wtorek, 31 sierpnia 2010

Absmak

Oglądam koncert z Gdańska na XXX-lecie powstania "Solidarności". Transmisję realizuje, a jakże 1 program TVP, czyli nasza telewizja publiczna.Piosenkarze, poeci z całego świata śpiewają i mówią wzniosłe rzeczy. Widowisko ma kunsztowną oprawę, oglądają go tłumy tam na miejscu i przed telewizorami jak sądzę też.
I tak mniej więcej w połowie, gdy na scenę wychodzą ludzie pochodzący z krajów ogarniętych wojną lub żyjących pod dyktaturą, by powiedzieć o tym jak dla nich jest ważna NASZA SOLIDARNOŚĆ Z NIMI....nagle PAC!
.... lecą reklamy i mamy przerwę na: żel pod prysznic, gripex, wiejskie ziemniaczki, espumisan na wzdęcia, paradontax, nescafe i inne niezbędne do życia gadżety.
W sumie ponad 20-tu reklamodawców skutecznie odcięło nas od usłyszenia głosu tych, którzy potrzebują pomocy TERAZ: podczas wojny domowej w Sudanie, albo gnębienie przez reżim Castro na Kubie.

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Mister Huu Lu


To nasz nowy przyjaciel, Wietnamczyk z Bornholmu, który sprawił swą serdecznością, że uśmiechamy się ciepło, gdy wspominamy wczorajszą wizytę w jego domu. Dziś przyjechał pożegnać się z nami i odprowadził nas na rowerze do garnic Aakikerby.
Wracamy do Polski tak jak się wsiada do pociągu do Szczecina, bez kontroli celnych, paszportowych. A w Wietnamie wciąż rządzą komuniści i On nie może ot tak sobie wrócić. Zapomnielismy już jak to było, zapomnieliśmy już ile upokorzeń trzeba było znieść, aby dostać paszport i przejść kontrolę celną na granicy choćby z NRD.
Teraz mamy Schengen i martwimy się jedynie tym, że nie zarabiamy tak jak Niemcy czy Francuzi.Co nas obchodzą komuniści?
A przecież dobrze jest wracać do domu. Dobrze jest mieć dom. Każdy by tak chciał, ale nie każdy może.

sobota, 28 sierpnia 2010

Dunski standard


To co w Danii jest norma, w Polsce jest fanaberia.
Np. stojace przy drodze kramiki, ktorych nikt nie pilnuje. A tam stoi sobie miod lub jakies warzywa, albo pamiatki. To kosztuje 40 koron, tamto 20 lub 10. Podoba ci sie? No to wrzuc do sloika kase i bierz. Nikt nie pilnuje, wlasciciel siedzi sobie gdzies tam w domu. Samoobsluga oparta na wzajemnym zaufaniu. Zaufaniu, ze zaplacisz, wiecej, ze nie zabierzesz tej kasy, ktora zostawili w sloiczku inni.
Np. masz ochote pojechac gdzies rowerem i chcesz zabrac go autobusem (bo po co zapychac 30km, aby sie wydostac z miasta). No problem, kazdy "zwykly PKS" na tutaj z tylu statyw na rowery. Kladziesz je tam i jazda .... Po godzinie wysiadasz i wracasz sobie do domu.
Np. chcesz pojsc do kosciola w niedziele, a jestes cudoziemcem? No problem, w kazdej informacji znajdziesz folder zawierajacy zestwienie wszystkich mszy z godzinami, w kosciolach katolickich w calym kraju. A w Polsce trudno jest mi ustalic jakie sa ich godziny tylko w samym Koszlinie.
Np. wlasnie zaczal sie rok szkolny i zaskakuje mnie ilosc rowerow pod szkolami.Przy nich zadaszone parkingi, gdzie mozna je zostawic. Przyklad idzie z gory, a kto z polskich nauczycieli jezdzi do szkoly rowerem ?
Moge podac jeszcze inne przyklady, jak ta biblioteka w Åakirkeby otwarta w sobote, gdzie pisze tego bloga 120 km na polnoc od Wegorzewa. Taki jest Bornholm, ktory wprowadza pozytywny dysonans w moim obrazie swiata od trzynastu lat. Od czasu, gdy pierwszy raz odkrylem go jako rowerowy raj. No bo przeciez mozna lepiej zozganizowac swiat wokol siebie. Bo jesli im sie udalo, to dlaczego nie nam?
Nie chce pastwic sie nad naszym krajem, chce tylko podpowiedziec, gdzie szukac dobrych wzorow. Jak dla mnie, dunski jest synonimem polskiego wzorowy.

sobota, 21 sierpnia 2010

Trzy wesela i priorytet


Rzadko się zdarza, aby w miejscowości takiej jak Węgorzewo, trzy młode pary wybierały się do ślubu tego samego dnia. A tak właśnie było dzisiaj, co należy uznać za fakt wyjątkowy w historii naszej miejscowości.
Na ślub Weroniki i Mariusza dostałem zaproszenie i było mi miło patrzeć, jak ten niewielki kościółek przydaje się im i zaproszonym gościom. Wydaje się to takie banalne, bo on jest, ale gdyby go nie było?
I jeszcze jedno, gdy tak staliśmy w kolejce do życzeń, pierwszy raz zauważyłem, że tam nad wejściem pod szczytem, jest wyryta data 1986. Znak, że w tym roku, w środku komuny Jaruzelskiego, ludzie z Węgorzewa zbudowali sobie kościół. Wybrali sobie taki priorytet na ten czas.
A ja dziś rzutem na taśmę, wysłałem list do Niemiec, z informacją dla byłych mieszkańców o stanie prac przy lapidarium. Napisałem im szczerze, że zostaliśmy sami, bez obiecanych 2 tys z gminy. I poprosiłem o wsparcie finansowe, jeśli zechcą się przyłączyć do nas.
Bo dla mnie TA sprawa jest priorytetowa i dlatego szukam wsparcia wszędzie.
To fakt, nawet list wysłałem priorytetem .....

piątek, 20 sierpnia 2010

Zapach koni o zmierzchu


"Fantazja" i "Felicja" zawitały dziś w nasze progi. To dowód na to, że wraca do Węgorzewa dobra tradycja jeżdżenia wierzchem. Zawdzięczamy to Hubertowi, który założył stajnię i wypuszcza się coraz częściej w teren.
Ale, ale, nie wystarczy mieć fantazję, trzeba jeszcze mieć szczęście. A kto nie wierzy niech zajrzy do Wikipedii i sprawdzi ... co oznacza "Felicja"

czwartek, 19 sierpnia 2010

Trudne momenty

Miałem dziś wyjątkowo trudne momenty, które uzmysłowiają mi, że są ludzie, którzy mój spokój i opanowanie, biorą za słabość. Czasami jest tak, że dla "świętego spokoju", rezygnuje się ze swoich praw. Niestety na tych ludzi to nie działa pojednawczo tylko dalej dążą do zdominowania nas i podporządkowania swojej wizji.
I wtedy pozostaje tylko wojna, aby obronić swoją autonomię.
Teraz zaczynam doceniać słowa wypowiedziane w 1939 roku przez Józefa Becka: "My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę"

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Tajemnicze Nicemino


Jest takie piękne jezioro w potężnych lasach za Kościernicą, do którego trudno trafić.
Ale warto !

piątek, 13 sierpnia 2010

Spadek po "Violinie"


Trudno to może zrozumieć komuś z zewnątrz, ale samo śpiewnie czy granie bez odpowiedniego stroju, jest jak obraz bez ram.I choć same ramy nic nie znaczą, to bez nich jest brak równowagi, miedzy widzem a autorem.
Mamy nowe kamizelki dla mężczyzn, dobrze uszyte, dobrze leżą.
Dlaczego takie, bo takie kiedyś miał węgorzewski zespół "Volina".
Opowiedział mi dziś Izydor Jakubowski, że w 1984 roku ten zespół działający przy Wiejskim Domu Kultury obchodził dziesięciolecie. I choć niedługo potem przestał śpiewać, to co może być lepszego od sięgnięcie po wzór stroju stąd, z miejsca w którym mieszkamy.
Bo ile miejscowości ma takie tradycje jak Węgorzewo? No ile?

Jest w tym jakiś uśmiech losu, że po 25-ciu latach czterech facetów ze "Złotego Dukata" nosi się tak jak ich poprzednicy z "Violiny".
I to jest właśnie prawdziwa odnowa wsi, sięganie po wzory z przeszłości, z własnej przeszłości.

wtorek, 10 sierpnia 2010

Znalezisko


Krok po kroku posuwamy się do przodu. Zaczęliśmy dziś plantowanie terenu pod lapidarium. Koparka i operator z Węgorzewa, zupełnie bezinteresownie.
W lipowej alei, na wprost obelisku z I wojny, zaintrygował Tomka niewielki metalowy przedmiot. Po podważeniu okazał się potężną żeliwną płytą, która wdeptana w ziemię zachowała się nie naruszona. Na jej odwrocie znaleźliśmy pisane gotykiem inskrypcje.
Zaczyna to przypominać grę w puzzle, kolejny element układanki wraca na swoje miejsce...

piątek, 6 sierpnia 2010

Czarownice z Rekowa


Zaśpiewaliśmy dziś na zlocie czarownic w "Bajkowym Rekowie".
Ciekawe miejsce, w którym widać, że są tam ludzie, którzy mają nowe spojrzenie na wieś.
Takie festyny mają to do siebie, że pozwalają wydobyć z ukrycia prostych ludzi, którzy łakną muzyki i zabawy. Potrafią też zaskoczyć swą samoorganizacją i pomysłowością. Cały czas twierdzę, że obecna wieś potrafi się lepiej zorganizować niż większość osiedli w dużych miastach.
I nie trzeba do tego czarów, potrzeba wiary i wyobraźni.

środa, 4 sierpnia 2010

Tam do Kata !


Tam do Kata, wysłali dziś Dukata !
Prawda to czy fałsz?

Prawda. Nasz zespół "Złoty Dukat" nagrywał dziś w "Domku Kata" utwór na płytę, którą wyda starostwo dla wybranych zespołów.
Nieskromnie powiem, że wyszło świetnie. Dobra akustyka, dobry realizator dźwięku, dobre mocne głosy i ta słowacka piosenka poszła jak burza.
Ewa i Beata zaśpiewały początek "Na Orave dobre" na głosy (a pomysł tego pojawił się ledwie co wczoraj). I pokazały, że potrafią pięknie razem się usłyszeć.

Chyba czas szykować się do turnee po Słowacji i pokazać jak można śpiewać ich lidovki !

poniedziałek, 2 sierpnia 2010

Paryż-Warszawa '44


Ściągam dziś flagę, którą powiesiłem 1 sierpnia i biorę do ręki "Dni walczącej stolicy". Ta kronika Powstania Warszawskiego, którą czytam od wczoraj, zaczyna mnie wciągać coraz bardziej.
Pamiętam jak przed wielu laty, nagle dotarł do mnie fakt, że w tym samym czasie co w Warszawie w sierpniu 1944 r wybuchło również powstanie w Paryżu. To w Warszawie wybuchło 1 sierpnia, a to w Paryżu 19 sierpnia. Co ciekawe Francuzi nie konsultowali swoich planów z dowódcami wojsk amerykańskich, podobnie jak Polacy, z dowódcami wojsk sowieckich.
W tym miejscu podobieństwa się kończą, bo amerykański generał Eisenhower zmienił plany i wysłał na pomoc Paryżowi dywizję pancerną. 25 sierpnia miasto było wolne.
Wojska sowieckie natomiast, nagle 16 września zaprzestały aktywności na przedpolu Warszawy, zostawiając polskich powstańców sam na sam z wojskiem niemieckim. Najbardziej widoczna jest sowiecka perfidia, w braku zgody na lądowanie alianckich samolotów, które latały z zaopatrzeniem do Warszawy....z lotnisk włoskich. Po dokonaniu zrzutu, musiały wracać bez lądowania znów do Włoch, narażone na ostrzał. A sowieckie lotniska były oddalone od Warszawy o stokilkadziesiąt kilometrów....

I dlatego Paryż po 7 dniach powstania był wolny, a Warszawa po 63 dniach powstania musiała upaść.

piątek, 30 lipca 2010

Miodowe lata


Lubczyk, oregano, macierzanka, mięta, szałwia, bazylia, lawenada to zapachy i smaki projektu "Czym pachnie łąka?", który w lipcu realizowały dzieciaki w naszej bibliotece.
Fajnie, że lubią tam przychodzić. Fajnie, że czują się tam jak u siebie.
Kiedyś te zapachy i smaki, będą wspominać jako swoje najlepsze miodowe lata.

czwartek, 29 lipca 2010

Witamy na pokładzie

Czwarty raz spotykamy się na starym cmentarzu, aby dokładnie zinwentaryzować jego zasoby. Brzmi to ładnie, ale w praktyce oznacza targanie i przewożenie granitowych i piaskowcowych pozostałości, które ciężko jest podnieść i przewieźć dalej.
Cieszy mnie najbardziej to, że dziś udało się odkryć kilka płyt, na których zachowały się nazwiska. A wydawało się, że tam już nic nie ma.
Cieszy mnie też, że do naszej trójki doszedł dziś Jakub. Zamieszkał w Węgorzewie z rodziną dopiero dwa tygodnie temu, a już dziś przyszedł pomóc nam w pracy.
Witamy na pokładzie !

wtorek, 27 lipca 2010

Slap


Zanim jeszcze na dobre osiedliłem się i zostałem sołtysem, przez dobrych kilka lat nosiło mnie po świecie nie tylko na nogach, ale też na kajakach. Dzięki nim miałem sporo adrenaliny, na różnych rzekach, w różnych górach Europy.
Dzięki nim poznałem też swoich najlepszych przyjaciół. Takich ludzi o których wiesz, że gdy trzeba to skoczą w nurt rwącej rzeki, aby cię ratować...
Ciekawa sprawa, jak te przyjaźnie są trwałe. Dziś odwożę Zibiego z synem na spływ i uświadamiam sobie, że nasz pierwszy spływ był 25 lat temu. To była Radew i dwa składane kajaki, które przywieźliśmy maluchem z przyczepą...
Slap w terminologi kajakrstwa górskiego oznacza mały wodospad.Rzeka w tym miejscu zwęża się i przyśpiesza, spadając w dół z łoskotem. Jest to miejsce które mi dostarcza zawsze skrajnych emocji. I lęku i pragnienia, aby się z nim zmierzyć.
Myślę, że w naszym życiu też są takie przewężenia czasoprzestrzeni, gdy nurt zdarzeń przyśpiesza i stajemy przed próbą. Sami.
Ważne, aby się nie dać przestraszyć.

czwartek, 22 lipca 2010

Kim był Adolf Mann ?


Dziś drugi dzień przeczesywania rumowiska na starym cmentarzu ewangelickim. Tym razem jest nas już trzech, dołączył do nas Krzysiek Jakubowski. Łatwiej jest podnosić niezwykłe piaskowcowe pnie.Ciekawe ,że większość z nich różni się drobnymi detalami, czego nie dostrzega się od razu.
Największe odkrycie czekało jednak na nas potem. Przy podnoszeniu niepozornej betonowej płyty, naszym oczom ukazał się nieoczekiwanie widok zachowanej na jej spodzie inskrypcji:
Adolf Mann ur.16.10.1852 zm.15.6.1932
Gdy wieczorem z Basią idziemy węgorzewską lipową aleją, zapach oszałamia....
A ja uświadamiam sobie, że ten odkryty przez nas dziś człowiek, musiał być przy tym, jak te lipy były sadzone.
Każdy z nas pragnie, aby po nim coś zostało. I choć nic nie wiemy o Adolfie Mannie, to jednak mam wrażenie, że zostawił nam po sobie ten zapach.

środa, 21 lipca 2010

Pierwszy dzień z Vangerow


Zaczynamy dziś we dwóch z Tomkiem Hajdasem prace nad lapidarium.Przez prawie dwie godziny wydobywamy z ziemi najciekawsze pomniki i zwozimy je obok obelisku.
Czasami praca ta przypomina wykopaliska, bo wiele płyt jest zagrzebanych w ziemi.
Wiele pomników ma potężne granitowe podstawy, które trudno dźwigać.I jeszcze ten potworny upał mimo cienia drzew...

A jutro kolejny dzień, będziemy dalej szukać prawdy o Vangerow i o nas samych...

niedziela, 18 lipca 2010

A to pech


Są różne odmiany pecha.
Można zaparkować pod niewłaściwym drzewem w niewłaściwym czasie.
Tak bywa. To jeszcze nie jest tragedia. Skasowany samochód można odkupić.
Gorzej, gdy ma się pecha do ludzi - skasowanego życia nie można powtórzyć.

piątek, 16 lipca 2010

Prorocze sny

Nie wiem jak to jest, ale zdarza mi się zajrzeć w przyszłość. Pewnych rzeczy nie można przewidzieć, spadają na nas znienacka, a mimo to po kilku lub kilkunastu godzinach symbole ze snu stają się faktem.

Tak było i dziś: o bulwersujących informacjach, które dotarły do mojej świadomości po południu, wiedziałem już w nocy, gdy moja podświadomość odbierała nieprzyjemne symbole.
Problem w tym, że ze snem niewiele można zrobić, klucz do jego rozkodowania, jest dopiero w drodze. Ta specyficzna układanka jest zrozumiała wtedy, gdy fakty się wydarzą.

środa, 14 lipca 2010

Hamakowanie z Bedrzichem


Temperatury wciąż śródziemnomorskie, każdy szuka cienia. Teraz łatwiej zrozumieć dlaczego na południu Europy przerywa się pracę w południe i są 2 lub 3 godziny przerwy.
Hiszpanie i Włosi mają sjestę, a my z Bedrzichem mamy hamakowanie.