkowe w pozostałościach ogniska.

Szok !
Świetne miejsce, ale niestety nie każdy ma wpojone zasady zabierania ze sobą tego co wnosi do lasu.
Rozmawiałem z właścicielem pola. Był załamany. Poczekamy jeszcze miesiąc. Jak sytuacja będzie się powtarzać, zwiniemy interes.
Szkoda, bo będzie to ewidentna porażka, dla normalnych ludzi.

niedziela, 25 kwietnia 2010

Miejsce niezwykłe


Wracałem od kolegi spod Sławna z Żukowa, labiryntem bocznych dróg w kierunku pradoliny Grabowej. Mijałem zapomniane miejscowości, które kiedyś tętniły życiem junkierskich majątków i realnego socjalizmu. A teraz nie ma ani niemieckich dziedziców, ani polskich sekretarzy i tylko buki na stokach pradoliny wciąż rosną potężne.
Jadąc na przełaj dotarłem do Sulechówka. Szukałem miejsca, o którym słyszałem, że są tam pozostałości jakiejś kaplicy. Zaparkowałem w głębokim jarze, którym droga przebijała się przez zbocze i zacząłem poszukiwania.
Początki nie były obiecujące, bo na wiejskim cmentarzu dominowały tylko nowe groby. Dopiero pomoc spotkanych osób, zwróciła moją uwagę na przeciwległe wzgórze po drugiej stronie drogi. Słabo widoczna ścieżka wznosiła się do góry i dopiero po chwili zorientowałem się, że idę starą zarośniętą drogą.
Na szczycie zbocza wyrósł nagle przede mną kamienny wysoki krucyfiks...
Tak trafiłem na mauzoleum rodu von Schlieffen.
Miejsce niezwykłe, w którym kiedyś musiało być pięknie.
Krzyż jest otoczony lekkim półkolem przez mur z piaskowca, na którym wciąż widać wyryte słowa. Około dwudziestu metrów dalej wznoszą się pozostałości kamiennej kaplicy na szczycie której, znajduje się pusta ceglana budowla. Kiedyś sprzed niej musiał roztaczać się rozległy widok na dolinę rzeki Grabowej. Teraz całość zarasta las.
Największe wrażenie robi na mnie jednak piękna figura Chrystusa na krzyżu. Gdy robię zdjęcia słońce wędruje po jego twarzy, zalewając je światłem lub chowając w cieniu. Figura ma urwaną jedną nogę, a głęboki doły tuż obok, są dowodem profanacji grobowców.

Zbieram się do powrotu i w tym momencie, nagle odzywa się dźwięk dzwonu z kościoła w dole.Tylko on nie zapomniał o tych którzy tu leżą...

sobota, 24 kwietnia 2010

Dobra energia Dobrzycy


Wyruszyliśmy dziś w dwa samochody do Dobrzycy, aby wziąć udział w przeglądzie zespołów ludowych, które działają w powiecie koszalińskim.
Moje proste skojarzenia sprzed wyjazdu: Dobrzyca - Ogrody tematyczne "Hortulus" - gmina Będzino.Teraz mogę dodać - duża piękna wiejska sala.
Miejsce, którego mogą pozazdrościć inne gminy
, a przecież przed wojną takich sal były dziesiątki.Były przeważnie zlokalizowane przy gasthofie, który istniał w niemal każdej wiosce.
W tej sali mieliśmy dziś przyjemność wystąpić i zaśpiewać po polsku, czesku i słowacku, czyli pokazać coś co odróżnia "Złotego Dukata" od pozostałych uczestników.
Widziałem, że "Isla Marina" i "Tancuj, tancuj", pociągnęło publiczność, która potem szczerze gratulowała naszym dziewczynom występu. Zawsze po udanym występie jest adrenalina i wtedy właśnie najlepiej wychodzą roześmiane zdjęcia...

Przeczytałem kiedyś, że aby zachować młodego ducha, należy otaczać się entuzjastami.
I dziś przez kilka godzin byłem wśród kilkuset ludzi, starszych wiekiem, ale młodych duchem. Żebyście widzieli ten wigor i radość, te wszystkie kolory, który każdy zespół wnosił na scenę i które potem udzielały się wszystkim.

Pod koniec imprezy podeszła do mnie i przytuliła się zapłakana starsza pani. Zadzwoniono do niej właśnie, że zmarł jej krewny, Wojciech Siemion. Człowiek legenda, ten który uosabiał polską kulturę ludową.
Uczciliśmy go minutą milczenia, lecz myślę, że JEMU bardziej by odpowiadała ......MINUTA ŚPIEWU.

czwartek, 22 kwietnia 2010

Wiersz ks.Twardowskiego


"Jest taka Matka Boska
co nie ma kaplicy
na jednym miejscu pozostać nie umie
przeszła przez Katyń
chodzi po rozpaczy
spotyka nie wierzących
nie płacze
rozumie"

Oficjalna żałoba skończyła się w niedzielę, ale flagi z kirem u mnie wciąż wiszą.
I będą wisieć, dopóki ostatnie zwłoki nie powrócą do Polski.

niedziela, 18 kwietnia 2010

Post scriptum


Zaskoczyła mnie swym pięknem msza żałobna w Bazylice Mariackiej w Krakowie. Zaskoczyły mnie mądre słowa kardynała Dziwisza. Zaskoczył mnie niezwykły śpiew chóru.
Zaskoczył mnie brak przedstawiciela Watykanu i zaskoczył mnie przylot prezydenta Rosji, który zaryzykował przylot...
Wieczorem oglądam powtórkę dyskusji Rosjan, która odbyła się po pierwszej prezentacji filmu "Katyń" w ich telewizji 2 kwietnia. Było to jeszcze przed spotkaniem Tuska i Putina 7 kwietnia i katastrofą 10 kwietnia. Rozmowa jest długa,zaskakuje mnie swą otwartością na prawdę.Film czekał, aż trzy lata od swej premiery, aby mogli go tam wyemitować. Mimo to ważne jest teraz, że zdążyli to zrobić PRZED ...

Nasze post scriptum dla tego czasu, to dzwięk dzwonu, który odezwał się wczoraj o 8.56 w Węgorzewie. Gdy rano wyszedłem na słońce przed dom, słyszałem wyraźnie jak przebija się wśród zawodzenia syren. To dzwonił 11-letni Damian. W przeddzeń poprosiłem go, aby zrobił to dokładnie o tej porze w sobotę tak jak w całym kraju, nie był zaskoczony ...

czwartek, 15 kwietnia 2010

Bracia braci Legun



Powoli smutek tężeje i czas oderwać się od telewizyjnego ekranu. Trzeba być wśród ludzi, aby zaznaczyć swój udział we wspólnocie, bo wtedy TO WSZYSTKO nabiera sensu.

Dziś odbyła się specjalna sesja w sianowskim ratuszu, poświęcona ofiarom katastrofy i upamiętnieniu zbrodni katyńskiej. Prosta i godna uroczystość, bez nadmiernego patosu. Dobrze, że TAM byłem, bo mogłem usłyszeć jak zwykli ludzie śpiewają hymn narodowy i zobaczyć w nich siebie...
Wieczorem zaś znalazłem się w koszalińskiej katedrze. Marcel i Nikodem Legun dali tam specjalny koncert, będący wyrazem ich żalu. Ale zanim zaczęli śpiewać, przemówił biskup Dajczak. Mówił mądrze i ciepło, tak jak powinno się mówić do ludzi w żałobie. Powiedział coś jeszcze, że katedry są takie jakby budowano je z muzyki.
A potem, a potem stało się tak jak mówił...
Bracia zaczęli śpiewać i unieśli nas do innej rzeczywistości.
Tak to prawda - Oni są z innego wymiaru, brak im tylko skrzydeł...

Już po ciemku zaglądam pod tablicę ogłoszeń w Węgorzewie. W niedzielę zawiesiłem tam zdjęcia prezydenckiej pary i pozostałych ofiar. We wtorek zapaliłem pod nią mały znicz, a teraz widzę, że jest ich tam więcej.

Sianowski ratusz, koszalińska katedra, węgorzewski chodnik - wszędzie tam spotkałem dziś Braci Legun ...

niedziela, 11 kwietnia 2010

"Boże coś Polskę"

Na koniec mszy w Węgorzewie zabrzmiały słowa hymnu "Boże coś Polskę". Śpiewając je dziś, czułem, że jest to właśnie taka chwila w naszych dziejach, gdy słowa....

"Boże coś Polskę przez tak liczne wieki
Otaczał blaskiem potęgi i chwały
Coś ją osłaniał tarczą swej opieki,
Od nieszczęść które pognębić ją miały"

.... nie są tylko pustymi słowami.

Myśli wszystkich obracają się wokół ofiar katastrofy lotniczej, nieszczęścia które spadło na Polskę tak niespodziewanie. Podstawowym pytaniem jest dla wielu "dlaczego tak się stało?"
Na to pytanie i ja nie znam odpowiedzi, ale wiem, że bez tej tragedii, miliony Rosjan nie miały by szansy zobaczyć dziś wieczorem w telewizji filmu "Katyń". To ważne, bo dzięki temu prawda o tej zbrodni dotrze do zwykłych ludzi do Griszy i Saszy, którzy być może dzięki temu nie tylko zrozumieją nas Polaków, ale być może zaczną rozumieć, że zło można nazwać i oprawców można wskazać.

A to ważne, bardziej dla rosyjskiej duszy, niż dla polskiej, bo miliony ich WSPÓŁBRACI nie mają nawet cmentarzy.

sobota, 10 kwietnia 2010

Katyńskie fatum

Trudno zrozumieć to co się stało, w taki dzień i w takim miejscu...

Jedno słowo przychodzi mi do głowy, uświadamiam sobie, że to byli NASI.
W takich chwilach znikają symbole polityczne, nie ważne są biografie ofiar, antypatie i sympatie.
Pojawia się poczucie wspólnoty, poczucie, że utraciliśmy Naszego Prezydenta i Naszych Rodaków. NASZYCH.
Teraz nagle łatwiej poczuć, że leżący tam od 70 lat oficerowie, to nie tylko krewni Rodzin Katyńskich, to też NASI żołnierze. Polskie wojsko, które chciano wymazać z NASZEJ pamięci.

wtorek, 6 kwietnia 2010

Dobrowo i von Kleist


Zupełnie przypadkiem (jak ja lubię te przypadki), zauroczony wiosennym słońcem, postanawiam wracać z Białogardu inną trasą niż zazwyczaj. Tym razem zapuszczam się na alternatywną drogę która prowadzi mnie na południe i tak trafiam do Dobrowa.
Tu zaskakuje mnie nagle widok wielkiego pałacu, o którym nic nie wiem.

Pałac MIAŁ szczęście, bo po wojnie ulokowano w nim szkołę, a przecież mogli spalić go sowieci, lub mogły zapuścić władze PGR-u.
Piszę miał, bo niestety przy bliższym zapoznaniu się z nim, widać wybite szyby w drzwiach, wyrwane kraty w piwnicy... Niechybny znak, że zaczęło się już patroszenie.

Tą wiedzą dzieli się ze mną młoda mieszkanka Dobrowa. To od niej się dowiem o pewnym kompozytorze, który po kupnie pałacu, swe wizje rozcieńczył w wódce. Ale też ona dopowie mi, że pałac do 1945 r należał do strego rodu von Kleistów, którzy na Pomorzu trwali przez 700 lat !!.
Chodząc po zrujonowanych pokojach z których wydarto już kaloryfery, natrafiam na folder znanego śląskiego zamku w Książu i kalendarz ścienny z widokiem "Bursztynowego Pałacu" w Strzekęcinie.
Pewnie takie miał wizje, ten który pałac kupił.
Czegoś jednak zabrakło, aby ten plan zrealizować.
Najpewniej zabrakło charakteru ...

poniedziałek, 5 kwietnia 2010

Idę w góry ...


"Idę w góry, cieszyć się życiem,
oddać dłoniom halnego włosy,
w szelest liści wsłuchać się pragnę
w odlatująych ptaków głosy..."

Postanowiliśmy wyłamać się z polskiego schematu spędzania świąt za stołem przy TV i w wielkanocny poniedziałek spakowaliśmy z Beatką plecaki i ruszyliśmy w nasze góry, które zaczynają się ... 4 kilometry od Węgorzewa !
Pasmo Góry Chełmskiej, które wypiętrza się już za Maszkowem ciągnie się na długim pofałdowanym wałem na odcinku ok.12 kilometrów z północy na południe. Morenowe zbocza bywają miejscami bardzo strome i przypominają trochę dolne partie naszych Beskidów. Wiele zalesionych wzgórz i dolin tworzy trudny topograficznie teren w którym łatwo się zgubić.
Szlaków turystycznych mało, dobrych map brak, infrastruktury turystycznej brak, czyli idealne warunki do włóczęgi w nieznane.
Startujemy o 13.30 z Maszkowa i po 1,5 godz trawersu Mont Chełmskiej jesteśmy w Dzierżęcinie. Powrót drogą do Lubiatowa i znów "na szagę" w las, aby dotrzeć do j. Policzko. Stamtąd już blisko i o 18- tej meldujemy się w Maszkowie w punkcie wyjścia.
Cała trasa zajęła mam 4 i pół godziny.
Tylko 4 i pół godziny, ale po drodze były zaloty i klangor żurawi, skok jelonka, widok na jezioro w dole z gorącym kubkiem herbaty, klucz gęsi, para łabędzi, zapach sosnowego drewna na zrębie...

A co "straciliśmy" w tym czasie ?
Same odgrzewane hiciory: "Beethoven 2" TVP1, "I kto to mówi III" Polsat, "Astreix i Obelix" TVP2, "Vabank" TVN

środa, 31 marca 2010

Wielki Tydzień


W pogoni za zakupami na świąteczny stół, w pasji mycia okien, pieczenia ciast i zapełniania lodówki tracimy kontakt z rzeczywistością, która nie wymaga pośpiechu, ale skupienia, po co to wszystko ?
Zastanawia mnie prosty fakt, dlaczego nie przeszkadza wierzącym Polakom to, że Wielki Piątek nie jest dniem wolnym od pracy? Przecież, gdy mamy pogrzeb w rodzinie to bierzemy dzień wolny, a ten dzień to przecież TAKI DZIEŃ.
Co ciekawe Wielki Piątek jest dniem wolnym w krajach, które przywykliśmy uznawać za zlaicyzowane. I tak oprócz Wielkanocy i Poniedziałku Wielkanocnego również Wielki Piątek jest dniem świątecznym w: Hiszpanii, Danii, Finlandii, Portugalii, Norwegii, Niemczech, Szwecji, Kanadzie, Słowacji, Wielkiej Brytanii, a także w wybranych regionach Szwajcarii,Irlandii i Austrii ... pisać dalej?

Polskę natomiast zafundowała sobie debatę w sprawie przywrócenia jako wolnego dnia Święta Objawienia Pańskiego, które przypada 6 stycznia i znane jest potocznie jako Trzech Króli. I tak oto po ochach i achach, parlament przegłosował tę sprawę obdarowując wyborców od 2011 r nowym wolnym dniem. Ale czy ten dzień jest najważniejszy dla chrześcijan?
Warto w natłoku "ważnych świątecznie" spraw zatrzymać się i uchwycić SENS tego co to znaczy Wielkanoc, dlaczego jest ta NOC WIELKA, co My tak naprawdę świętujemy?

Bez krzyża w Wielki Piątek, nie ma Zmartwychwstania, a bez Zmartwychwstania nie ma Chrześcijaństawa.

sobota, 27 marca 2010

Heinz und Gudrum

Wyciągnąłem wczoraj ze skrzynki pocztowej kartkę wielkanocną, którą wysłali mi Heinz i Gudrum Gors. Ludzie, którzy nie mówią w moim języku, ale którzy są stąd, z Węgorzewa ...
A są stąd, bo się tu urodzili, Heinz w Węgorzewie, a Gudrum w Kusicach. Było to przed wojną, która zmiotła granice i która odcisnęła swoje piętno na losach milionów ludzi.
Ci Polacy którzy pochodzą z Kresów, potrafią chyba najlepiej zrozumieć, co oznacza utrata domu rodzinnego i zerwanie ze swą małą ojczyzną, którą zostawili na Polesiu, Wołyniu, we Lwowie lub Wilnie. Dla nich utrata ta nie była dobrowolnym porzuceniem swych domów, oni wyboru nie mieli, to za nich zdecydował Wujek Stalin.
A czy chłopiec urodzony w 1930 r w Vangerow miał wybór?

Znamy się krótko (dopiero od ubiegłorocznych wakacji), ale czuję, że życzą tej naszej miejscowości jak najlepiej. I na takiej życzliwości prostych ludzi warto budować tożsamość Węgorzewa. Tożsamość bez lęku, która pozwala dostrzec w nich nie obcych, a sąsiadów z Vangerow.

czwartek, 18 marca 2010

Gra muzyka w Węgorzewie !



Oj, działo się, działo !
TU można zobaczyć film:
http://www.youtube.com/watch?v=Vs9B5M5IPpY

To właśnie było To O Co Chodzi - rozśpiewana wiejska sala, pulsująca pozytywną energią. Tak właśnie będą mi się kojarzyć WARSZTATY MUZYCZNE: "Gra muzyka w Węgorzewie".
Trzy zespoły ("Złoty Dukat", "Bursztyny", "Zalesie") i dwóch akordeonistów urządziło sobie muzyczne biesiadowanie przy wspólnym stole, śpiewając swoje najlepsze kawałki.
Kiedyś na wsi spotykano się i wspólnie śpiewano, potem muzyka mechaniczna wyparła swojskie nuty, a i słowa gdzieś uleciały...
To co robimy, jest właśnie tym, czym powinna być prawdziwa odnowa wsi polskiej, bo odnowa to przede wszystkim odnowa wspólnoty. Dokładnie to właśnie udało się dziś zrobić. Zebrać przy jednym stole, przedstawicieli różnych miejscowości, ba różnych generacji i spowodować, że razem poczuli jaką radość i siłę daje wspólny śpiew.
No i że jest co śpiewać !
Fajnie, że przyszły też posłuchać nasze kobitki z Węgorzewa (gdzie indziej mają dla kobiet 8 MARCA, a my mamy dla nich 18 MARCA !) i widziałem, że udzieliła im się atmosfera.
I tak oto oficjalnie "ze śpiewem na ustach" powitaliśmy wiosnę w Węgorzewie. Troszkę wcześniej, niż w całym kraju, ale nie powinno to już nikogo dziwić, bo U NAS wiele rzeczy dzieje się wcześniej!

poniedziałek, 15 marca 2010

Żelazna kaseta

W "spadku" po mojej poprzedniczce, dostałem pieczątkę, starą tabliczkę z napisem "Sołtys" i ... żelazną kasetę!
Sięgam po nią cztery razy do roku, wtedy gdy wyruszam do świetlicy wiejskiej kasować podatki od nieruchomości położonych na terenie Węgorzewa. Dziś był pierwszy taki dzień, następne będą 15 maja, 15 września i 15 listopada.
Ten przywilej zbierania czynszów przez sołtysów jest niezwykle stary, bo pojawia się już w średniowieczu wraz z urzędem sołtysa w wioskach lokowanych na prawie niemieckim. Ciekawe, że w ciągu 800, 700 lat zmieniły się garnice, ustroje, wyznania, wszystko - a sołtysi wciąż robią swoje!
Po trzech latach urzędowania i ja niezłą mam wprawą. Wypisywani pokwitowań idzie tak sprawnie (to już 13-ty raz !), aż trudno mi uwierzyć w emocje, które powodowały kiedyś, że zasychało mi w gadle.
I tak powoli żelazna kaseta zapełniła się podatkami, które jutro jak za feudalnych czasów zawiozę do zamku .... tzn. do ratusza oczywiście !

sobota, 13 marca 2010

Kolosy 2009


Właśnie wróciłem z Gdyni, gdzie brałem udział w XII Spotkaniach Podróżników, Żeglarzy i Apinistów , (popularnie zwanych od przyznawanych nagród - Kolosami). Impreza z roku na rok rozrasta się i przyciąga setki widzów, którzy uczestniczą przez trzy dni w darmowych pokazach.

czwartek, 11 marca 2010

Dzień Sołtysa -11 marca


Już raz mi się o uszy obiła ta data, ale zupełnie o niej zapomniałem...
...aż tu nagle przypomnieli mi o niej moi rowerowi przyjaciele z Koszalina.
Zadzwonili, zamailowali i nawet dostałem specjalny wierszyk. Fajnie, dzięki za pamięć.
Tak myślę sobie,że gdy nawet przestanę być sołtysem, to niektórym będę się z tą funkcją nadal kojarzył.

No cóż, taki był mój wybór i nadal uważam, że lepiej być szefem wioski, niż małym trybikiem w korporacyjnej maszynie.

środa, 10 marca 2010

Ekologiczne odkrycie !


Dziś miałem spotkanie w sprawie przepustu pod drogą do Sianowa, który zgłosiłem do sprawdzenia na początku roku. Jest on zamulony i niedrożny przez co podnosi się stan wody na torfowisku przed przepustem i zalewana są sąsiednie tereny.
Procedura wymagała obecności przedstawiciela Urzędu Gminy, Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych i Starostwa Powiatowego.
Postanowiłem przy okazji wykorzystać obecność specjalistów od melioracji i pokazać im nasz staw, co by doradzili jak się do niego zabrać.
Tak więc po skończonej wizji podjechaliśmy go zobaczyć i tutaj nagle Pan Darek Tkacz z powiatowego Wydziału Środowiska zainteresował się tą potężną topolą która, rośne sobie przy stawie. Stwierdził on, że to bardzo stare drzewo i jego rozmiary kwalifikują go do uznania za pomnik przyrody. Dowodem na to jest obwód pnia, który wystarczy, że przekroczy u topoli 3 metry.
Zmierzyliśmy więc ten pień i okazało się, że ta węgorzewska topola ma ... aż 5 metrów !!
A ile lat ma to drzewo ? Trudno ocenić może 200, może 300 lat...

Jedno jest pewne, będziemy składać wniosek do Rady Gminy, aby podjęła uchwałę o uznaniu go za pomnik przyrody.

poniedziałek, 8 marca 2010

Niespodzianka na Dzień Kobiet


No to udało mi się zrobić małą niespodziankę! Dziś właśnie odebrałem drogowskazy z numerami domów dla Węgorzewa.
Jest ich 9 sztuk i wyglągają całkiem nieźle z tym sianowskim herbem ... Ciekawe bo dopiero teraz dotarło do mnie, że użycie jego zawdzięczamy temu, że jesteśmy gminą wiejsko-miejską!.(Choć ja wolę używać nazwy Ziemia Sianowska, bo brzmi to zdecydowanie lepiej niż terminologia administracyjno- urzędnicza).
Poczekamy, aż ziemia rozmarźnie i będziemy je stawiać w różnych miejscach naszej miejscowości.

Oj, będzie zaskoczenie, gdy wyrosną wiosną ....

sobota, 6 marca 2010

Cień piromana


Ta rzecz wydarzyła się w wrześniu 2003 roku, gdy odbywały się dożynki gminne w Węgorzewie. Po skończonej imprezie komuś było mało (albo za dużo) i podpalił słomę użytą do dekoracji. Ogień sprawnie ugaszono, ale dorodny klon obok świetlicy został opalony. Drzewo dumnie stało nadal, ale z biegiem czasu widać było, że pień jest chory i coraz słabszy.
A dziś z ciężkim sercem zdecydowaliśmy, o jego wycięciu.
Z ciężkim sercem, bo w tym miejscu zaprojektowaliśmy plac zabaw dla najmłodszych dzieci, a pod tym klonem miały stanąć ławki dla rodziców...
Z trzech dorodnych drzew rosnących w jednym rzędzie pozostał jesion i klon, ale brak tego środkowego jest jak brak jedynki w uzębieniu.
A szkoda, bo i teraz na placu zabaw będzie jakoś łyso, a i dla grających w kosza będzie gorzej, bo chcąc trafić do niego, będą musieli rzucać też pod słońce.
Czasami cień przeszłości potrafi wystawić na piekące słońce...

czwartek, 4 marca 2010

Klangor nad Węgorzewem


Siedziałem na tarasie z kubkiem herbaty, wystawiając twarz do słońca, gdy zza lasu doleciały niezwykłe dzwięki. Wstałem, aby je lepiej usłyszeć i nagle uświadomiłem sobie, że to muszą być żurawie. Tylko one w tak charakterystyczny sposób nawołują się, a kto je raz słyszał, ten je łatwo potrafi rozpoznać.
Niedługo potem od lasu nadleciał piękny siwy żuraw, o długich skrzydłach i nad łąką rozległ się jego klangor.

Odkąd mieszkam na wsi, łatwiej mi zauważyć początki pór roku.
Jesień zaczyna się dla mnie wraz z odgłosem dzikich gęsi, które przez kilka dni lecą klucz za kluczem. Niezwykłe jest jednak to, że słychać je wtedy nawet nocą, jak uparcie lecą na zachód.
A kiedy śnieg powoli ustępuje i mróz trzyma jeszcze w nocy, ale pojawią się już żurawie, to już dla mnie nie jest zima ... to znak, że zaczęło się w Węgorzewie przedwiośnie.

poniedziałek, 1 marca 2010

Obrona Stalingradu

Musiałem dziś wytoczyć ciężkie działa, aby przeforsować przebudowę świetlicy w Węgorzewie zgodnie z naszymi potrzebami.
O tym, że jest kasa na projekt już pisałem, ale pisałem też, że diabeł tkwi w szczegółach...

Jeśli robię coś na poważnie, to robię to tak jak bym to robił dla siebie.
Jeśli ma być fajna sala do imprez, to musi być dostęp słońca i naturalnego światła-dlatego trzeba wybić nowe okna od zachodu KROPKA.
Jeśli będziemy mieli plac zabaw dla małych dzieci, to nie może on sąsiadować z koszmarnie powyginanymi poręczami zniszczonego zejścia do byłej kotłowni - tylko muszą być nowe schody, schowane przy ścianie KROPKA.
Jeśli przenosimy do nowego pokoju bibliotekę, to wejście nie może być szerokości drzwi do kibelka - tylko musi być jak najszersze KROPKA.

Dużo trudu kosztował mnie dziś obrona funkcjonalności projektu i dotarcie z tymi postulatami do osób odpowiedzialnych za przebudowę. Sprawa oparła się o najwyższą instancję w ratuszu i dopiero tam po ciężkich bojach udało się przekazać ją do realizacji projektantowi.

Uff....
Czuję się jak bym wrócił z frontu wschodniego!

piątek, 26 lutego 2010

Niezwykłe deputaty

Luty to miesiąc, w którym sołtysi wcielają się w rolę listonoszy, bo mają za zadanie roznieść nakazy podatkowe, które gmina wystawia wszystkim posiadaczom nieruchomości. Do tych, którzy mieszkają w miejscowościach wyruszają sołtysi, do zameldowanych gdzie indziej, wysyłane są one pocztą.
Przypomina mi to kolędowanie, ponieważ wejście do cudzego domu nie kończy się często na zwykłym podpisaniu kwitu, ale jest okazją do osobistej rozmowy o problemach ludzi i Węgorzewa.
Jest to niepowtarzalna okazja, aby się lepiej poznać. Rozkładam sobie więc te wizyty na kilka dni.
I tak chodząc sobie od domu do domu natrafia człowiek na różne pokusy....

A to faworkami poczęstują ("Piotrze masz szczęście, akurat smażymy") , albo tortem bezowym ("Żona miała urodziny"), skuszą marynowanymi śledziami ("A wie Pan, że właśnie zrobiłam"), będą czarować murzynkiem ("Chyba nie wyszedł mi"), zanęcą zapachem ciasta z jabłkami ("Zje Pan z nami ciasto?"), lub podsuną pierogi z kapustą i grzybami ("Jadł Pan obiad?"), no a jak uciec przed zapachem świeżej blachy ciasta drożdżowego, to przecież czysta poezja ("Musicie poczekać, za chwilę będzie").
Dziękuję tym wszystkim, którzy stawiali przede mną szklanki gorącej herbaty, filiżanki kawy lub kusili (skutecznie).... szklaneczką anyżówki z lodem. Dziękuję Wam, że zaprosiliście mnie do stołu, bo łatwiej było iść dalej...

Te wszystkie niezwykłe deputaty, to dla moich zmysłów specyficzna podróż przez Węgorzewo, która kojarzyć mi się teraz będzie z zapachami i smakami odwiedzonych domów.

środa, 24 lutego 2010

Szymon Hołownia Superstar


Byliśmy dziś z Beatą w Koszalinie na spotkaniu z Szymonem Hołownią, młodym dziennikarzem, któremu popularność przyniosła otwartość w wyznawaniu publicznie swojej wiary.
Przyszły tłumy, których nie potrafiła pomieścić sala d.biblioteki wojewódzkiej.
Na czym polega fenomen Hołownii?
Pierwszym sygnałem jest audytorium, dominują młodzi ludzie, obok widzę dziewczyny nagrywające słowa Szymona o Bogu i wierze na telefony komórkowe...
Znak czasu ?
Nie chodzi o to, że tam na scenie siedzi telewizyjny celebryta, chodzi o to, że znalazł nowy język - klucz do mówienia o kościele.
Język żywy, pełnokrwisty w którym czuć, że Bóg żyje, Bóg żyje obok Ciebie na twojej ulicy. Jego jego rozmowa ze słuchaczami nie ocieka tą religijną wzniosłą słodkością, która zbyt często wypełnia niedzielne kazania.

Wypełniona sala wybucha śmiechem co jakiś czas i nie ma w tym żadnego zgorszenia, tylko jest nowy model komunikowania się z członkami tej samej wspólnoty. Bo przecież ci wszyscy młodzi wiekiem i pozostali (młodzi duchem), są wierzącymi, którzy nie wstydzą się swojej wiary, ale potrzebują, aby dostrzec ich inną wrażliwość religijną.
Potrzebują wspólnoty, która będzie mówiła ich językiem.

Jako ostatniemu udało mi się zadać pytanie Szymonowi Hołownii:
"Co jest według Pana największym problemem współczesnego kościoła w Polsce ? "
Odpowiedział:
"Problem z komunikacją"

wtorek, 23 lutego 2010

Jak odnaleźć królową


Mieliśmy dziś w Węgorzewie szansę uczestniczyć w wykładzie o planowaniu finansów osobistych, realizowanych w ramach projektu "Etycznie i ekonomicznie" przez Szkołę Podstawową ze Szczeglina.
Dla mnie jednak odkryciem było przedstawienie wystawione przez uczniów tej szkoły, gdzie rewelacyjnie rolę królowej zagrała Natalia.Kto nie widział niech żałuje !
Rośnie nam tu talent, ktoś kto potrafi naprawdę przekazać emocje!

Takie małe pytanko mi się ciśnie na usta, czy w innej szkole jej edukacja byłaby bardziej wszechstronna, czy też mniej ?
Mam warażenie, że wiejska szkoła z dobrą kadrą nauczycielską potrafi odkryć więcej talentów u dzieci niż niejeden szkolny moloch w mieście...

wtorek, 16 lutego 2010

Więcej światła !

Odbyłem dziś spotkanie z Panem Bruskim, projektantem, który ma przygotować dokumentację przebudowy lokali socjalnych i świetlicy. Można powiedzieć więc, że sprawa ta wkroczyła w fazę realizacji, ale jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach.
Problem w tym, że zależy mi, aby przybudowa była kompletna i objęła nie tylko rozdzielenie lokali socjalnych i świetlicy, ale też wybicie nowych okien.
O tych oknach mówię otwarcie od lipca 2009. Sprawa ważna, bo jedyne okna na sali świetlicy wychodzą na północ i tam nigdy nie zagląda światło !
A świetnie doświetlona ściana obok jest ... ślepa !

Gdy były pieniądze na wymianę okien na jesieni, mówiłem o tym, ale wtedy obiecano mi załatwić sprawę przy okazji robienia nowego projektu przebudowy.
Walczyłem, aż do grudnia w gminie o kasę na projekt i kiedy w końcu się udało zdobyć na ten cel 15 tys zł, to się dowiaduję, że na zaprojektowanie dodatkowych dwóch okien może jej nie starczyć !

Potrzebujemy więcej światła i to nie jest żadna fanaberia, tylko standard dla placówek takich jak świetlice !

czwartek, 11 lutego 2010

Rzeżyca = Rezekne


Dziś odbyło się uroczyste podpisanie umowy o współpracy Sianowa z łotewskim Rezekne. Ciekawostką jest fakt, że wsród delegacji łotweskiej są nauczyciele szkoły polskiej, która właśnie tam działa.
No, ale skąd tam Polacy , bo to, że są na Litwie, Białorusi czy na Ukrainie jest oczywistością, ale tam ?
Wiekszość Polaków na Łotwie zamieszkuje na terenie Łatgalii obszaru, który należał przed rozbiorami do Rzeczpospolitej pod nazwą Inflantów Polskich. Tak więc wpływy polskie z XVI - XVIII w wciąż są widoczne i to pomimo rozbiorów, rusyfikacji i czystek sowieckich. Coś niesamowitego!
Szacunek dla tych którzy w takim odewraniu od kraju potrafili zachować język i poczucie przynależności do narodu polskiego.
Warto też uświadomić sobie, że istnieje polski odpowiednik nazwy Rezekne, którym jest Rzeżyca, a jak się dziś przekonałem, to nikt z Sianowian o nim nie słyszał.
A szkoda, bo jest to stara nazwa historyczna i warto dbać o ten ślad polskości, który świadczy o naszej wiekowej tam obecności.

Przecież nikogo nie razi, gdy używamy nazwy Paryż, a nie francuskiej Paris, albo mówimy Rzym, a nie Roma. Natomiast razi mnie szczególnie obecna nazwa dawnego Koenigsberga, czyli obecnego Kaliningradu. Polacy przez całe stulecia używali nazwy własnej Królewiec dla stolicy Prus Wschodnich. I bardzo dobrze, ale potem przyszli Sowieci i narzucili nam nazwę utworzona od jakiegoś komunistycznego aparatczyka Kalinina, któremu się akurat zmarło w 1946 r.
Podobnie zrobili np. z Katowicami, które w 1953 r zamienili na Stalinogród.
Ale czasy stalinowskie się skończyły, komunim upadł, sowieckie wojska z Polski dawno wyjechały, a ten.... koszmarny Kalinin wiecznie żywy.
Dosyć tego!
Niech sobie Rosjanie mówią Kaliningrad, niech Niemcy mówią Koenigsberg, a my trzymajmy się Królewca, bo nie mamy powodu by czcić towarzysza Kalinina, który był odpowiedzialny za wiele masowych zbrodni.Ten człowiek był członkiem sowickiego politbiura i jego podpis widnieje na decyzji o zamordowaniu polskich oficerów w Katyniu.

środa, 10 lutego 2010

Malarz z Węgorzewa


W Centrum Kultury 105 (rozpoznawalnym bardziej jako kino Kryterium)od wczoraj można zobaczyć wystawę "Zabytkowy Koszalin", na której prezentuje swoje obrazy Henryk Maciejwski. Ciekawe prace pokazuję kilka magicznych fragmentów miasta, gdzie przedwojenna architektura wciąż urzeka swym kolorytem ...
To już druga wystawa węgorzewskiego malarza, którą mam okazję oglądać, bo rok temu w tym samym miejscu prezentował "Pałace i dworki". A z tego co wyczytałem to pracuje już nad trzecią, której tematem będą "Motywy Warszawskie"

A tak na marginesie, można sobie mieszkać "za górami i lasami" i malować Warszawę, a można mieszkać w Warszawie i być zadufanym prowincjuszem, bo prowincja to nie jest pojęcie geograficzne tylko psychologiczne...
Warto o tym pamiętać i nie mieć kompleksów, tylko robić swoje!

poniedziałek, 8 lutego 2010

Kalesony sołtysa

Pierwsza rzecz która zrobiłem 3 lata temu, gdy zostałem sołtysem to był zakup porządnej bielizny męskiej.
Zaraz po wyborach zostałem wrzucony na głęboką wodę, gdy wraz z kwitariuszem nakazów podatkowych, musiałem wyruszyć, aby rozdać druki mieszkańcom (co wydawało się banalnie proste...)
Miałem mgliste pojęcie o tej sprawie, które wyprostował szybko zimny przejmujący wiatr, który wraz z mrozem przeszywał na wylot. Jeśli dodać do tego wieczorny zmrok i brak mojej znajomości wiejskich podwórek, na których w ciemnościach ujadały niewidoczne psy, to można sobie wyobrazić jak sympatycznie rozpoczynałem poznawanie Sołectwa Węgorzewo...
Niby prosta rzecz: idziesz do kogoś a on podpisuje i już, i następny.
No tak, ale numeracja na wsi to potrafi być niezły labirynt, który powstawał lata całe. Gdybym choć jeszcze kojarzył nazwisko adresata, ale taki: "dwutygodniowy sołtys", to nawet nie rozpoznaje wszystkich twarzy swoich mieszkańców.

I choć już po raz czwarty występuję w roli listonosza, to nie pamiętam za dobrze ani drugiego, ani trzeciego roznoszenia, tylko ten pierwszy łyk władzy sołeckiej, który pokazał mi, gdzie raki nie zimują...

piątek, 5 lutego 2010

SOS - PKS - GPS

Dzwonią do mnie ludzie w sprawie kierowców autobusów, którzy grożą, że nie będą wjeżdżać do Węgorzewa, jeśli przystanek nie zostanie odśnieżony.
I co ja mam powiedzieć ?
No cóż, chyba należy uświadomić mieszkańców, że za drogi odpowiada kilka instytucji (czego świadomość przeciętnemu zjadaczowi chleba nie jest potrzebne do szczęścia, chyba, że jak teraz jest tego śniegu za dużo).
Tak więc za drogę asfaltową Sianów-Węgorzewo nie odpowiada burmistrz Sianowa...ale Powiat Koszaliński. Ale na przykład za drogę z Maszkowo-Szczeglino odpowiada już Województwo Zachodniopomorskie. I dalej, żeby było jeszcze trudniej za drogi w Węgorzewie np. do kościoła lub z przystanku w kierunku stawu odpowiada ...Gmina Sianów.
I tak jedzie sobie wczoraj pług przez Węgorzewo, i zatrzymuję go, aby odrzucił śnieg przy przystanku PKS i za sklepem, aby mógł nawrócić autobus.
I co ? I nic ! Bo on jest z powiatu, ma w samochodzie GPS i nie wolno mu zjeżdżać z trasy... Szok!

niedziela, 31 stycznia 2010

Swing Craze w Szczeglinie


No to sobie potańczyłem ... swinga, co muszę uznać za fajny pomysł na czas karnawału. A wszystko to dzięki zaproszeniu jakie dostałem na warsztaty tańca, które odbywały się wczoraj i dziś w szczeglińskiej podstawówce.
Warsztaty te są częścią większego projektu, który napisała dyrektor szkoły Dorota Rabsztyn-Dudek. Projektu realizowanego przez uczniów, ale posiadającego też elementy adresowane do dorosłych z okolicznych miejscowości.
Warto sobie właśnie w tym miejscu uświadomić, jak istotną rolę pełni szkoła na wsi. Na przykładzie Szczeglina doskonale widać czynnik kulturotwórczy i integrujący szkoły, który w mieście nie jest tak zauważalny.
Obok siebie spotkali się ludzie w różnym wieku z Węgorzewa, Szczeglina, Szczeglina Nowego i Kościernicy. Trudno sobie wyobrazić inne miejsce, gdzie doszłoby do takiej integracji, jaką umożliwia wiejska szkoła.
No bo gdzie, niby mieliby się oni spotkać?
W Sianowie, na imprezie w kinie? A komu chce się tam telepać po śliskich drogach.
W kościele? Nie da rady, Węgorzewo ma własny, Szczeglino własny, Kościernica też własny...
Jedyna taka placówka to szkoła, która na tym terenie jest niezbędna nie tylko dla celów edukacyjnych. Jest elementem cywilizacyjnym dla tej części gminy, która wciąż łączy porozrzucane puzzle w jeden obrazek.
A przecież tak niewiele brakowało. Przypominam sobie tę walkę o szkołę, w obronie której rok temu wystąpiło wielu ludzi nie tylko ze Szczeglina.
Wszystko się mogło zdarzyć, ale nikt nie przewidział, że za rok będziemy sobie beztrosko tańczyć w środku zimy.
Jak odmiana losu i dowód na to, że Pan Bóg nie tylko lubi słuchać jak ludzie śpiewają, ale lubi też patrzeć ... na tańczących swinga!

piątek, 29 stycznia 2010

Wojna z Królową Śniegu


Odkopywałem dziś swój samochód dwie i pół godziny, dzięki temu dotarłem na spotkanie sołtysów z burmistrzem. Przez ten "wyczyn" udało mi się załatwić ciężki sprzęt do odśnieżenia Węgorzewa. Po 19-tej zjawił się Tomek Tulin (sołtys Dąbrowy) z którym pojechaliśmy walczyć ze zwałami śniegu przed sklepem, na przystanku i na drogach dojazdowych do "Żabiej street" i do kościoła.
Najgorsza sytuacja była w centrum przed sklepem, gdzie osobowe samochody pływały w głębokiej śniegowej kaszy i nie sposób było zaparkować, bez ryzyka utknięcia.
Gdy piszę te słowa, jest już późno i dopiero jutro mieszkańcy zobaczą potężną pryzmę śniegu sięgająca pod koronę przysklepowych lip.
Taka "mała" niespodzianka, która na pewno będzie źródłem komentarzy dla dorosłych i frajdą dla najmłodszych, którzy nie odpuszczą "takiej górze"...

czwartek, 28 stycznia 2010

Zamieć


To co może zrobić wiatr i śnieg przez jedną noc zobaczyli dziś mieszkańcy Węgorzewa, gdy rano spojrzeli w okna. Sypiący od wczorajszego wieczoru drobny śnieg, przeszedł w zamieć tworzącą groźne zaspy. Wystraszył one kierowców porannych autobusów, które nagle przestały wjeżdżać do Węgorzewa, bojąc się utknięcia po drodze.
Ci którzy wybrali się własnymi samochodami do Sianowa jechali na własne ryzyko, bo powiatowe pługi pojawiły się dopiero po południu, być może dopiero po mojej interwencji telefonicznej w Manowie.
Po mimo dużego śniegu jednak nie jest tak źle, szczególnie, gdy wspomni się zimę 2005, gdy została zerwana przez łamiące się masowo drzewa główna linia energetyczna.
Nie było wtedy prądu od Wyszeborza przez Węgorzewo do Nacławia i dalej. I tak przez prawie cztery dni.
Na początku było nawet dość romantycznie przy świecach, ale za niedługo przestała lecieć woda z kranów i stanęły pompy w centralnym ogrzewaniu, że o TV nie wspomnę.
Tak było....

A tak na marginesie myśl mnie naszła taka: ciekawe jak tamte trzy noce bez prądu zaowocowały ... po 9 miesiącach !?

środa, 20 stycznia 2010

Wysypisko - fakty i mity

Pojechałem dziś na spotkanie do Sianowa w sprawie przyszłości wysypiska śmieci i budowy spalarni. Po to aby poznać temat, który budzi tyle negatywnych emocji i który jest źródłem wielu plotek dotyczących także Węgorzewa.
Spotkanie zorganizowali ludzie z komitetu protestacyjnego, którzy domagają się szybkiego zamknięcia obecnego wysypiska, zlokalizowanego, co tu ukrywać, w odległości mniejszej niż 1000 m od ich domów.Obecni byli radni, burmistrzowie, mieszkańcy i dyrektor Uciński z PGK w Koszalinie, któremu wysypisko podlega.
Spotkanie trwało dwie i pół godziny, i prowadzone było nad wyraz sprawnie przez ludzi z komitetu, co ważne, bo równie dobrze mogło przekształcić się w zwykłą pyskówkę.
A jakie fakty udało mi się ustalić ?
Po pierwsze spalarnia nie powstanie w Sianowie, bo to tylko jedna z trzech branych pod uwagę lokalizacji i jak stwierdził dyrektor Uciński "Dam sobie głowę uciąć, że spalarnia nie powstanie w Sianowie". Desperacka i ważna deklaracja, ale tak naprawdę to spalarnia ma sens tylko w Koszalinie, bo tam będzie odbiór energii, którą ona wyprodukuje.
Po drugie obecne wysypisko ma potencjał na jeszcze 15 lat, czyli zakładany termin zamknięcia to 2025 r. Można założyć, że po tym terminie, ruszy dopiero nowe wysypisko. Dlaczego nie wcześniej, bo koszt budowy nowego wysypiska to bagatela .... 200 mln złotych ! Nic dziwnego, że PGK nie będzie chciało tak szybko wyjść z Sianowa, że będzie chciało wykorzystać maksymalnie potencjał tego co już ma.
Po trzecie zmieniają się reguły gry śmieciami i odchodzi się od składowisk otwartych. Przykładem Austria, gdzie zlikwidowano wszystkie skaładowiska i obecnie spalarnie przetwarzają odpady, no i Niemcy, gdzie już zamknięto wysypiska. Oznacza to, że będąc w Unii wchodzimy na wyższy poziom gospodarowania odpadami, gdzie nie wystarczy mieć dziurę w ziemi, ale liczy się recykling, który ustalają normy Unii Europejskiej.
Po czwarte miasto Koszalin kupiło 70 hektarów w okolicach Kościernicy ,które są ich rezerwą strategiczną.

Warto sobie uzmysłowić, że tak naprawdę, to Sianów nie ma problemu ze śmieciami, problemy ze śmieciami ma Koszalin, bo to jego odpady trafiają do Sianowa. Klucz do normalnego życia Sianowian leży na biurku prezydenta sąsiedniego miasta. Bo przecież PGK to firma komunalna, której właścicielem jest miasto na literę K ...

Może małe audiotele:
A - Kopenhaga
B - Kijów
C - Koszalin

Moim zadaniem było poznać FAKTY, które są ważne dla mnie i dla mieszkańców Węgorzewa których reprezentuje. A jeśli chodzi o MITY, to są lepsi ode mnie w ich tworzeniu i to im pozostawiam dopisanie całej reszty....

sobota, 16 stycznia 2010

Narty Justyny Kowalczyk


Zanim Justyna Kowalczyk zdobędzie olimpijskie złoto w Vancouver i cała Polska zachoruje na kowalczykomanię, mam swoje 5 minut, gdy mogę pochwalić się dwiema rzeczami, które nas łączą....
Pierwsza rzecz która mnie cieszy to fakt, że od czasu do czasu, też zakładam biegówki i zostawiam ich ślad na śniegu. I nie dziwi mnie nawet to, że nie spotykam prawie nigdy innych narciarzy biegowych. Ten sport nigdy nie był tak popularny w Polsce jak w Skandynawii, troszkę w tym winy klimatu, a troszkę braku charakteru.
Łatwiej jest błysnąć na stoku, niż łykać kilometry w lasach i na polach.

Niezwykłe są te zaśnieżone przestrzenie wokół Węgorzewa. Ludzie przycupnęli przy piecach, samochody ledwie się toczą po oblodzonych drogach, a ty wchodzisz w zasypaną przestrzeń i płyniesz, gdzie tylko ci się zapragnie.
Tak, mając biegówki można poczuć się wolnym, szczególnie u nas, gdzie wychodzą mi na spotkanie tylko sarny.
Ciekawa sprawa, paradoksalnie śnieg nie zakrywa, ale wręcz przeciwnie odsłania obecność zwierząt w tutejszych lasach. Zaskakuje mnie jak wiele różnych śladów, spotykam na polach poprzecinanych tropami w przeróżnych kierunkach.

A wracając do Justyny mamy jeszcze coś wspólnego.

Oboje.... urodziliśmy się 23 stycznia, oczywiście nie tego samego roku, ale to już zupełnie inna historia...

środa, 13 stycznia 2010

Kotlet z dinozaura

Mój wzrok przykuł dziś tytuł w lokalnej gazecie: „Dinozaury na Górze Chełmskiej ? Park jurajski coraz bardziej realny
Tak sobie mieszkam w cieniu tej góry i widzę ją wciąż w oddali, bo te 10 kilometrów to nic i tak kurcze sobie uświadamiam, że nie jest mi to obojętne co tam będzie...
Wszelki "wynalazki", które koszalińscy urzędnicy wymyślają, są kopiami, a nie oryginalnymi pomysłami....
Jest gdzieś Wioska Św. Mikołaja - to My też! to My też !
A co ma wspólnego G. Chełmska ze Św. Mikołajem ? Ano NIC.
Park jurajski- To My też ! To My też !
Był sobie filmik i skopiujmy go. A może King Kong ?

Na Górze Chełmskiej idealnie pasuje dobra kawiarnia, lub jakaś stylowa restauracja np. "Zbójnicka chata" .......tak, tak proszę Państwa, bo G. Chełmska słynęła z tego, że przez długi czas grasowali tu autentyczni zbójcy. Kiedyś wykopano nawet potężny róg, który służył im do zwoływania się na wspólne wypady. Wiedzieli o tym rycerze książęcy, którzy postanowili podszyć się pod rabusiów i na ich konto dokonali napadu na karawanę kupiecką. Skończyło się na kontrakcji koszalińskich mieszczan, którzy rozwścieczeni porwali z zamku myśliwskiego w Sianowie księcia pomorskiego Bogusława X i na wozie z gnojem uprowadzili go do Koszalina.
Czysta historia, nie fikcja. Rok 1480.
Klimaty jak u Robin Hooda !!

Dodatkowo trasa narciarska, bo ludzie chcą jeździć na nartach i ma to powodzenie (tłumy w Szczecinie na „Gubałówce”, tłumy pod Wieżycą na Kaszubach), dlatego chętnie przyjeżdżaliby tu ludzie z nartami nie tylko z Koszalina, ale i z Kołobrzegu, Szczecinka i Słupska. Nigdzie bliżej nic takiego nie ma, a jechać na drugi koniec Polski w weekend to masakra.
W okresie wiosenno- jesiennym świetnie spisałaby się metalowa rynna saneczkowa, którą buduje się w terenach podgórskich, aby wydłużyć sezon. Bezpieczna dla dorosłych i dzieci, daje niesamowitą frajdę i ochotę na powtórki zjazdów. Jechałem takim zjazdem na w centrum Śląska, w Chorzowskim Parku Kultury.
Podstawą jest jednak dobra gastronomia, bo ludzie chcą nie tylko postać w lesie, ale też i posiedzieć w miejscu z klimatem, nad filiżanką kawy lub grzanego wina.
Oczywiście jest problem koegzystencji z sanktuarium, ale na tak dużym terenie, dla WSZYSTKICH starczy miejsca..

To miejsce ma własny potencjał i ewentualny pomysł powinien być adresowany na zaspokojenie potrzeb mieszkańców Koszalina i Pomorza Środkowego.
Nie ma co się sugerować turystami przyjeżdżającymi nad morze, to MIT, że Koszalin jest dla nich atrakcyjny, oni przyjeżdżają tu by wygrzać się na piasku, pojeść frytek i popatrzeć na morze...
Dowód ?
To nie kartek z widokiem Koszalina poszukują, gdy chcą wysyłać pozdrowienia z wakacji, do Wrocławia, Łodzi czy Poznania, tylko tych na których jest morze, bo dla niego tu jadą te kilkaset kilometrów.
Trasa narciarska, tor saneczkowy, kawiarenka z klimatem, róbmy to co jest potrzebne NAM, bo ja na kotlet z dinozaura nie mam ochoty.....

niedziela, 10 stycznia 2010

Splendor WOŚP


Splendor - to słowo którego wypada użyć, a po które bardzo rzadko mam możliwość sięgnąć. Oznacza ono: świetność, wspaniałość lub zaszczyt i honor.
Przez siedemnaście lat, wrzucam z uśmiechem datki do puszek młodych wolontariuszy Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Kilka razy zdarzyło mi się brać udział w licytacji i coś wylicytować. Przyglądam się z życzliwością ogólnopolskim transmisjom prowadzonym przez Jurka Owsiaka. Wiem, że nie jestem w tym sam, obok są setki tysięcy wrażliwych Polaków.

Rok temu nie przypuszczałem nawet, że z widza mogę stać się uczestnikiem tego muzykowania, że mogę wejść na scenę...
A tak się właśnie stało kilka godzin temu, gdy dziewięcioosobowa załoga "Złotego Dukata" z Węgorzewa zaśpiewała w Sianowie dla dzieci z chorobami onkologicznymi.
Wydaje się, że to tylko któryś tam kolejny występ dla zespołu, ale jaka niezwykła idea, jaki piękny cel!... dlatego uznaję to za wielki honor, że mogliśmy zaśpiewać w Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy.

sobota, 9 stycznia 2010

Miszo

Gdy pojawiłem się w Węgorzewie, on już tu był. Znał moje obejście lepiej niż ja sam.
Czujny, nieduży, szarawy, więcej go było słychać, niż widać. Prezent po poprzednim właścicielu, który się go pozbył z lekkim sercem, a którego pewnie on nigdy nie zapomniał. Nieufny do obcych, obszczekiwał mnie przez dwa tygodnie i uciekał od dotyku ...
Z czasem zaakceptował mnie, i wtopił mi się w krajobraz domu. Potrafił cieszyć się i smucić, i choć czasami mnie wkurzał swoim zachowaniem, to więcej dawał radości.
Zdecydownie więcej dawał radości...

Pies potrafi kochać bezinteresownie, jak dziecko z ufnością.
Doświadczyłem tego.
A człowiek ?
Człowiek jest odpowiedzialny za to co oswoił.

środa, 6 stycznia 2010

Kaszubskie miejsce mocy


Na Trzech Króli wraz z Jolą i Adamem (sołtysem Maszkowa) jedziemy, jak rok temu, na Świętą Górę Polanowską. Dziwne jak niewiele osób z Węgorzewa było tam, choć to tylko dwadzieścia kilometrów z hakiem...
Zostawiamy samochód pod lasem i stromą ścieżką wspinamy się do góry. Na szczycie w środku zaśnieżonego lasu stoi kaplica Matki Bożej Bramy Niebios.
Wrośnięta w krajobraz, wygląda jakby miała trzysta lat...

Niewysokie drewniane ściany na kamiennej podmurówce, rozłożysty dach kryty gontem, przypomina jako żywo kaszubskie klimaty i pasuje tu jak ulał. Nie dziwi mnie to wcale, bo kiedyś modlono się TU nie tylko po łacinie, ale też i po kaszubsku.
Z czasem pojawił się niemiecki i wraz z nim przyszła reformacja, a z nią zniszczenie klasztoru i kościoła z cudownym obrazem. Niemcy odwrócili się od tego miejsca plecami i przez 400 lat nie odprawiano w tym miejscu eucharystii.

Aż przyszedł Ojciec Janusz i postanowił w tym miejscu zbudować kaplicę. I tak powstałą pustelnia franciszkańska. Miejsce niezwykłego skupienia, które wybieramy tak samo jak Kaszubi, aby być bliżej Boga.

wtorek, 5 stycznia 2010

Jamno kontra Węgorzewo

Koszalińskie gazety na pierwszych stronach informują o przyłączeniu Jamna i Łabusza z dniem 1 stycznia do Koszalina.
Tytuł "Urosły nam nasze miasta" mówi wszystko, ale nie mówi nic o stratch, dla walorów tych miejsc i dla ludzi, którzy uciekając na wieś szukali innej atmosfery od osiedli w Koszalinie.
No właśnie...
Tendencja przenoszenia się na tereny podmiejskie i budowania tam domów obserwowana jest w całej Polsce w okolicach dużych miast od początku lat 90-tych. Staje się ona zjawiskiem powszechnym, ale też przez swą masowość wpływa paradoksalnie na jakość życia tych, którzy uciekli z miasta na wieś. Utrudnienia komunikacyjne przy dojazdach z terenów wiejskich do pracy w dużych miastach są powszechnie znane. Zupełnie jednak niespodziewanym nowym czynnikiem, obniżającym jakość życia mieszakńców terenów podmiejskich, okazuje się zatracanie przez nie charakteru wiejskiego. Wieś traci charakter wsi, gdy zbyt wielu ludzi zaczyna obok siebie budować domy lub gdy po jakimś czasie miasto przyłącza te miejscowości do siebie.
Żal mi Jamna, bo za dwadzieścia lat znikną ślady okolicznych pól, a w miejscu zabytkowych stodół z czerwonej cegły staną pstrokate dziwolągi z suporeksu.

I dlatego dziękuję losowi za to, że mieszkam w Węgorzewie, po które Koszalin nigdy nie sięgnie. Drogę do nas zawsze będzie mu zagradzała Góra Chełmska i ... bardzo dobrze, bo mieszkać 10 km od 100-tysięcznego miasta i nie czuć jego oddechu, zachowując naturalny wiejski charakter, to wyjątkowy przywilej, którego będą nam zazdrościć coraz częściej...

niedziela, 3 stycznia 2010

Na całej połaci śnieg


Słońce, chmury i śnieg namalowały dziś w Węgorzewie poranek, aż przypomniał mi się Jeremi Przybora:

Na całej połaci -
śnieg.
W przeróżnej postaci -
śnieg.
Na siostry i braci -
zimowy plakacik -
śnieg -
śnieg.
Na naszą równinę -
śnieg...

...na sinej mgle dale -
śnieg.
Na "Kocham Cię stale"
śnieg.
Na żale - że wcale
i na - tak dalej -
tak dalej - tak dalej
tak dalej - tak dalej,
tak dalej - śnieg -
śnieg -
śnieg -
śnieg...

sobota, 2 stycznia 2010

Silni, Zwarci, Gotowi !


Piękna sprawa !
Zapukali do moich drzwi rowerzyści z Koszalina.
Tutaj śnieżek, a oni jakby nic mają fantazję pojeździć sobie po naszych lasach.
Podobną niespodziankę zrobili mi rok temu, w pierwszy styczniowy weekend, co jak tłumaczy ALCHEMIK: "...wszystko, co zdarza się raz, może już nie przydarzyć się nigdy więcej, ale to, co zdarza się dwa razy, zdarzy się na pewno i trzeci", a to oznacza, że za rok znów się zjawią.
Czyżby udało się nam w Węgorzewie dokonać coś, nad czym bezowocnie pracują spece od turystyki, czyli jak wydłużyć sezon turystyczny na cały rok !?

Hola, hola kolego, ale się rozmarzyłeś....
Aby tak było, musiałoby powstać znacznie więcej takich stowarzyszeń jak Koszalińskie Stowarzyszenie Rowerowe "ROWERIA" lub Rodzinny Klub Rowerowy "Maraton", które skupiają rowerowych zapaleńców, ludzi idących/jadących/ "pod prąd".

Przed wojną była taka formacja, o której się mówiło:
"Silni, zwarci, gotowi, najlepsza kawaleria świata !"
O tamtych sprzed 80 lat i moich dzisiejszych gościach, można powiedzieć, że jedni i drudzy podobni są do siebie, dzięki .... UŁAŃSKIEJ FANTAZJI !