
Zanim Justyna Kowalczyk zdobędzie olimpijskie złoto w Vancouver i cała Polska zachoruje na kowalczykomanię, mam swoje 5 minut, gdy mogę pochwalić się dwiema rzeczami, które nas łączą....
Pierwsza rzecz która mnie cieszy to fakt, że od czasu do czasu, też zakładam biegówki i zostawiam ich ślad na śniegu. I nie dziwi mnie nawet to, że nie spotykam prawie nigdy innych narciarzy biegowych. Ten sport nigdy nie był tak popularny w Polsce jak w Skandynawii, troszkę w tym winy klimatu, a troszkę braku charakteru.
Łatwiej jest błysnąć na stoku, niż łykać kilometry w lasach i na polach.
Niezwykłe są te zaśnieżone przestrzenie wokół Węgorzewa. Ludzie przycupnęli przy piecach, samochody ledwie się toczą po oblodzonych drogach, a ty wchodzisz w zasypaną przestrzeń i płyniesz, gdzie tylko ci się zapragnie.
Tak, mając biegówki można poczuć się wolnym, szczególnie u nas, gdzie wychodzą mi na spotkanie tylko sarny.
Ciekawa sprawa, paradoksalnie śnieg nie zakrywa, ale wręcz przeciwnie odsłania obecność zwierząt w tutejszych lasach. Zaskakuje mnie jak wiele różnych śladów, spotykam na polach poprzecinanych tropami w przeróżnych kierunkach.
A wracając do Justyny mamy jeszcze coś wspólnego.
Oboje.... urodziliśmy się 23 stycznia, oczywiście nie tego samego roku, ale to już zupełnie inna historia...
Biegamy ,tylko ostatnio po lasach nadleśnictwa Manowo .Jest pięknie!!! Pozdrawiamy z najlepszymi życzeniami z okazji Urodzin - MiT
OdpowiedzUsuń