piątek, 26 lutego 2010

Niezwykłe deputaty

Luty to miesiąc, w którym sołtysi wcielają się w rolę listonoszy, bo mają za zadanie roznieść nakazy podatkowe, które gmina wystawia wszystkim posiadaczom nieruchomości. Do tych, którzy mieszkają w miejscowościach wyruszają sołtysi, do zameldowanych gdzie indziej, wysyłane są one pocztą.
Przypomina mi to kolędowanie, ponieważ wejście do cudzego domu nie kończy się często na zwykłym podpisaniu kwitu, ale jest okazją do osobistej rozmowy o problemach ludzi i Węgorzewa.
Jest to niepowtarzalna okazja, aby się lepiej poznać. Rozkładam sobie więc te wizyty na kilka dni.
I tak chodząc sobie od domu do domu natrafia człowiek na różne pokusy....

A to faworkami poczęstują ("Piotrze masz szczęście, akurat smażymy") , albo tortem bezowym ("Żona miała urodziny"), skuszą marynowanymi śledziami ("A wie Pan, że właśnie zrobiłam"), będą czarować murzynkiem ("Chyba nie wyszedł mi"), zanęcą zapachem ciasta z jabłkami ("Zje Pan z nami ciasto?"), lub podsuną pierogi z kapustą i grzybami ("Jadł Pan obiad?"), no a jak uciec przed zapachem świeżej blachy ciasta drożdżowego, to przecież czysta poezja ("Musicie poczekać, za chwilę będzie").
Dziękuję tym wszystkim, którzy stawiali przede mną szklanki gorącej herbaty, filiżanki kawy lub kusili (skutecznie).... szklaneczką anyżówki z lodem. Dziękuję Wam, że zaprosiliście mnie do stołu, bo łatwiej było iść dalej...

Te wszystkie niezwykłe deputaty, to dla moich zmysłów specyficzna podróż przez Węgorzewo, która kojarzyć mi się teraz będzie z zapachami i smakami odwiedzonych domów.

środa, 24 lutego 2010

Szymon Hołownia Superstar


Byliśmy dziś z Beatą w Koszalinie na spotkaniu z Szymonem Hołownią, młodym dziennikarzem, któremu popularność przyniosła otwartość w wyznawaniu publicznie swojej wiary.
Przyszły tłumy, których nie potrafiła pomieścić sala d.biblioteki wojewódzkiej.
Na czym polega fenomen Hołownii?
Pierwszym sygnałem jest audytorium, dominują młodzi ludzie, obok widzę dziewczyny nagrywające słowa Szymona o Bogu i wierze na telefony komórkowe...
Znak czasu ?
Nie chodzi o to, że tam na scenie siedzi telewizyjny celebryta, chodzi o to, że znalazł nowy język - klucz do mówienia o kościele.
Język żywy, pełnokrwisty w którym czuć, że Bóg żyje, Bóg żyje obok Ciebie na twojej ulicy. Jego jego rozmowa ze słuchaczami nie ocieka tą religijną wzniosłą słodkością, która zbyt często wypełnia niedzielne kazania.

Wypełniona sala wybucha śmiechem co jakiś czas i nie ma w tym żadnego zgorszenia, tylko jest nowy model komunikowania się z członkami tej samej wspólnoty. Bo przecież ci wszyscy młodzi wiekiem i pozostali (młodzi duchem), są wierzącymi, którzy nie wstydzą się swojej wiary, ale potrzebują, aby dostrzec ich inną wrażliwość religijną.
Potrzebują wspólnoty, która będzie mówiła ich językiem.

Jako ostatniemu udało mi się zadać pytanie Szymonowi Hołownii:
"Co jest według Pana największym problemem współczesnego kościoła w Polsce ? "
Odpowiedział:
"Problem z komunikacją"

wtorek, 23 lutego 2010

Jak odnaleźć królową


Mieliśmy dziś w Węgorzewie szansę uczestniczyć w wykładzie o planowaniu finansów osobistych, realizowanych w ramach projektu "Etycznie i ekonomicznie" przez Szkołę Podstawową ze Szczeglina.
Dla mnie jednak odkryciem było przedstawienie wystawione przez uczniów tej szkoły, gdzie rewelacyjnie rolę królowej zagrała Natalia.Kto nie widział niech żałuje !
Rośnie nam tu talent, ktoś kto potrafi naprawdę przekazać emocje!

Takie małe pytanko mi się ciśnie na usta, czy w innej szkole jej edukacja byłaby bardziej wszechstronna, czy też mniej ?
Mam warażenie, że wiejska szkoła z dobrą kadrą nauczycielską potrafi odkryć więcej talentów u dzieci niż niejeden szkolny moloch w mieście...

wtorek, 16 lutego 2010

Więcej światła !

Odbyłem dziś spotkanie z Panem Bruskim, projektantem, który ma przygotować dokumentację przebudowy lokali socjalnych i świetlicy. Można powiedzieć więc, że sprawa ta wkroczyła w fazę realizacji, ale jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach.
Problem w tym, że zależy mi, aby przybudowa była kompletna i objęła nie tylko rozdzielenie lokali socjalnych i świetlicy, ale też wybicie nowych okien.
O tych oknach mówię otwarcie od lipca 2009. Sprawa ważna, bo jedyne okna na sali świetlicy wychodzą na północ i tam nigdy nie zagląda światło !
A świetnie doświetlona ściana obok jest ... ślepa !

Gdy były pieniądze na wymianę okien na jesieni, mówiłem o tym, ale wtedy obiecano mi załatwić sprawę przy okazji robienia nowego projektu przebudowy.
Walczyłem, aż do grudnia w gminie o kasę na projekt i kiedy w końcu się udało zdobyć na ten cel 15 tys zł, to się dowiaduję, że na zaprojektowanie dodatkowych dwóch okien może jej nie starczyć !

Potrzebujemy więcej światła i to nie jest żadna fanaberia, tylko standard dla placówek takich jak świetlice !

czwartek, 11 lutego 2010

Rzeżyca = Rezekne


Dziś odbyło się uroczyste podpisanie umowy o współpracy Sianowa z łotewskim Rezekne. Ciekawostką jest fakt, że wsród delegacji łotweskiej są nauczyciele szkoły polskiej, która właśnie tam działa.
No, ale skąd tam Polacy , bo to, że są na Litwie, Białorusi czy na Ukrainie jest oczywistością, ale tam ?
Wiekszość Polaków na Łotwie zamieszkuje na terenie Łatgalii obszaru, który należał przed rozbiorami do Rzeczpospolitej pod nazwą Inflantów Polskich. Tak więc wpływy polskie z XVI - XVIII w wciąż są widoczne i to pomimo rozbiorów, rusyfikacji i czystek sowieckich. Coś niesamowitego!
Szacunek dla tych którzy w takim odewraniu od kraju potrafili zachować język i poczucie przynależności do narodu polskiego.
Warto też uświadomić sobie, że istnieje polski odpowiednik nazwy Rezekne, którym jest Rzeżyca, a jak się dziś przekonałem, to nikt z Sianowian o nim nie słyszał.
A szkoda, bo jest to stara nazwa historyczna i warto dbać o ten ślad polskości, który świadczy o naszej wiekowej tam obecności.

Przecież nikogo nie razi, gdy używamy nazwy Paryż, a nie francuskiej Paris, albo mówimy Rzym, a nie Roma. Natomiast razi mnie szczególnie obecna nazwa dawnego Koenigsberga, czyli obecnego Kaliningradu. Polacy przez całe stulecia używali nazwy własnej Królewiec dla stolicy Prus Wschodnich. I bardzo dobrze, ale potem przyszli Sowieci i narzucili nam nazwę utworzona od jakiegoś komunistycznego aparatczyka Kalinina, któremu się akurat zmarło w 1946 r.
Podobnie zrobili np. z Katowicami, które w 1953 r zamienili na Stalinogród.
Ale czasy stalinowskie się skończyły, komunim upadł, sowieckie wojska z Polski dawno wyjechały, a ten.... koszmarny Kalinin wiecznie żywy.
Dosyć tego!
Niech sobie Rosjanie mówią Kaliningrad, niech Niemcy mówią Koenigsberg, a my trzymajmy się Królewca, bo nie mamy powodu by czcić towarzysza Kalinina, który był odpowiedzialny za wiele masowych zbrodni.Ten człowiek był członkiem sowickiego politbiura i jego podpis widnieje na decyzji o zamordowaniu polskich oficerów w Katyniu.

środa, 10 lutego 2010

Malarz z Węgorzewa


W Centrum Kultury 105 (rozpoznawalnym bardziej jako kino Kryterium)od wczoraj można zobaczyć wystawę "Zabytkowy Koszalin", na której prezentuje swoje obrazy Henryk Maciejwski. Ciekawe prace pokazuję kilka magicznych fragmentów miasta, gdzie przedwojenna architektura wciąż urzeka swym kolorytem ...
To już druga wystawa węgorzewskiego malarza, którą mam okazję oglądać, bo rok temu w tym samym miejscu prezentował "Pałace i dworki". A z tego co wyczytałem to pracuje już nad trzecią, której tematem będą "Motywy Warszawskie"

A tak na marginesie, można sobie mieszkać "za górami i lasami" i malować Warszawę, a można mieszkać w Warszawie i być zadufanym prowincjuszem, bo prowincja to nie jest pojęcie geograficzne tylko psychologiczne...
Warto o tym pamiętać i nie mieć kompleksów, tylko robić swoje!

poniedziałek, 8 lutego 2010

Kalesony sołtysa

Pierwsza rzecz która zrobiłem 3 lata temu, gdy zostałem sołtysem to był zakup porządnej bielizny męskiej.
Zaraz po wyborach zostałem wrzucony na głęboką wodę, gdy wraz z kwitariuszem nakazów podatkowych, musiałem wyruszyć, aby rozdać druki mieszkańcom (co wydawało się banalnie proste...)
Miałem mgliste pojęcie o tej sprawie, które wyprostował szybko zimny przejmujący wiatr, który wraz z mrozem przeszywał na wylot. Jeśli dodać do tego wieczorny zmrok i brak mojej znajomości wiejskich podwórek, na których w ciemnościach ujadały niewidoczne psy, to można sobie wyobrazić jak sympatycznie rozpoczynałem poznawanie Sołectwa Węgorzewo...
Niby prosta rzecz: idziesz do kogoś a on podpisuje i już, i następny.
No tak, ale numeracja na wsi to potrafi być niezły labirynt, który powstawał lata całe. Gdybym choć jeszcze kojarzył nazwisko adresata, ale taki: "dwutygodniowy sołtys", to nawet nie rozpoznaje wszystkich twarzy swoich mieszkańców.

I choć już po raz czwarty występuję w roli listonosza, to nie pamiętam za dobrze ani drugiego, ani trzeciego roznoszenia, tylko ten pierwszy łyk władzy sołeckiej, który pokazał mi, gdzie raki nie zimują...

piątek, 5 lutego 2010

SOS - PKS - GPS

Dzwonią do mnie ludzie w sprawie kierowców autobusów, którzy grożą, że nie będą wjeżdżać do Węgorzewa, jeśli przystanek nie zostanie odśnieżony.
I co ja mam powiedzieć ?
No cóż, chyba należy uświadomić mieszkańców, że za drogi odpowiada kilka instytucji (czego świadomość przeciętnemu zjadaczowi chleba nie jest potrzebne do szczęścia, chyba, że jak teraz jest tego śniegu za dużo).
Tak więc za drogę asfaltową Sianów-Węgorzewo nie odpowiada burmistrz Sianowa...ale Powiat Koszaliński. Ale na przykład za drogę z Maszkowo-Szczeglino odpowiada już Województwo Zachodniopomorskie. I dalej, żeby było jeszcze trudniej za drogi w Węgorzewie np. do kościoła lub z przystanku w kierunku stawu odpowiada ...Gmina Sianów.
I tak jedzie sobie wczoraj pług przez Węgorzewo, i zatrzymuję go, aby odrzucił śnieg przy przystanku PKS i za sklepem, aby mógł nawrócić autobus.
I co ? I nic ! Bo on jest z powiatu, ma w samochodzie GPS i nie wolno mu zjeżdżać z trasy... Szok!

niedziela, 31 stycznia 2010

Swing Craze w Szczeglinie


No to sobie potańczyłem ... swinga, co muszę uznać za fajny pomysł na czas karnawału. A wszystko to dzięki zaproszeniu jakie dostałem na warsztaty tańca, które odbywały się wczoraj i dziś w szczeglińskiej podstawówce.
Warsztaty te są częścią większego projektu, który napisała dyrektor szkoły Dorota Rabsztyn-Dudek. Projektu realizowanego przez uczniów, ale posiadającego też elementy adresowane do dorosłych z okolicznych miejscowości.
Warto sobie właśnie w tym miejscu uświadomić, jak istotną rolę pełni szkoła na wsi. Na przykładzie Szczeglina doskonale widać czynnik kulturotwórczy i integrujący szkoły, który w mieście nie jest tak zauważalny.
Obok siebie spotkali się ludzie w różnym wieku z Węgorzewa, Szczeglina, Szczeglina Nowego i Kościernicy. Trudno sobie wyobrazić inne miejsce, gdzie doszłoby do takiej integracji, jaką umożliwia wiejska szkoła.
No bo gdzie, niby mieliby się oni spotkać?
W Sianowie, na imprezie w kinie? A komu chce się tam telepać po śliskich drogach.
W kościele? Nie da rady, Węgorzewo ma własny, Szczeglino własny, Kościernica też własny...
Jedyna taka placówka to szkoła, która na tym terenie jest niezbędna nie tylko dla celów edukacyjnych. Jest elementem cywilizacyjnym dla tej części gminy, która wciąż łączy porozrzucane puzzle w jeden obrazek.
A przecież tak niewiele brakowało. Przypominam sobie tę walkę o szkołę, w obronie której rok temu wystąpiło wielu ludzi nie tylko ze Szczeglina.
Wszystko się mogło zdarzyć, ale nikt nie przewidział, że za rok będziemy sobie beztrosko tańczyć w środku zimy.
Jak odmiana losu i dowód na to, że Pan Bóg nie tylko lubi słuchać jak ludzie śpiewają, ale lubi też patrzeć ... na tańczących swinga!

piątek, 29 stycznia 2010

Wojna z Królową Śniegu


Odkopywałem dziś swój samochód dwie i pół godziny, dzięki temu dotarłem na spotkanie sołtysów z burmistrzem. Przez ten "wyczyn" udało mi się załatwić ciężki sprzęt do odśnieżenia Węgorzewa. Po 19-tej zjawił się Tomek Tulin (sołtys Dąbrowy) z którym pojechaliśmy walczyć ze zwałami śniegu przed sklepem, na przystanku i na drogach dojazdowych do "Żabiej street" i do kościoła.
Najgorsza sytuacja była w centrum przed sklepem, gdzie osobowe samochody pływały w głębokiej śniegowej kaszy i nie sposób było zaparkować, bez ryzyka utknięcia.
Gdy piszę te słowa, jest już późno i dopiero jutro mieszkańcy zobaczą potężną pryzmę śniegu sięgająca pod koronę przysklepowych lip.
Taka "mała" niespodzianka, która na pewno będzie źródłem komentarzy dla dorosłych i frajdą dla najmłodszych, którzy nie odpuszczą "takiej górze"...

czwartek, 28 stycznia 2010

Zamieć


To co może zrobić wiatr i śnieg przez jedną noc zobaczyli dziś mieszkańcy Węgorzewa, gdy rano spojrzeli w okna. Sypiący od wczorajszego wieczoru drobny śnieg, przeszedł w zamieć tworzącą groźne zaspy. Wystraszył one kierowców porannych autobusów, które nagle przestały wjeżdżać do Węgorzewa, bojąc się utknięcia po drodze.
Ci którzy wybrali się własnymi samochodami do Sianowa jechali na własne ryzyko, bo powiatowe pługi pojawiły się dopiero po południu, być może dopiero po mojej interwencji telefonicznej w Manowie.
Po mimo dużego śniegu jednak nie jest tak źle, szczególnie, gdy wspomni się zimę 2005, gdy została zerwana przez łamiące się masowo drzewa główna linia energetyczna.
Nie było wtedy prądu od Wyszeborza przez Węgorzewo do Nacławia i dalej. I tak przez prawie cztery dni.
Na początku było nawet dość romantycznie przy świecach, ale za niedługo przestała lecieć woda z kranów i stanęły pompy w centralnym ogrzewaniu, że o TV nie wspomnę.
Tak było....

A tak na marginesie myśl mnie naszła taka: ciekawe jak tamte trzy noce bez prądu zaowocowały ... po 9 miesiącach !?

środa, 20 stycznia 2010

Wysypisko - fakty i mity

Pojechałem dziś na spotkanie do Sianowa w sprawie przyszłości wysypiska śmieci i budowy spalarni. Po to aby poznać temat, który budzi tyle negatywnych emocji i który jest źródłem wielu plotek dotyczących także Węgorzewa.
Spotkanie zorganizowali ludzie z komitetu protestacyjnego, którzy domagają się szybkiego zamknięcia obecnego wysypiska, zlokalizowanego, co tu ukrywać, w odległości mniejszej niż 1000 m od ich domów.Obecni byli radni, burmistrzowie, mieszkańcy i dyrektor Uciński z PGK w Koszalinie, któremu wysypisko podlega.
Spotkanie trwało dwie i pół godziny, i prowadzone było nad wyraz sprawnie przez ludzi z komitetu, co ważne, bo równie dobrze mogło przekształcić się w zwykłą pyskówkę.
A jakie fakty udało mi się ustalić ?
Po pierwsze spalarnia nie powstanie w Sianowie, bo to tylko jedna z trzech branych pod uwagę lokalizacji i jak stwierdził dyrektor Uciński "Dam sobie głowę uciąć, że spalarnia nie powstanie w Sianowie". Desperacka i ważna deklaracja, ale tak naprawdę to spalarnia ma sens tylko w Koszalinie, bo tam będzie odbiór energii, którą ona wyprodukuje.
Po drugie obecne wysypisko ma potencjał na jeszcze 15 lat, czyli zakładany termin zamknięcia to 2025 r. Można założyć, że po tym terminie, ruszy dopiero nowe wysypisko. Dlaczego nie wcześniej, bo koszt budowy nowego wysypiska to bagatela .... 200 mln złotych ! Nic dziwnego, że PGK nie będzie chciało tak szybko wyjść z Sianowa, że będzie chciało wykorzystać maksymalnie potencjał tego co już ma.
Po trzecie zmieniają się reguły gry śmieciami i odchodzi się od składowisk otwartych. Przykładem Austria, gdzie zlikwidowano wszystkie skaładowiska i obecnie spalarnie przetwarzają odpady, no i Niemcy, gdzie już zamknięto wysypiska. Oznacza to, że będąc w Unii wchodzimy na wyższy poziom gospodarowania odpadami, gdzie nie wystarczy mieć dziurę w ziemi, ale liczy się recykling, który ustalają normy Unii Europejskiej.
Po czwarte miasto Koszalin kupiło 70 hektarów w okolicach Kościernicy ,które są ich rezerwą strategiczną.

Warto sobie uzmysłowić, że tak naprawdę, to Sianów nie ma problemu ze śmieciami, problemy ze śmieciami ma Koszalin, bo to jego odpady trafiają do Sianowa. Klucz do normalnego życia Sianowian leży na biurku prezydenta sąsiedniego miasta. Bo przecież PGK to firma komunalna, której właścicielem jest miasto na literę K ...

Może małe audiotele:
A - Kopenhaga
B - Kijów
C - Koszalin

Moim zadaniem było poznać FAKTY, które są ważne dla mnie i dla mieszkańców Węgorzewa których reprezentuje. A jeśli chodzi o MITY, to są lepsi ode mnie w ich tworzeniu i to im pozostawiam dopisanie całej reszty....

sobota, 16 stycznia 2010

Narty Justyny Kowalczyk


Zanim Justyna Kowalczyk zdobędzie olimpijskie złoto w Vancouver i cała Polska zachoruje na kowalczykomanię, mam swoje 5 minut, gdy mogę pochwalić się dwiema rzeczami, które nas łączą....
Pierwsza rzecz która mnie cieszy to fakt, że od czasu do czasu, też zakładam biegówki i zostawiam ich ślad na śniegu. I nie dziwi mnie nawet to, że nie spotykam prawie nigdy innych narciarzy biegowych. Ten sport nigdy nie był tak popularny w Polsce jak w Skandynawii, troszkę w tym winy klimatu, a troszkę braku charakteru.
Łatwiej jest błysnąć na stoku, niż łykać kilometry w lasach i na polach.

Niezwykłe są te zaśnieżone przestrzenie wokół Węgorzewa. Ludzie przycupnęli przy piecach, samochody ledwie się toczą po oblodzonych drogach, a ty wchodzisz w zasypaną przestrzeń i płyniesz, gdzie tylko ci się zapragnie.
Tak, mając biegówki można poczuć się wolnym, szczególnie u nas, gdzie wychodzą mi na spotkanie tylko sarny.
Ciekawa sprawa, paradoksalnie śnieg nie zakrywa, ale wręcz przeciwnie odsłania obecność zwierząt w tutejszych lasach. Zaskakuje mnie jak wiele różnych śladów, spotykam na polach poprzecinanych tropami w przeróżnych kierunkach.

A wracając do Justyny mamy jeszcze coś wspólnego.

Oboje.... urodziliśmy się 23 stycznia, oczywiście nie tego samego roku, ale to już zupełnie inna historia...

środa, 13 stycznia 2010

Kotlet z dinozaura

Mój wzrok przykuł dziś tytuł w lokalnej gazecie: „Dinozaury na Górze Chełmskiej ? Park jurajski coraz bardziej realny
Tak sobie mieszkam w cieniu tej góry i widzę ją wciąż w oddali, bo te 10 kilometrów to nic i tak kurcze sobie uświadamiam, że nie jest mi to obojętne co tam będzie...
Wszelki "wynalazki", które koszalińscy urzędnicy wymyślają, są kopiami, a nie oryginalnymi pomysłami....
Jest gdzieś Wioska Św. Mikołaja - to My też! to My też !
A co ma wspólnego G. Chełmska ze Św. Mikołajem ? Ano NIC.
Park jurajski- To My też ! To My też !
Był sobie filmik i skopiujmy go. A może King Kong ?

Na Górze Chełmskiej idealnie pasuje dobra kawiarnia, lub jakaś stylowa restauracja np. "Zbójnicka chata" .......tak, tak proszę Państwa, bo G. Chełmska słynęła z tego, że przez długi czas grasowali tu autentyczni zbójcy. Kiedyś wykopano nawet potężny róg, który służył im do zwoływania się na wspólne wypady. Wiedzieli o tym rycerze książęcy, którzy postanowili podszyć się pod rabusiów i na ich konto dokonali napadu na karawanę kupiecką. Skończyło się na kontrakcji koszalińskich mieszczan, którzy rozwścieczeni porwali z zamku myśliwskiego w Sianowie księcia pomorskiego Bogusława X i na wozie z gnojem uprowadzili go do Koszalina.
Czysta historia, nie fikcja. Rok 1480.
Klimaty jak u Robin Hooda !!

Dodatkowo trasa narciarska, bo ludzie chcą jeździć na nartach i ma to powodzenie (tłumy w Szczecinie na „Gubałówce”, tłumy pod Wieżycą na Kaszubach), dlatego chętnie przyjeżdżaliby tu ludzie z nartami nie tylko z Koszalina, ale i z Kołobrzegu, Szczecinka i Słupska. Nigdzie bliżej nic takiego nie ma, a jechać na drugi koniec Polski w weekend to masakra.
W okresie wiosenno- jesiennym świetnie spisałaby się metalowa rynna saneczkowa, którą buduje się w terenach podgórskich, aby wydłużyć sezon. Bezpieczna dla dorosłych i dzieci, daje niesamowitą frajdę i ochotę na powtórki zjazdów. Jechałem takim zjazdem na w centrum Śląska, w Chorzowskim Parku Kultury.
Podstawą jest jednak dobra gastronomia, bo ludzie chcą nie tylko postać w lesie, ale też i posiedzieć w miejscu z klimatem, nad filiżanką kawy lub grzanego wina.
Oczywiście jest problem koegzystencji z sanktuarium, ale na tak dużym terenie, dla WSZYSTKICH starczy miejsca..

To miejsce ma własny potencjał i ewentualny pomysł powinien być adresowany na zaspokojenie potrzeb mieszkańców Koszalina i Pomorza Środkowego.
Nie ma co się sugerować turystami przyjeżdżającymi nad morze, to MIT, że Koszalin jest dla nich atrakcyjny, oni przyjeżdżają tu by wygrzać się na piasku, pojeść frytek i popatrzeć na morze...
Dowód ?
To nie kartek z widokiem Koszalina poszukują, gdy chcą wysyłać pozdrowienia z wakacji, do Wrocławia, Łodzi czy Poznania, tylko tych na których jest morze, bo dla niego tu jadą te kilkaset kilometrów.
Trasa narciarska, tor saneczkowy, kawiarenka z klimatem, róbmy to co jest potrzebne NAM, bo ja na kotlet z dinozaura nie mam ochoty.....

niedziela, 10 stycznia 2010

Splendor WOŚP


Splendor - to słowo którego wypada użyć, a po które bardzo rzadko mam możliwość sięgnąć. Oznacza ono: świetność, wspaniałość lub zaszczyt i honor.
Przez siedemnaście lat, wrzucam z uśmiechem datki do puszek młodych wolontariuszy Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Kilka razy zdarzyło mi się brać udział w licytacji i coś wylicytować. Przyglądam się z życzliwością ogólnopolskim transmisjom prowadzonym przez Jurka Owsiaka. Wiem, że nie jestem w tym sam, obok są setki tysięcy wrażliwych Polaków.

Rok temu nie przypuszczałem nawet, że z widza mogę stać się uczestnikiem tego muzykowania, że mogę wejść na scenę...
A tak się właśnie stało kilka godzin temu, gdy dziewięcioosobowa załoga "Złotego Dukata" z Węgorzewa zaśpiewała w Sianowie dla dzieci z chorobami onkologicznymi.
Wydaje się, że to tylko któryś tam kolejny występ dla zespołu, ale jaka niezwykła idea, jaki piękny cel!... dlatego uznaję to za wielki honor, że mogliśmy zaśpiewać w Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy.

sobota, 9 stycznia 2010

Miszo

Gdy pojawiłem się w Węgorzewie, on już tu był. Znał moje obejście lepiej niż ja sam.
Czujny, nieduży, szarawy, więcej go było słychać, niż widać. Prezent po poprzednim właścicielu, który się go pozbył z lekkim sercem, a którego pewnie on nigdy nie zapomniał. Nieufny do obcych, obszczekiwał mnie przez dwa tygodnie i uciekał od dotyku ...
Z czasem zaakceptował mnie, i wtopił mi się w krajobraz domu. Potrafił cieszyć się i smucić, i choć czasami mnie wkurzał swoim zachowaniem, to więcej dawał radości.
Zdecydownie więcej dawał radości...

Pies potrafi kochać bezinteresownie, jak dziecko z ufnością.
Doświadczyłem tego.
A człowiek ?
Człowiek jest odpowiedzialny za to co oswoił.

środa, 6 stycznia 2010

Kaszubskie miejsce mocy


Na Trzech Króli wraz z Jolą i Adamem (sołtysem Maszkowa) jedziemy, jak rok temu, na Świętą Górę Polanowską. Dziwne jak niewiele osób z Węgorzewa było tam, choć to tylko dwadzieścia kilometrów z hakiem...
Zostawiamy samochód pod lasem i stromą ścieżką wspinamy się do góry. Na szczycie w środku zaśnieżonego lasu stoi kaplica Matki Bożej Bramy Niebios.
Wrośnięta w krajobraz, wygląda jakby miała trzysta lat...

Niewysokie drewniane ściany na kamiennej podmurówce, rozłożysty dach kryty gontem, przypomina jako żywo kaszubskie klimaty i pasuje tu jak ulał. Nie dziwi mnie to wcale, bo kiedyś modlono się TU nie tylko po łacinie, ale też i po kaszubsku.
Z czasem pojawił się niemiecki i wraz z nim przyszła reformacja, a z nią zniszczenie klasztoru i kościoła z cudownym obrazem. Niemcy odwrócili się od tego miejsca plecami i przez 400 lat nie odprawiano w tym miejscu eucharystii.

Aż przyszedł Ojciec Janusz i postanowił w tym miejscu zbudować kaplicę. I tak powstałą pustelnia franciszkańska. Miejsce niezwykłego skupienia, które wybieramy tak samo jak Kaszubi, aby być bliżej Boga.

wtorek, 5 stycznia 2010

Jamno kontra Węgorzewo

Koszalińskie gazety na pierwszych stronach informują o przyłączeniu Jamna i Łabusza z dniem 1 stycznia do Koszalina.
Tytuł "Urosły nam nasze miasta" mówi wszystko, ale nie mówi nic o stratch, dla walorów tych miejsc i dla ludzi, którzy uciekając na wieś szukali innej atmosfery od osiedli w Koszalinie.
No właśnie...
Tendencja przenoszenia się na tereny podmiejskie i budowania tam domów obserwowana jest w całej Polsce w okolicach dużych miast od początku lat 90-tych. Staje się ona zjawiskiem powszechnym, ale też przez swą masowość wpływa paradoksalnie na jakość życia tych, którzy uciekli z miasta na wieś. Utrudnienia komunikacyjne przy dojazdach z terenów wiejskich do pracy w dużych miastach są powszechnie znane. Zupełnie jednak niespodziewanym nowym czynnikiem, obniżającym jakość życia mieszakńców terenów podmiejskich, okazuje się zatracanie przez nie charakteru wiejskiego. Wieś traci charakter wsi, gdy zbyt wielu ludzi zaczyna obok siebie budować domy lub gdy po jakimś czasie miasto przyłącza te miejscowości do siebie.
Żal mi Jamna, bo za dwadzieścia lat znikną ślady okolicznych pól, a w miejscu zabytkowych stodół z czerwonej cegły staną pstrokate dziwolągi z suporeksu.

I dlatego dziękuję losowi za to, że mieszkam w Węgorzewie, po które Koszalin nigdy nie sięgnie. Drogę do nas zawsze będzie mu zagradzała Góra Chełmska i ... bardzo dobrze, bo mieszkać 10 km od 100-tysięcznego miasta i nie czuć jego oddechu, zachowując naturalny wiejski charakter, to wyjątkowy przywilej, którego będą nam zazdrościć coraz częściej...

niedziela, 3 stycznia 2010

Na całej połaci śnieg


Słońce, chmury i śnieg namalowały dziś w Węgorzewie poranek, aż przypomniał mi się Jeremi Przybora:

Na całej połaci -
śnieg.
W przeróżnej postaci -
śnieg.
Na siostry i braci -
zimowy plakacik -
śnieg -
śnieg.
Na naszą równinę -
śnieg...

...na sinej mgle dale -
śnieg.
Na "Kocham Cię stale"
śnieg.
Na żale - że wcale
i na - tak dalej -
tak dalej - tak dalej
tak dalej - tak dalej,
tak dalej - śnieg -
śnieg -
śnieg -
śnieg...

sobota, 2 stycznia 2010

Silni, Zwarci, Gotowi !


Piękna sprawa !
Zapukali do moich drzwi rowerzyści z Koszalina.
Tutaj śnieżek, a oni jakby nic mają fantazję pojeździć sobie po naszych lasach.
Podobną niespodziankę zrobili mi rok temu, w pierwszy styczniowy weekend, co jak tłumaczy ALCHEMIK: "...wszystko, co zdarza się raz, może już nie przydarzyć się nigdy więcej, ale to, co zdarza się dwa razy, zdarzy się na pewno i trzeci", a to oznacza, że za rok znów się zjawią.
Czyżby udało się nam w Węgorzewie dokonać coś, nad czym bezowocnie pracują spece od turystyki, czyli jak wydłużyć sezon turystyczny na cały rok !?

Hola, hola kolego, ale się rozmarzyłeś....
Aby tak było, musiałoby powstać znacznie więcej takich stowarzyszeń jak Koszalińskie Stowarzyszenie Rowerowe "ROWERIA" lub Rodzinny Klub Rowerowy "Maraton", które skupiają rowerowych zapaleńców, ludzi idących/jadących/ "pod prąd".

Przed wojną była taka formacja, o której się mówiło:
"Silni, zwarci, gotowi, najlepsza kawaleria świata !"
O tamtych sprzed 80 lat i moich dzisiejszych gościach, można powiedzieć, że jedni i drudzy podobni są do siebie, dzięki .... UŁAŃSKIEJ FANTAZJI !