niedziela, 26 września 2010

Kasia i Andrzej


Od kilku dni mamy w Węgorzewie gości, studentów architektury z Politechniki w Gdańsku. Upatrzyli sobie naszą miejscowość, która ma się stać przedmiotem ich opracowania urbanistycznego.
A dlaczego? A dlatego, że Węgorzewo jest świetnie zachowanym przykładem miejscowości, która nie została skażona przez chaotyczną nową zabudowę. Jest jak piękne stare drzewo, na którym widać jak rozwijały się jego konary.
Więc ci młodzi ludzie chodzą sobie pomiędzy naszymi domami i robią zdjęcia. Proszę się nie bać, nic zdrożnego za tym nie stoi. Dokumentują to co inni dawno już utracili, a my nie potrafimy dostrzec, że jest to już niezwykłe.

sobota, 25 września 2010

Czapki z głów


Nie jestem fanem programów typu "Mam talent" i dlatego zupełnie przegapiłem jego ostatnią edycją, którą wygrał Marcin Wyrostek. Dziś miałem okazję uzupełnić swoje braki, bo udało nam się dostać na jego koncert podczas X Festiwalu Zespołowej Muzyki Akoredeonowej w Koszalinie. Marcin dał fantastyczny pokaz, a jego wariacje na temat "Besame mucho" czy "Zimy" Vivaldiego, to prawdziwa uczta.
Każdy kto miał szczęście zobaczyć występ na żywo czuł, że On naprawdę ma olbrzymi talent, a zespół który mu towarzyszył tworzył świetne tło dla jego muzyki.
Tak proszę Państwa, czapki z głów przed artystą i jego akordeonem!
Kto nie wierzy, ma szansę uwierzyć jutro o 12-tej na kocercie galowym w Kryterium. Wstęp wolny.

piątek, 24 września 2010

Przeszarżował

Przed 18-tą usłyszeliśmy szybko jadący samochód i chwilę później głuche uderzenie. Domyślałem się, że doszło do wypadku, ale po dobiegnięciu do drogi nie było widać żadnego samochodu.
Okazało się jednak, że rozbił się młody mężczyzna na ostrym zakręcie w stronę Maszkowa. Musiał wyjść o własnych siłach i upadł obok samochodu, który nadział się na drzewo. Miał szczęście, bo był w pasach i odpaliły obydwie poduszki. Ofiara była przytomna, ale skarżył się na ból złamanej nogi i ręki. Kobieta z samochodu, który zatrzymał się pierwszy nie mogła się dodzwonić po pomoc. Moja komórka była z innej sieci i złapałem sygnał 112.
Zabezpieczyliśmy drogę trójkątami ostrzegawczymi. Odciąłem zapłon. Nie ruszaliśmy rannego, aby nie uszkodzić kręgów. Karetka z Koszalina przyjechała po 14 minutach od zgłoszenia...
I to by było na tyle, ale ten wypadek to przykład totalnej głupoty człowieka, który wypadł na łuku drogi, bo gnał przez naszą miejscowość mając ze 130 na liczniku. Mogę mu współczuć, ale bardziej jestem wściekły za to, że tak arogancko jechał między naszymi domami.
A gdyby wbiegło na drogę dziecko ...

środa, 22 września 2010

Dzień bez samochodu


Trzeci już raz brałem udział w "Dniu bez samochodu" organizowanym w miastach całej Europy.
Koszalin to chore miasto, gdzie dominują samochody, a piesi są w pogardzie. Tzw. rynek to skrzyżowanie dwóch czteropasmówek, z przelewającym się strumieniem samochodów. I tylko raz do roku, można właśnie w ten dzień mieć frajdę jazdy pełną szerokością ulicy Zwycięstwa na rowerze. Proszę sobie wyobrazić jazdę po rondzie Solidarności, gdzie nagle są same rowery.
Świat nagle wypiękniał i tak by trwał nadal, gdyby tylko ludzie dokonywali wyborów nie według tego co łatwiej zrobić, tylko według tego co można zrobić mądrzej.

poniedziałek, 20 września 2010

Klincz


Sesja Rady Gminy i Miasta Sianów trwała dziś 6 godzin !!
Towarzyszyło jej olbrzymie zainteresowanie dziennikarzy z lokalnych telewizji i gazet. Wszyscy oni czekali, na głosowanie przez radnych uchwały, w sprawie stwierdzenia wygaśnięcia mandatu Burmistrza Gminy i Miasta Sianów.
Na sali było czternastu radnych i ich głosy rozdzieliły następująco: 7 za przyjęciem uchwały, 7 przeciw uchwale.
Uchwała więc nie przeszła i chyba nikt nie wie, jak to się dalej potoczy...

sobota, 18 września 2010

Dożynkowy toast


Z własnym wieńcem i własnym zespołem ludowym brało dziś udział Węgorzewo w Powiatowych Dożynkach w Sianowie. A ci którzy nas słyszeli i widzieli na scenie, mogą zaświadczyć, że byliśmy tam nie od parady, a od pięknej polskiej i słowackiej muzyki, której inni mogą nam pozazdrościć.
"Złoty Dukat" jest oryginalny dlatego, że idzie własną drogą i szuka repertuaru poza typową polską muzyką ludową. Jesteśmy otwarci na nowe klimaty muzyczne, które nie są oklepane i które mają w sobie pozytywną energię. Jakieś inne słońce, które w Słowacji i na Morawach powoduje, że tam dojrzewają winogrona. A gdzie dojrzewają winogrona, jest też wino.
Więc siedzę sobie teraz przy kieliszku mołdawskiego czerwonego wina i słucham sobie naszego hiciora "Na Orave dobre, na Orave zdrowo", który dziś pierwszy raz odsłuchuję z CD nagranego w sierpniu. Beata z Ewą śpiewają na głosy tak, że i Słowacy byliby zachwyceni. I jest pięknie......

piątek, 17 września 2010

"Młodzi i film"


Wczoraj i dziś byliśmy z Beatą na pokazach festiwalowych w Koszalinie. I muszę przyznać, że jest to fajnie pomyślane. Dwa kina pokazuja od rana równolegle różne projekcje. Dobrze, że wstęp na wszystie seanse jest bezpłatny, bo dzięki temu widac masę młodzieży. W "Kryterium" można oglądać polskie filmy fabularne, a w "Alternatywie" flmy dokumentalne, animacje i krótkie fabuły.
Wczoraj obejrzeliśmy komedię "Nie ten człowiek" i trzy krótkie filmy w "Alternatywie", które okazały się całkiem niezłe. Dlatego dziś nastawilismy się już tylko na krótkie metraże. I to był dobry strzał!
Z pięciu filmów, dwa okazały się świetne: niezwykła fabuła "Ciemnego pokoju nie należy się bać" i animacja "Millhaven" z niesamowitym śpiewem Kasi Groniec! (Jak dla mnie murowani kandydaci do nagród).
Blasku imprezie dodają znane aktorki, które będąc w jury siadają tuż obok nas. I po tym jak wczoraj na seansie tuż za mną usiadła Ewa Błaszczyk, tak dzisiaj mogłem oglądać filmy mając przed sobą Renatę Gabryjelską, a obok siebie Beatę Janko.
Fajna sprawa ten festiwal.....

czwartek, 16 września 2010

Wizyta u czwartej władzy


Wokół nas dzieje się wiele ważnych rzeczy, ale dowiadujemy się tylko o części z nich. Wybór tego co do nas trafia, zależy od dziennikarzy, dlatego nazywamy ich czwartą władzą.
Miałem dziś przyjemność być gościem porannego "Studia Bałtyk" w Radiu Koszalin. Rozmawialiśmy o Węgorzewie, o tym co nas wyróżnia i o tym jakie są nasze problemy. I choć bywałem już tam w studiu, to jednak wizyta na żywo jest inna. Prowadzący ma tę przewagę, że może zadać dowolne pytanie i trudno jest przed nim uciec.No bo, przecież to wszystko idzie w eter, a w dobrym czasie antenowym słuchają tego tysiące ludzi.
Tak myślę, że ważne, aby być sobą i nie udawać kogoś innego.
I mówić prawdę w imieniu tych, na których nie zatrzymuje się nigdy uwaga czwartej władzy....

środa, 15 września 2010

Polecam w Radiu Koszalin

Jutro, czyli w czwartek, zapraszam wszystkich do słuchania Radia Koszalin. Po wiadomosciach o 8 rano, będę w studiu rozmawiał na żywo o Węgorzewie, czyli o NAS.

niedziela, 12 września 2010

Sparing w Misiowej Dolinie


Zaśpiewaliśmy dziś na festynie w Koszalinie. Pogoda dopisała i masę ludzi przyszło do "Misiowej Doliny". Dla nas ten występ był jak sparing przed ważnym meczem, którym będą dożynki powiatowe.
Niestety, na takich imprezach nagłośnienie zazwyczaj jest beznadziejne i nasze walory wokalne giną. Ale jak to mówią, czego się nie dośpiewa to się dowygląda. A pod tym względem, jest całkiem nieźle jak widać....

sobota, 11 września 2010

Wianek Pani Stafanii


To już czwarty raz za mojej kadencji, wieniec dożynkowy dla Węgorzewa szykuje Pani Stefania. Nie muszę dodawać, że nasza mieszkanka.
Wieniec robiony jest na tym samym stelażu i dlatego jego forma jest niezmienna. Trudno mu konkurować z komercyjnym zadęciem, niektórych wieńców robionych na zamówienie. Śmieszy mnie ta gigantomania, która prowadzi do tego, że potem taki "wieniec" musi dźwigać czterech lub sześciu mężczyzn.
Bo tak naprawdę, cała istota zawiera się nie w formie, a w treści. Dla mnie istotne jest, aby zboże na wieniec było stąd, aby wieniec był robiony na miejscu. Podobnie w kościele, nie wiem po co w dekoracji np.banany. Dziękujemy za to co się urodziło u nas, z nie w Ekwadorze.
Koniec końców nie chodzi o to, aby było bogato, chodzi o to, aby było prawdziwie.

piątek, 10 września 2010

Ostatni z Vangerow


Odwiedzili nas dziś dawni mieszkańcy Węgorzewa. Niemcy którzy urodzili się tu przed wojną. Spytali mnie ilu mieszkańców ma teraz nasza miejscowość. Gdy odpowiedziałem, że obecnie mieszka 300 osób, usłyszałem do nich, że za ich czasów, żyło tu 600 osób.
Ci którzy pamietają tamten Vangerow, nie chodzili nawet do szkoły w 1939 r. Teraz są już po siedemdziesiątce. I w praktyce, są ostatnimi, którzy mogą TU jeszcze przyjechać.
Ostatni świadkowie. Ludzie z którymi wciąż jeszcze można siąść przy jednym stole. Pod tym samym niebem, które w Węgorzewie wciąż jest takie same jak wtedy w Vangerow.

środa, 8 września 2010

Kamień 031


Edukacja sołtysa powinna obejmować obowiązkowe zajęcia z budowy dróg. Szczególnie dróg gminnych.
Na początku nikt mi nie zdradził jak powinno się fachowo likwidować dziury w gruntowej drodze. A niestety są takie drogi na wsi, których w mieście już się raczej nie uświadczy. Niestety w 2010 r na wsi to wciąż standard, a polbrukowe uliczki wśród wiejskich domków to niedościgły ideał, którego nie uświadczysz, ani w Szczeglinie Nowym, ani w Maszkowie, ani w Mokrym, i tak dalej i tak dalej....
Centrum Węgorzewa i droga od sklepu do stawu to dziura na dziurze. Miejsce gdzie spływa woda i powstają rozlewiska, które zalewają posesje obok. Po prostu koszmar.
W 2007 ufnie zabrałem się wraz z kilkoma osobami za plantowanie w te dziury 30 ton gruzu. I co efekt był taki, że po półtorej miesiącu gruz został wypłukany, a dziury były i tak.
W 2008 już wiedziałem, że podłoże należy skorytować i dopiero tam sypać gruz, a potem go zwałować. I co z tego, jak poza gruzem nie dano mi maszyn. Wstrzymałem więc plantowanie i cierpliwie czekałem na nie.
W 2009 na prośbę burmistrza rozplantowaliśmy wielkie kawały gruzu, który czekały pod sklepem na maszyny rok.Tak długo się broniłem przed bezsensem tej roboty. Strach było go sypać, bo wielkie kawałki gruzu niszczyły opony samochodów. Efekt żaden. Mam zdjęcia potężnego bajora w miejscu, gdzie dwa tygodnie wcześniej zasypano dziury.
W 2010, dziś właśnie przyjechał wymarzony sprzęt, równiarka z pługiem i walec. Drogę wyrównali, a operator walca powiedział: "Na drogi wiejskie tylko KAMIEŃ 031". Fajnie wiedzieć, ale ja nie dostałem dla Węgorzewa nawet jednej jakiejkolwiek tony w tym roku. Rzeźbili więc na tym co było...
Tak więc teraz po prawie 4 latach, już wiem jak i czym należy reperować wiejskie drogi.I choć wszystkiego musiałem nauczyć się sam, to tym lepiej, nikt mnie teraz nie oszuka.

wtorek, 7 września 2010

Baner z bajerem


Od dzisiejszej nocy nasz baner z adresem strony jest podświetlony. Dodatkowo wejście do świetlicy i teren przyległy są wreszcie widoczne.
W zasadzie pałąk na halogen, tkwił w tym miejscu od kilkunastu lat, nigdy nie wykorzystany. Pomyślcie..... kilkanaście lat, a wczoraj Hubert podłączył wszystko w 4 godziny!

poniedziałek, 6 września 2010

Ja sem rad


Poprosiłem wczoraj na mszy o pomoc przy plantowaniu terenu pod lapidarium. I powiem szczerze, nie wiedziałem ile osób odpowie na ten apel. Okazało się, że całkiem sporo.
Jeśli dobrze liczyłem, to na mój apel odpowiedziało 11 osób, w tym 9 całkiem nowych.
Nasza praca poszła dziś ostro do przodu.
Wszystkim Wam wielkie dzięki i w prezencie coś ekstra do posłuchania tu:
http://www.youtube.com/watch?v=Kx663Ld6xF4 
Dziś też Hubert odwalił kawał dobrej roboty, choć nie był z nami.
Ale o tem potem....zitra jak mówią Czesi.
Dnes ja sem rad.

niedziela, 5 września 2010

Otton z Węgorzewa


Polanów obchodził niedawno swoje 700-lecie i z tej okazji odsłonięto pomnik biskupa Ottona z Bambergu. Polski książę Bolesław Krzywousty wysłał go na Pomorze Zachodnie, aby wprowadzał chrześcijaństwo. Sprawa te jest dość mało znana przeciętnym mieszkańcom naszego regionu. Pewnie dlatego, że po wojnie nie było zbyt dobrze widziane, żeby przypominać niemieckiego misjonarza, który zresztą odniósł sukces.
Natomiast nic nie stoi na przeszkodzie, aby nagłośnić nasz sukces. Otóż ten pomnik słusznych rozmiarów wyrzeźbił nie kto inny, tylko nasz węgorzewski rzeźbiarz Władysław Godyla.
Tak więc Otton oczywiście był z Bambergu, ale ten tam w Polanowie to Otton z Węgorzewa. Ot co !

wtorek, 31 sierpnia 2010

Absmak

Oglądam koncert z Gdańska na XXX-lecie powstania "Solidarności". Transmisję realizuje, a jakże 1 program TVP, czyli nasza telewizja publiczna.Piosenkarze, poeci z całego świata śpiewają i mówią wzniosłe rzeczy. Widowisko ma kunsztowną oprawę, oglądają go tłumy tam na miejscu i przed telewizorami jak sądzę też.
I tak mniej więcej w połowie, gdy na scenę wychodzą ludzie pochodzący z krajów ogarniętych wojną lub żyjących pod dyktaturą, by powiedzieć o tym jak dla nich jest ważna NASZA SOLIDARNOŚĆ Z NIMI....nagle PAC!
.... lecą reklamy i mamy przerwę na: żel pod prysznic, gripex, wiejskie ziemniaczki, espumisan na wzdęcia, paradontax, nescafe i inne niezbędne do życia gadżety.
W sumie ponad 20-tu reklamodawców skutecznie odcięło nas od usłyszenia głosu tych, którzy potrzebują pomocy TERAZ: podczas wojny domowej w Sudanie, albo gnębienie przez reżim Castro na Kubie.

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Mister Huu Lu


To nasz nowy przyjaciel, Wietnamczyk z Bornholmu, który sprawił swą serdecznością, że uśmiechamy się ciepło, gdy wspominamy wczorajszą wizytę w jego domu. Dziś przyjechał pożegnać się z nami i odprowadził nas na rowerze do garnic Aakikerby.
Wracamy do Polski tak jak się wsiada do pociągu do Szczecina, bez kontroli celnych, paszportowych. A w Wietnamie wciąż rządzą komuniści i On nie może ot tak sobie wrócić. Zapomnielismy już jak to było, zapomnieliśmy już ile upokorzeń trzeba było znieść, aby dostać paszport i przejść kontrolę celną na granicy choćby z NRD.
Teraz mamy Schengen i martwimy się jedynie tym, że nie zarabiamy tak jak Niemcy czy Francuzi.Co nas obchodzą komuniści?
A przecież dobrze jest wracać do domu. Dobrze jest mieć dom. Każdy by tak chciał, ale nie każdy może.

sobota, 28 sierpnia 2010

Dunski standard


To co w Danii jest norma, w Polsce jest fanaberia.
Np. stojace przy drodze kramiki, ktorych nikt nie pilnuje. A tam stoi sobie miod lub jakies warzywa, albo pamiatki. To kosztuje 40 koron, tamto 20 lub 10. Podoba ci sie? No to wrzuc do sloika kase i bierz. Nikt nie pilnuje, wlasciciel siedzi sobie gdzies tam w domu. Samoobsluga oparta na wzajemnym zaufaniu. Zaufaniu, ze zaplacisz, wiecej, ze nie zabierzesz tej kasy, ktora zostawili w sloiczku inni.
Np. masz ochote pojechac gdzies rowerem i chcesz zabrac go autobusem (bo po co zapychac 30km, aby sie wydostac z miasta). No problem, kazdy "zwykly PKS" na tutaj z tylu statyw na rowery. Kladziesz je tam i jazda .... Po godzinie wysiadasz i wracasz sobie do domu.
Np. chcesz pojsc do kosciola w niedziele, a jestes cudoziemcem? No problem, w kazdej informacji znajdziesz folder zawierajacy zestwienie wszystkich mszy z godzinami, w kosciolach katolickich w calym kraju. A w Polsce trudno jest mi ustalic jakie sa ich godziny tylko w samym Koszlinie.
Np. wlasnie zaczal sie rok szkolny i zaskakuje mnie ilosc rowerow pod szkolami.Przy nich zadaszone parkingi, gdzie mozna je zostawic. Przyklad idzie z gory, a kto z polskich nauczycieli jezdzi do szkoly rowerem ?
Moge podac jeszcze inne przyklady, jak ta biblioteka w Åakirkeby otwarta w sobote, gdzie pisze tego bloga 120 km na polnoc od Wegorzewa. Taki jest Bornholm, ktory wprowadza pozytywny dysonans w moim obrazie swiata od trzynastu lat. Od czasu, gdy pierwszy raz odkrylem go jako rowerowy raj. No bo przeciez mozna lepiej zozganizowac swiat wokol siebie. Bo jesli im sie udalo, to dlaczego nie nam?
Nie chce pastwic sie nad naszym krajem, chce tylko podpowiedziec, gdzie szukac dobrych wzorow. Jak dla mnie, dunski jest synonimem polskiego wzorowy.

sobota, 21 sierpnia 2010

Trzy wesela i priorytet


Rzadko się zdarza, aby w miejscowości takiej jak Węgorzewo, trzy młode pary wybierały się do ślubu tego samego dnia. A tak właśnie było dzisiaj, co należy uznać za fakt wyjątkowy w historii naszej miejscowości.
Na ślub Weroniki i Mariusza dostałem zaproszenie i było mi miło patrzeć, jak ten niewielki kościółek przydaje się im i zaproszonym gościom. Wydaje się to takie banalne, bo on jest, ale gdyby go nie było?
I jeszcze jedno, gdy tak staliśmy w kolejce do życzeń, pierwszy raz zauważyłem, że tam nad wejściem pod szczytem, jest wyryta data 1986. Znak, że w tym roku, w środku komuny Jaruzelskiego, ludzie z Węgorzewa zbudowali sobie kościół. Wybrali sobie taki priorytet na ten czas.
A ja dziś rzutem na taśmę, wysłałem list do Niemiec, z informacją dla byłych mieszkańców o stanie prac przy lapidarium. Napisałem im szczerze, że zostaliśmy sami, bez obiecanych 2 tys z gminy. I poprosiłem o wsparcie finansowe, jeśli zechcą się przyłączyć do nas.
Bo dla mnie TA sprawa jest priorytetowa i dlatego szukam wsparcia wszędzie.
To fakt, nawet list wysłałem priorytetem .....

piątek, 20 sierpnia 2010

Zapach koni o zmierzchu


"Fantazja" i "Felicja" zawitały dziś w nasze progi. To dowód na to, że wraca do Węgorzewa dobra tradycja jeżdżenia wierzchem. Zawdzięczamy to Hubertowi, który założył stajnię i wypuszcza się coraz częściej w teren.
Ale, ale, nie wystarczy mieć fantazję, trzeba jeszcze mieć szczęście. A kto nie wierzy niech zajrzy do Wikipedii i sprawdzi ... co oznacza "Felicja"

czwartek, 19 sierpnia 2010

Trudne momenty

Miałem dziś wyjątkowo trudne momenty, które uzmysłowiają mi, że są ludzie, którzy mój spokój i opanowanie, biorą za słabość. Czasami jest tak, że dla "świętego spokoju", rezygnuje się ze swoich praw. Niestety na tych ludzi to nie działa pojednawczo tylko dalej dążą do zdominowania nas i podporządkowania swojej wizji.
I wtedy pozostaje tylko wojna, aby obronić swoją autonomię.
Teraz zaczynam doceniać słowa wypowiedziane w 1939 roku przez Józefa Becka: "My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę"

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Tajemnicze Nicemino


Jest takie piękne jezioro w potężnych lasach za Kościernicą, do którego trudno trafić.
Ale warto !

piątek, 13 sierpnia 2010

Spadek po "Violinie"


Trudno to może zrozumieć komuś z zewnątrz, ale samo śpiewnie czy granie bez odpowiedniego stroju, jest jak obraz bez ram.I choć same ramy nic nie znaczą, to bez nich jest brak równowagi, miedzy widzem a autorem.
Mamy nowe kamizelki dla mężczyzn, dobrze uszyte, dobrze leżą.
Dlaczego takie, bo takie kiedyś miał węgorzewski zespół "Volina".
Opowiedział mi dziś Izydor Jakubowski, że w 1984 roku ten zespół działający przy Wiejskim Domu Kultury obchodził dziesięciolecie. I choć niedługo potem przestał śpiewać, to co może być lepszego od sięgnięcie po wzór stroju stąd, z miejsca w którym mieszkamy.
Bo ile miejscowości ma takie tradycje jak Węgorzewo? No ile?

Jest w tym jakiś uśmiech losu, że po 25-ciu latach czterech facetów ze "Złotego Dukata" nosi się tak jak ich poprzednicy z "Violiny".
I to jest właśnie prawdziwa odnowa wsi, sięganie po wzory z przeszłości, z własnej przeszłości.

wtorek, 10 sierpnia 2010

Znalezisko


Krok po kroku posuwamy się do przodu. Zaczęliśmy dziś plantowanie terenu pod lapidarium. Koparka i operator z Węgorzewa, zupełnie bezinteresownie.
W lipowej alei, na wprost obelisku z I wojny, zaintrygował Tomka niewielki metalowy przedmiot. Po podważeniu okazał się potężną żeliwną płytą, która wdeptana w ziemię zachowała się nie naruszona. Na jej odwrocie znaleźliśmy pisane gotykiem inskrypcje.
Zaczyna to przypominać grę w puzzle, kolejny element układanki wraca na swoje miejsce...

piątek, 6 sierpnia 2010

Czarownice z Rekowa


Zaśpiewaliśmy dziś na zlocie czarownic w "Bajkowym Rekowie".
Ciekawe miejsce, w którym widać, że są tam ludzie, którzy mają nowe spojrzenie na wieś.
Takie festyny mają to do siebie, że pozwalają wydobyć z ukrycia prostych ludzi, którzy łakną muzyki i zabawy. Potrafią też zaskoczyć swą samoorganizacją i pomysłowością. Cały czas twierdzę, że obecna wieś potrafi się lepiej zorganizować niż większość osiedli w dużych miastach.
I nie trzeba do tego czarów, potrzeba wiary i wyobraźni.

środa, 4 sierpnia 2010

Tam do Kata !


Tam do Kata, wysłali dziś Dukata !
Prawda to czy fałsz?

Prawda. Nasz zespół "Złoty Dukat" nagrywał dziś w "Domku Kata" utwór na płytę, którą wyda starostwo dla wybranych zespołów.
Nieskromnie powiem, że wyszło świetnie. Dobra akustyka, dobry realizator dźwięku, dobre mocne głosy i ta słowacka piosenka poszła jak burza.
Ewa i Beata zaśpiewały początek "Na Orave dobre" na głosy (a pomysł tego pojawił się ledwie co wczoraj). I pokazały, że potrafią pięknie razem się usłyszeć.

Chyba czas szykować się do turnee po Słowacji i pokazać jak można śpiewać ich lidovki !

poniedziałek, 2 sierpnia 2010

Paryż-Warszawa '44


Ściągam dziś flagę, którą powiesiłem 1 sierpnia i biorę do ręki "Dni walczącej stolicy". Ta kronika Powstania Warszawskiego, którą czytam od wczoraj, zaczyna mnie wciągać coraz bardziej.
Pamiętam jak przed wielu laty, nagle dotarł do mnie fakt, że w tym samym czasie co w Warszawie w sierpniu 1944 r wybuchło również powstanie w Paryżu. To w Warszawie wybuchło 1 sierpnia, a to w Paryżu 19 sierpnia. Co ciekawe Francuzi nie konsultowali swoich planów z dowódcami wojsk amerykańskich, podobnie jak Polacy, z dowódcami wojsk sowieckich.
W tym miejscu podobieństwa się kończą, bo amerykański generał Eisenhower zmienił plany i wysłał na pomoc Paryżowi dywizję pancerną. 25 sierpnia miasto było wolne.
Wojska sowieckie natomiast, nagle 16 września zaprzestały aktywności na przedpolu Warszawy, zostawiając polskich powstańców sam na sam z wojskiem niemieckim. Najbardziej widoczna jest sowiecka perfidia, w braku zgody na lądowanie alianckich samolotów, które latały z zaopatrzeniem do Warszawy....z lotnisk włoskich. Po dokonaniu zrzutu, musiały wracać bez lądowania znów do Włoch, narażone na ostrzał. A sowieckie lotniska były oddalone od Warszawy o stokilkadziesiąt kilometrów....

I dlatego Paryż po 7 dniach powstania był wolny, a Warszawa po 63 dniach powstania musiała upaść.

piątek, 30 lipca 2010

Miodowe lata


Lubczyk, oregano, macierzanka, mięta, szałwia, bazylia, lawenada to zapachy i smaki projektu "Czym pachnie łąka?", który w lipcu realizowały dzieciaki w naszej bibliotece.
Fajnie, że lubią tam przychodzić. Fajnie, że czują się tam jak u siebie.
Kiedyś te zapachy i smaki, będą wspominać jako swoje najlepsze miodowe lata.

czwartek, 29 lipca 2010

Witamy na pokładzie

Czwarty raz spotykamy się na starym cmentarzu, aby dokładnie zinwentaryzować jego zasoby. Brzmi to ładnie, ale w praktyce oznacza targanie i przewożenie granitowych i piaskowcowych pozostałości, które ciężko jest podnieść i przewieźć dalej.
Cieszy mnie najbardziej to, że dziś udało się odkryć kilka płyt, na których zachowały się nazwiska. A wydawało się, że tam już nic nie ma.
Cieszy mnie też, że do naszej trójki doszedł dziś Jakub. Zamieszkał w Węgorzewie z rodziną dopiero dwa tygodnie temu, a już dziś przyszedł pomóc nam w pracy.
Witamy na pokładzie !

wtorek, 27 lipca 2010

Slap


Zanim jeszcze na dobre osiedliłem się i zostałem sołtysem, przez dobrych kilka lat nosiło mnie po świecie nie tylko na nogach, ale też na kajakach. Dzięki nim miałem sporo adrenaliny, na różnych rzekach, w różnych górach Europy.
Dzięki nim poznałem też swoich najlepszych przyjaciół. Takich ludzi o których wiesz, że gdy trzeba to skoczą w nurt rwącej rzeki, aby cię ratować...
Ciekawa sprawa, jak te przyjaźnie są trwałe. Dziś odwożę Zibiego z synem na spływ i uświadamiam sobie, że nasz pierwszy spływ był 25 lat temu. To była Radew i dwa składane kajaki, które przywieźliśmy maluchem z przyczepą...
Slap w terminologi kajakrstwa górskiego oznacza mały wodospad.Rzeka w tym miejscu zwęża się i przyśpiesza, spadając w dół z łoskotem. Jest to miejsce które mi dostarcza zawsze skrajnych emocji. I lęku i pragnienia, aby się z nim zmierzyć.
Myślę, że w naszym życiu też są takie przewężenia czasoprzestrzeni, gdy nurt zdarzeń przyśpiesza i stajemy przed próbą. Sami.
Ważne, aby się nie dać przestraszyć.

czwartek, 22 lipca 2010

Kim był Adolf Mann ?


Dziś drugi dzień przeczesywania rumowiska na starym cmentarzu ewangelickim. Tym razem jest nas już trzech, dołączył do nas Krzysiek Jakubowski. Łatwiej jest podnosić niezwykłe piaskowcowe pnie.Ciekawe ,że większość z nich różni się drobnymi detalami, czego nie dostrzega się od razu.
Największe odkrycie czekało jednak na nas potem. Przy podnoszeniu niepozornej betonowej płyty, naszym oczom ukazał się nieoczekiwanie widok zachowanej na jej spodzie inskrypcji:
Adolf Mann ur.16.10.1852 zm.15.6.1932
Gdy wieczorem z Basią idziemy węgorzewską lipową aleją, zapach oszałamia....
A ja uświadamiam sobie, że ten odkryty przez nas dziś człowiek, musiał być przy tym, jak te lipy były sadzone.
Każdy z nas pragnie, aby po nim coś zostało. I choć nic nie wiemy o Adolfie Mannie, to jednak mam wrażenie, że zostawił nam po sobie ten zapach.

środa, 21 lipca 2010

Pierwszy dzień z Vangerow


Zaczynamy dziś we dwóch z Tomkiem Hajdasem prace nad lapidarium.Przez prawie dwie godziny wydobywamy z ziemi najciekawsze pomniki i zwozimy je obok obelisku.
Czasami praca ta przypomina wykopaliska, bo wiele płyt jest zagrzebanych w ziemi.
Wiele pomników ma potężne granitowe podstawy, które trudno dźwigać.I jeszcze ten potworny upał mimo cienia drzew...

A jutro kolejny dzień, będziemy dalej szukać prawdy o Vangerow i o nas samych...

niedziela, 18 lipca 2010

A to pech


Są różne odmiany pecha.
Można zaparkować pod niewłaściwym drzewem w niewłaściwym czasie.
Tak bywa. To jeszcze nie jest tragedia. Skasowany samochód można odkupić.
Gorzej, gdy ma się pecha do ludzi - skasowanego życia nie można powtórzyć.

piątek, 16 lipca 2010

Prorocze sny

Nie wiem jak to jest, ale zdarza mi się zajrzeć w przyszłość. Pewnych rzeczy nie można przewidzieć, spadają na nas znienacka, a mimo to po kilku lub kilkunastu godzinach symbole ze snu stają się faktem.

Tak było i dziś: o bulwersujących informacjach, które dotarły do mojej świadomości po południu, wiedziałem już w nocy, gdy moja podświadomość odbierała nieprzyjemne symbole.
Problem w tym, że ze snem niewiele można zrobić, klucz do jego rozkodowania, jest dopiero w drodze. Ta specyficzna układanka jest zrozumiała wtedy, gdy fakty się wydarzą.

środa, 14 lipca 2010

Hamakowanie z Bedrzichem


Temperatury wciąż śródziemnomorskie, każdy szuka cienia. Teraz łatwiej zrozumieć dlaczego na południu Europy przerywa się pracę w południe i są 2 lub 3 godziny przerwy.
Hiszpanie i Włosi mają sjestę, a my z Bedrzichem mamy hamakowanie.

wtorek, 13 lipca 2010

Nacjonalizm w sprayu


Wracam z Zabrza do Węgorzewa przez Opolszczyznę i tutaj też natykam się na dwujęzyczne tablice miejscowości tak jak na Zaolziu. Tylko, że tutaj są one polsko-niemieckie, a tam były czesko-polskie.
Sytuacja jest podobna, tam i tu mieszka mniejszość narodowa, ale to niestety nie jedyne podobieństwo. Na długim odcinku drogi od Strzelec do Olesna, wiele tablic ma zamalowane sprayem swoje niemieckie nazwy. To nie głupi żart, ale raczej dowód głupiego nacjonalizmu, który musi boleć Niemca.
Piszę o tym, bo czułem to samo dwa dni wcześniej
, gdy po wjeździe z Polski do Czech zobaczyłem zamazany czerwonym sprayem polski napis Jabłonków....
Nacjonaliści na Zaolziu i na Opolszczyźnie są tacy sami, biorą do ręki ten sam czerwony spray i pokazują co myślą o innych.
Jestem tylko ciekaw czy potrafią pokazać co zrobili dla swoich krajów i czy któryś z nich w święta narodowe polskie lub czeskie wywiesza flagę?

Wątpię.
Do tego trzeba mieć w sobie poczucie dumy, a nie pychy.

niedziela, 11 lipca 2010

Zaolzie


Tuż za granicznym Cieszynem zaczyna się Zaolzie. Dwujęzyczne tablice miejscowości niejednego mogą zaskoczyć, ale to dowód, że obok Czechów mieszkają tu też Polacy.
Lubię tu jeżdzić, bo jednak inaczej niż w Polsce, ale też bardziej serdecznie niż w Czechach.
Nasz przyjaciel Czeslaw zabrał nas do stareńkiego drewnianego kosciółka, gdzie widać jak dzięki kościołowi tutejsi Polacy wciąż są Polakami. Na niezwykłej mszy z czeskim księdzem i polskim śpiewaniem, można poczuć, że kościół nikogo tu nie dzieli. Wręcz przeciwnie przyciąga jednych i drugich, i to ludzi młodych...
Czuć, że wciąż są u siebie i są z tego dumni.

piątek, 9 lipca 2010

Krakowskie wesele


Wszystkim czyni sie wiadomym, że dzis odbędzie się slub Kasi z Krakowa i Michała z Węgorzewa. A,że panna młoda pochodzi ze stolicy Małopolski, a pan młody z Sianowskiej Krainy w Kratkę to zapowiada się ciekawy związek ... który będzie wiele podróżował.

poniedziałek, 5 lipca 2010

Trening czyni mistrza


Trafić w pogodę z festynem, to 25% sukcesu. Dobra organizacja to jakieś 20%. Odpowiednia muzyka 25%, właściwi uczestnicy 30%.
Tym razem impreza wyszła nam na 100%Zaskoczyły wszystkie elementy układanki: występy zespołów na naszej scenie, zaciekły mecz street basket,koncert "Złotego Dukata", ogłoszenie na żywo wyników wyborów prezydenckich, konkurs rzutów wolnych o wędzonego węgorza, taneczna muzyka w ciepłą noc....

Najbardziej cieszy mnie jednak, że w festynie brały udział różne generacje, od małych dzieciaków z rodzicami, do babć i dziadków. To jest zaleta mieszkania w Węgorzewie, tu bawią się wszyscy. Miasto może nam takich zabaw wielopokoleniowych tylko pozazdrośćić.

sobota, 3 lipca 2010

Złoty Dukat na podium !


Właśnie dotarła do mnie informacja, że nasz zespół "Złoty Dukat" zdobył III miejsce na 40 zespołów (!) biorących dziś udział w przeglądzie "Simionalia 2010".
Trud włożony w próby, poszukiwanie ciekawego repertuaru, przygotowanie strojów opłaciło się. Okazuje się, że nowe brzmienie jest w cenie !
Dziękuje tym wszystkim, którzy dziś pomimo upału pojechali do Rosnowa i świetnie zaśpiewali. Dziękuję Ewie Lech, Wandzie Koneckiej, Agacie Maciejewskiej, Agacie Andrzejczyk, Kazimierzowi Dulatowi, Darkowi Kamińskiemu i Tomkowi Wnukowi.

Mamy pierwszy znak, że wybijamy się na tle innych.
....ale najważniejsze, że śpiewanie sprawia nam frajdę!.I aby tak dalej, tego wszystkim życzę.

czwartek, 1 lipca 2010

Zaproszenie na wędzonego węgorza


To już nasz IV-ty Festyn Św.Piotr i Pawła i wreście zapachnie wędzonym węgorzem w Węgorzewie !
Zapraszam na imprezę, a szczególnie na otwarty konkurs rzutów wolnych do kosza, tam właśnie każdy będzie mógł zawalczyć o główną nagrodę, czyli "Złotego Wangorza".

Ryba już jest!
Już czuję jej zapach i smak...

wtorek, 29 czerwca 2010

Piotra i Pawła

Tak się szczęśliwie składa, że odkąd mieszkam w Węgorzewie, to tego dnia jest też msza odpustowa w naszym kościele. Pamiętam, że gdy sprowadzałem się tu w październiku 2003, to informację o tutejszych patronach przyjąłem jako dobry znak. Znak, że jestem we właściwym miejscu. A dziś miałem świadomość, że nadszedł właściwy czas, aby ogłosić początek budowy lapidarium, na dawnym cmentarzu poniemieckim.
W ten gorący czerwcowy dzień, drzwi kościoła były szeroko otwarte i gdy tak na koniec mówiłem o tym, że ci którzy sadzili nasze lipy tam leżą, to czułem, że przechodzimy ważną granicę. Nie można się cofnąć, trzeba się z tym zmierzyć.

niedziela, 27 czerwca 2010

"Tischner z Polanowa"


Mam dwie wiadomości, jedną dobrą, a drugą złą ....

Zła jest taka, że Ojciec Janusz odchodzi ze Świętej Góry Polanowskiej.
Dobra jest taka....że będzie proboszczem w Koszalinie.
Aby zrozumieć to co napisałem, trzeba by go znać i choć jeden raz być u Niego, i posłuchać tego jak TAM mówił kazania.Ten mądry, ciepły i charyzmatyczny człowiek, potrafi bez patosu i w prosty sposób mówić o rzeczach trudnych.
Polanów już płacze, a Koszalin jeszcze nie wie jak się będzie cieszyć.

piątek, 25 czerwca 2010

Jak na Orawie


Śpiewaliśmy dziś dopiero drugi raz słowacką lidovke "Na Orave dobre", ale śpiewało się nam tak jak byśmy ją znali od lat. Rewelacja !
A śpiew i muzyka się niosła, jakby to faktycznie było na Orawie. Myślę, że to dowód na to, że choć mieszkamy na północy, to temperament mamy południowy....dlatego pasuje nam ta muzyka!

Tutaj nagranie:
http://www.youtube.com/watch?v=FHE1nsQh7Ps

środa, 23 czerwca 2010

Ja jestem noc czerwcowa...


Noc świętojańska jest dziś właśnie z 23 na 24 czerwca....!!!
A z tym są małe problemy, bo imieniny Jana są dopiero jutro i stąd u części wrażenie, że należy czekać do jutra.
Nie należy czekać tylko należy tę noc przeżyć pod gwiazdami, tak jak to robią Szwedzi, Duńczycy, czy Norwegowie, ale też Łotysze, Litwini i Estończycy.Choć w północnej Skandynawii raczej trudno o gwiazdy, bo tam akurat słońce nie chowa się za horyzont.Tam zaczynają się właśnie białe noce!
A my też będziemy dziś palić wielkie ognisko, popijając pod gwiazdami świetne czeskie piwo "Zlatopramen"!
Jest taki wiersz Gałczyńskiego, który jest też świetną piosenką(chodzi za mną, gdy tylko wymówię słowa refrenu):
"Ballada o nocy czerwcowej"
Kiedy noc się w powietrzu zaczyna , wtedy noc jest jak młoda dziewczyna
Wszystko cieszy ją i wszystko śmieszy
Wszystko chciałaby w ręce barć
Diabeł dużo jej daje w podarku, gwiazd fałszywych z gwiezdnego jarmarku
Noc te gwiazdy do uszu przywiesza i z gwiazdami chciała by spać
ref.
Ja jestem noc czerwcowa , królowa jaśminowa
Zapatrzcie się w moje ręce, wsłuchajcie się w śpiewny chód ,
Zapatrzcie się w moje ręce, wsłuchajcie się w śpiewny chód...

A tutaj adres do muzyczki:
http://www.youtube.com/watch?v=b_lJj4CUjt4
Sorry, chłopcy śpiewają to za wolno, ale nie znalazłem nic lepszego, choć znałem osoby które śpiewały to super!

sobota, 19 czerwca 2010

Zaproszenie "na pokład"


Raz do roku przechodzi przez Węgorzewo pielgrzymka z Góry Chełmskiej na Świętą Górę Polanowską. Idzie młodzież i idą starsi, czasem rodzice z małymi dziećmi. Każdy niesie jaką intencję, własną lub cudzą.
To takie oczywiste, ale jest jeszcze jeden aspekt, który staje się dla mnie coraz bardziej oczywisty. Pielgrzymka idąca przez takie miejscowości jak Węgorzewo, Maszkowo, Szczeglino, Kościernica czy Nacław jest przejawem ewangelizacji.
Przełamuje pewien schematyzm wąskiego patrzenia na religię, sprowadzający się często jedynie do żmudnego wypełniania coniedzielnych obowiązków. A przecież w chrześcijaństwie jest pasja i radość, są pozytywne emocje, które dają nadzieję i siłę. I właśnie te wartości każdy idący przynosi ze sobą do tych wiejskich środowisk.

Aż trudno uwierzyć, ale mało kto z mieszkańców Węgorzewa czy Szczeglina, był na Świętej Górze Polanowskiej. A jednak to prawda , choć to tylko pół godziny jazdy samochodem!
Gdy kilka lat temu wyruszyłem wraz z nimi z Nacławia do Polanowa zaskoczyła mnie jedna rzecz, dlaczego do pielgrzymki nie przyłącza się nikt z mieszkających na trasie? Owszem w każdej z wiosek ludzie serdecznie podejmują idących i czekają na nich z posiłkiem, ale nie wchodzą "na pokład", nie ryzykują wspólnej żeglugi...
Może już czas to zmienić i zorganizować np. we wrześniu Pielgrzymkę Sianowską?

środa, 16 czerwca 2010

Słuchaj Radia Koszalin


Jednym z niewielu śladów dawnej integracji Pomorza Środkowego, jest wciąż Radio Koszalin. Słychać je nie tylko w Koszalinie, czy Kołobrzegu, ale także w Słupsku i Lęborku.A gdy jadę na południe, to słucham go, aż do Chodzieży.
Dziś miałem przyjemność porozmawiać o Węgorzewie z Panią Redaktor Jaoanną Lejtan (Ci którzy słuchają naszego radia, znają dobrze jej głos). Interesowała ją nasza strona internetowa, blogowanie i wspólne osiągnięcia. Myślę, że ci którzy są zainteresowani reportażem o nas, powinni włączyć radio o 13.30 w niedzielę.

poniedziałek, 14 czerwca 2010

Step by Step


Krok za krokiem pojawia się baner z adresem naszej strony na ścianie frontowej świetlicy. Niby prosta rzecz, a wymaga czasu, ale najważniejsze sprawą jest współpracy wielu ludzi. I o to chodzi, aby zrobić to razem siłami Węgorzewa.
I tak w kolejności: - Mariusz (gruntowanie i szpachlowanie ściany), Krzysiek wraz ze mną (szlifowanie i malowanie podkładu), Arek (projekt), Henryk (szablony i malowanie liter), a jeszcze ktoś dostarczył rusztowania, ktoś je zmontował, ktoś dał deski na platformę ...

A to jeszcze nie koniec, teraz pora na Huberta, który zrobi coś ekstra.

sobota, 12 czerwca 2010

Radew - energia życia



Fajny pomysł miał ten, kto zaproponował "Promienisty Rajd Rowerowy", który miał ściągnąć do Niedalina rowerzystów z wszystkich gmin powiatu koszalińskiego. I faktycznie na festyn "Radew - energia życia" wjechała piękna ekipa na jednośladach, choć nie z każdej gminy. Miło mi donieść, że i gmina Sianów miała swą honorową 3-osobową reprezentację.
Festyn został zlokalizowany w pięknym miejscu, nad brzegiem rzeki, która płynie sobie od j.Kwiecko, do j.Rosnowo i j.Hajka, aby następnie wpaść do Parsęty w Karlinie. Cały ten obszar jest objęty ochroną jako "Natura 2000".
Nasza gmina nie graniczy z gminą Świeszyno, ale jesteśmy przecież w tym samym powiecie, czyli taki wypad jak nasz do Niedalina, powinien smakować jak wizyta u cioci na imieninach.
Fajnie mieć blisko krewnych, do których rowerem dojedzie się w 2 godziny.
Pewnie, że fajnie, ale o więzy rodzinne trzeba też dbać ....

piątek, 11 czerwca 2010

Rzut za 3 pkt


Trzeci raz zjechała do Węgorzewa ekipa z podstawówki ze Szczeglina, aby zaprezentować efekty programu "Etycznie i ekonomicznie". Były wykłady, scenki teatralne i taniec, ale najwięcej emocji zobaczyłem pod koszem do koszykówki. I w lutym, i w kwietniu, i teraz w czerwcu widziałem jak wszyscy ruszają w wolnej chwili pod kosz.Projekt budowy boiska do koszykówki ulicznej, trafił idealnie w to co lubią dzieci.Okazał się naszym rzutem za 3 pkt.
Dziś już wiem, że pomysł z Węgorzewa się spodobał i będzie takich boisk więcej, ale my byliśmy pierwsi. I co ważne zrealizowaliśmy go sami.
I pomyśleć, że jeszcze rok temu w tym miejscu był popękany stary beton i zarośnięta ruina po scenie. A dziś fruwają z piłką do kosza dzieciaki!

środa, 9 czerwca 2010

Litewska księżniczka - 1

Mało kto wie, że każdy może zgłosić wniosek o ustanowienie Pomnika Przyrody. Czyli jeżeli znajdę jakieś stare drzewo, na którym nie ma specjalnej zielonej tabliczki z orzełkiem, to mogę wnosić, że nikt jeszcze nie dostrzegł jego wyjątkowości.
A dalej procedura jest prosta: wniosek z opisem składa się do urzędu gminy, a rada gminy ustanawia go uchwałą.
Najciekawszy jest jednak fakt, że zgłaszający ma prawo do nadania nazwy. Wspaniała sprawa, dzięki której można utrwalić nazwy, dla nas ważne.

Dziś złożyłem wniosek o uznanie naszej potężnej topoli przy stawie za pomnik przyrody. Obwód drzewa to 5 metrów, co pozwala wyznaczyć jego wiek na jakieś 200 lat!
Nadałem mu też nazwę "Topola Aldony Giedyminówny"
A dlaczego tak?
O tym innym razem ...

poniedziałek, 7 czerwca 2010

Zakrzewo księdza Pawła


Czasem warto zboczyć z trasy o te kilka kilometrów i zajrzeć do miejsc w których nigdy się nie było, a o których powinny uczyć się dzieciaki.
Wstyd powiedzieć, ale o Zakrzewie usłyszałem tydzień temu od księdza Pawła Brostowicza. Zaskoczyła mnie jego opowieść o Polakach z Krajny, którzy przed wojną znaleźli się po niemieckiej stronie granicy. Przetrwali min. dzięki księdzu Bolesławowi Domańskiemu, miejscowemu proboszczowi, który ich zorganizował.Ten człowiek z charakterem, zakładał polskie szkoły, banki, doprowadził do powstania Domu Polskiego.W marcu 1938 (!) zorganizował w Berlinie (!) Kongres Związku Polaków w Niemczech na który przyjechało 5000 (!) polskich delegatów.

Wszytko to można znaleźć w Wikipedii, bo na nagrobnym pomniku w Zakrzewie nie ma nic na ten temat. Ale czy to konieczne ?
Człowiek, żyje tak długo jak żyje pamięć o nim, a ja dziś widziałem świeże kwiaty właśnie przy jego grobie, choć zmarł 71 lat temu...

wtorek, 1 czerwca 2010

Samorządowe trzęsienie ziemi

W ubiegłym tygodniu (27 maja) obchodziliśmy XX-lecie powstania samorządu w Polsce i pewnie w tym okresie w Sianowie nie było takiej sesji jak dzisiejsza. Sesja ta bowiem miała burzliwy przebieg, który pokazał jak działa demokratyczna arytmetyka na najniższym gminnym poziomie.
Postaram się przekazać ją beznamiętnie tak jakby zrobił to rejestrator w czarnej skrzynce podczas katastrofy. Kolejność wypadków była taka:
1.Wniosek o wygaśnięcie mandatu radnego Porębskiego (6-za,7-przeciw,2-wstrzymał się).
2.Wniosek o odwołanie Wiceprzewodniczącego Rady radnego Przybyłki (8-za,6-przeciw,1 wstrzymał się).
3.Wniosek o powołanie radnego Grzywacza na Wiceprzewodniczącego Rady(9-za,6-przeciw)
4.Wniosek o odwołanie Przewodnicżącej Rady K.Janowicz (8-za, 7-przeciw).
5.Zgłoszenie rezygnacji Wiceprzewodniczącego Rady radnego Kuligowskiego
6.Rezygnacja części komisji skrutacyjnej i 6 radnych wychodzi z sesji.
7.Wybór radnego Grzybowskiego na Przewodniczącego Rady (8-za,1-przeciw,0-wstrzymał się)
8.Odwołanie Wiceprzewodniczącego Rady radnego Kuligowskiego (8-za,1-przeciw)
9.Wybór nowej Wiceprzewodnioczącej Rady radnej Banaszkiewicz.

Jako sołtys jestem tylko obserwatorem, tego co się dzieje na sesjach Rady Gminy.Głos decydujący ma 15 radnych i to oni w głosowaniach dokonają rozstrzygnięć.Zasada jest prosta, kto ma większość,ten rządzi, czyli w praktyce, aby rządzić potrzeba 8 radnych.

sobota, 29 maja 2010

Dom na rozstaju


Jakiś dobry duch czuwa na Polickiem.
Zachował się stary dwór, choć powinno go już nie być, bo taki los spotkał własność PGR-ów. Pojawił się Jerzy Bokiej ze swą artystyczną duszą, który przyprowadził tu teatr. A teraz ten szchulcowy dom z Mścic, który cudem odnalazł swe miejsce na rozstajach dróg...
Ciekawa sprawa, stoi sobie w tym miejscu od ubiegłoroczej jesieni, a wygląda jakby był tu od 200 lat!

środa, 26 maja 2010

Zaproszenie na sobotę

Nie zaliczyliście w tym roku jeszcze majówki?
No to macie ostatnią szansę, szykujcie rowery!

Zapraszam wszystkich na imprezę "Rowerem do Sianowskiej Krainy w Kratkę".Spotykamy się w sobotę 29 maja tradycyjnie w Sianowie na Skwerze Papieskim od 10.30 Start: 11.00 (Z tego co wiem ekipa z Koszalina startuje do nas o 10.00 spod amfiteatru, więc możecie zabrać się z nimi)
Trasa: Sianów-Kłos-Maszkowo-Trakt Rybogryfa-Policko-Węgorzewo-Sianów.Piękna trasa, która stanowi mało znane i łatwe południowe obejście Góry Chełmskiej.
W programie mamy oczywiście zwiedzanie ciekawej architektury, tym razem będzie to świetna rekonstrukcja domu ryglowego przeniesionego do Policka z Mścic. W Węgorzewie natomiast czekać będzie na nas ognisko z poczęstunkiem,a także konkurs rzutów wolnych do kosza z nagrodami.
Powrót do Sianowa między 16-tą a 17-tą.

poniedziałek, 24 maja 2010

Kierunek Ystad: Wallander


Mam dobrą informację dla miłośników szwedzkiego komisarza Kurta Wallandera, od dziś mogą się wybrać do Ystad,(gdzie jak wiadomo toczy się akcja filmu), bezpośrednio z Węgorzewa.
Wystarczy jadąc rowerem trzymać się świeżo namalowanych znaków "Bike the Baltic".Trasa zaprowadzi nas do Kołobrzegu, skąd popłyniemy na duński Bornholm. Tam znów te same znaki oprowadzą nas po wyspie i umożliwią dotarcie do portu w Ronne, skąd tylko skok do szwedzkiej Skanii.
Malmo, Lund, Ystad rowerem ? Dlaczego nie ?
To teraz prawie jak wyjazd do sąsiedniego województwa
.
Wystarczy wsiąść na rower, w razie czego Kurt Wallander przyjdzie z pomocą...

sobota, 22 maja 2010

Maj wyświęca ogrody


Mam w sadzie 28 jabłoni i dziś każda z nich wygląda jak panna młoda.

"Brnąłem do ciebie maju
Przez mrozy i biele
Przez śnieżyce i zaspy
I lute zawieje
Przez bezbarwne szpitalne
Korytarze stycznia
W tych korytarzch słońce
Gasło ustawicznie

A teraz maj dokoła maj
Wyświęca ogrody

I cały ja i cały ja
Zanurzony w jordanie pogody
A teraz maj i maj i maj
Dokoła się święci

Od wonnych bzów szlonych bzów
Wprost w głowie się kręci"

A tu można posłuchać jak to śpiewa SDM:
youtube.com/watch?v=kn0zy6Ked5k

czwartek, 20 maja 2010

Westmeni na rowerach


Spotkałem dziś w Koszalinie dwóch Niemców, którzy dzielnie trawersowali miasto na załadowanych rowerach. Pierwszy raz natknąłem się na nich przy wjeździe od Szczecina, gdy zauważyłem ich w sznurze samochodów. Drugi raz na wysokości ratusza jadących wraz z samochodami, głównym nurtem Zwycięstwa. Postanowiłem zaczekać na nich przed Pocztą Główną i dowiedzieć się ki czort, tak desperacko pcha się przez miasto.
Przeczucie mnie nie myliło i okazało się, że to nasi zachodni sąsiedzi. Dwaj fajni ludzie którzy postanowili przebyć trasę od Niemiec do Tallina w Estoni, szlakiem miast należących kiedyś do Hanzy. Ich wyprawa nazywa się "Hansetour 2010". Jak na prawdziwych westmenów przystało, mieli nie tylko ekstra sakwy, ale w nich laptopa na którym piszą na bieżąco korespondencje do internetu. No i oczywiście jest stronka:www.rad-und-tat-owl.de
Na początku, gdy ich zobaczyłem, to zrobiło mi się ich żal, że przez to miasto muszą się z takim trudem przebijać, że nie ma w centrum żadnej ścieżki dla rowerów. Ten kto był na Zachodzie, ten wie, że drogi rowerowe w aglomeracjach to standard. A tu centrum 100-tysięcznego miasta zawłaszczone przez rwący samochodowy nurt, gdzie rowerzysta jest intruzem !
Ale teraz, gdy sobie o tym myślę, to bardziej żal mi tych ludzi, pozamykanych w metalowych puszkach, których głównym pragnieniem wydaje się, zamiana starego samochodu na nowszy model.

wtorek, 18 maja 2010

Lapidarium - brama do Vangerow

Porozrzucane niemieckie nagrobki na starym cmentarzu w Węgorzewie czekają cierpliwie na swoje miejsce wśród nas.
Ktoś kiedyś zdewastował ten cmentarz i ograbił to miejsce z godności. I nie ważne już teraz dlaczego to zrobiono. Ważne by TERAZ temu miejscu przywrócić wymiar sakralny, bo przecież tam wciąż leżą ludzie. Ludzie którzy nam osobiście nic nie zawinili, a którzy sadzili te NASZE przydrożne lipy, którzy uprawiali NASZE pola, dbali o NASZE domy.

Dziś z rana spotkałem się z Burmistrzem Ryszardem Wątrobą, aby porozmawiać o dofinansowaniu budowy lapidarium na węgorzewskim cmentarzu. Postanowił wesprzeć nas kwotą 2 tys. złotych.

To ważny gest, ale ważniejsze jest, abyśmy prace wykonali sami, bo w ten sposób mamy szansę wyciągnąć rękę do tych, którzy zostawili TU swych bliskich. Dopiero wtedy będziemy mieli prawo powiedzieć, że Vangerow jest częścią Węgorzewa.

sobota, 15 maja 2010

Zimna Zośka


Tym razem "zimni ogrodnicy" nie poczynili szkód w ogrodnictwie, ale zwarzyli nieco temperaturę imprezy plenerowej w Sianowie. Piszę nieco, bo członkowie zespołów śpiewających dziś, mimo zimna i mżawki, to ludzie mający gorące serca.Także nasz "Złoty Dukat" już po raz drugi wsparł swym udziałem parafiadę, której celem była zbiórka funduszy na remont głównego kościoła w Sianowie.
Cieszy mnie fakt, że jest ruch wokół kościoła nie tylko w niedzielę, że otwarta zakrystia, jest pełna ludzi szykujących się do występu, że otoczenie wypełnia ludowa muzyka. Łatwiej tam trafić na fajnych, ciepłych ludzi niż na zimne Zośki.

Prawdziwa wspólnota nie pojawia się tylko od święta, prawdziwa wspólnota nie chodzi w garniturze wyszukanych słów, prawdziwa wspólnota nie uprawia milczących rytuałów.
Wspólnota pojawia się wtedy, gdy ludzie szukają się nawzajem, aby dzielić się swą radością.